„Goście potraktowali moje wesele jak all inclusive. Wyszli obżarci i napici, a w kopertach hulał wiatr”
Zdaniem niektórych par młodych wesele to inwestycja, która powinna się zwrócić. Do naszej redakcji napisała czytelniczka, która nie kryje rozczarowania po swoim wielkim dniu. Choć zadbała o każdy szczegół i nie oszczędzała na atrakcjach dla gości, po otwarciu części kopert poczuła ogromną frustrację.

Do naszej redakcji napisała Karolina (imię zmienione na jej prośbę). Kobieta opowiedziała o swoim rozczarowaniu po weselu, które miało być najpiękniejszym dniem w jej życiu. Największe emocje wzbudziło jednak nie samo przyjęcie, ale zawartość niektórych kopert.
Publikujemy jej list.
„Wydałam fortunę, a niektórzy nawet się nie postarali”
Nie mogę przestać o tym myśleć, chociaż od wesela minęło już kilka tygodni. Wszyscy mówią mi, żebym odpuściła, ale naprawdę czuję się wykorzystana.
Razem z mężem wydaliśmy na wesele ponad 100 tysięcy złotych. Przez dwa lata odkładaliśmy pieniądze, rezygnowaliśmy z wakacji i wielu przyjemności. Chcieliśmy, żeby nasi goście dobrze się bawili i niczego im nie brakowało.
Nie było mowy o oszczędzaniu. Był piękny lokal, świetny zespół, fotobudka 360, ciężki dym przy pierwszym tańcu, słodki stół, wiejski stół, drink bar, animator dla dzieci i osobny kącik zabaw. Dzieci były mile widziane, nie robiliśmy żadnych ograniczeń. Każdy mógł przyjść z rodziną i czuć się swobodnie.
„Jedli, pili, korzystali ze wszystkiego. A potem taka koperta”
Naprawdę nie rozumiem niektórych ludzi.
Były osoby, które przez całą noc korzystały z atrakcji, korzystały ze wszystkiego, ustawiały się do fotobudki i drink baru. Jedzenia było tyle, że ledwo zmieściło się na stołach.
A potem otwieram koperty i przecieram oczy ze zdumienia. Najbardziej zabolała mnie jedna sytuacja. Czteroosobowa rodzina – dwoje dorosłych i dwoje dzieci. Przyszli wszyscy, bawili się do końca, korzystali ze wszystkiego. W kopercie było 400 zł.
400 zł od czterech osób. Przepraszam bardzo, ale za talerzyk od jednej osoby płaciliśmy prawie 300.
Miałam wrażenie, że niektórzy potraktowali nasze przyjęcie jak wakacje all inclusive. Przyjść, najeść się, napić, pobawić i wrócić do domu. A koszty? Niech martwią się państwo młodzi.
„Nie oczekiwałam fortuny, tylko odrobiny przyzwoitości”
Nie chodzi mi o to, żeby ktoś finansował moje życie. Ale naprawdę uważam, że jeśli decydujemy się iść na wesele, to wypada dać taki prezent, który chociaż częściowo pokrywa koszt naszego uczestnictwa.
Najbardziej boli mnie to, że część tych osób dobrze zarabia. Wiem, gdzie jeżdżą na wakacje, jakie samochody kupują i jak wydają pieniądze na własne przyjemności. A kiedy przyszło do wsparcia młodej pary, nagle okazało się, że nie mają z czego.
Może zabrzmię źle, ale mam poczucie, że wiele osób zwyczajnie wykorzystuje wesela. Chcą się bawić, ale nie chcą ponosić żadnych kosztów tej zabawy.
Dziś wiem jedno. Już wiem, kogo nie zaproszę na chrzciny i roczek, jak zostanę mamą.
Komentarz redakcji
Choć rozczarowanie czytelniczki jest wyraźnie odczuwalne, trudno zgodzić się z jej podejściem. Zapraszając gości na wesele, zapraszamy ich do wspólnego świętowania ważnego momentu w życiu, a nie do finansowania imprezy.
Wysokość prezentów zależy od możliwości, sytuacji życiowej i indywidualnych decyzji gości. Nikt nie ma obowiązku zwracać kosztów organizacji przyjęcia ani finansować atrakcji, na które zdecydowali się państwo młodzi.
Jeśli głównym celem wesela staje się odzyskanie wydanych pieniędzy, łatwo o frustrację i poczucie krzywdy. A przecież nie o to powinno chodzić. Wesele organizuje się dla ludzi i wspomnień, a nie dla zawartości kopert. Jeśli ktoś liczy przede wszystkim na finansowy zwrot inwestycji, być może lepiej w ogóle zrezygnować z organizowania takiego przyjęcia.
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz także: „Bratowa zignorowała moją prośbę i na wesele przyszła z rozwrzeszczanymi dziećmi. Pożałowała”