Reklama

Moja kuzynka organizuje wesele w sierpniu. Sala ogromna, gości ponad setka, poprawiny następnego dnia, luksusowe menu, drink bar, fotobudka i Bóg wie co jeszcze. Ale zabrakło miejsca dla mojego dziecka. Serio?

Na początku próbowałam to zrozumieć. Pomyślałam: „Dobra, ich dzień, ich zasady”. Tylko że później zaczęłam się zastanawiać, dlaczego właściwie mam podporządkowywać całe życie potrzebom pary młodej. Mam 3-letniego syna, który praktycznie się ode mnie nie odkleja. Nie wyobrażam sobie zostawić go na całą noc z teściami, bo przecież moi rodzice też będą na imprezie, wozić po dalszej rodzinie albo nie daj Bóg komuś płacić, bo ktoś inny chce mieć „eleganckie wesele dla dorosłych”.

Antoś nie jest przecież rozwydrzonym bachorem, który będzie biegał po stołach. To spokojne dziecko. Może siedzieć obok mnie, zjeść trochę rosołu i pobawić się samochodzikiem. Naprawdę aż taki problem dostawić jedno małe krzesełko i mały talerzyk?

Mam wrażenie, że ludzie przesadzają z tym kultem wesel idealnych. Wszystko musi wyglądać jak z Instagrama: białe róże, świece, spokojna muzyka i broń Boże żadnego dziecka w tle. A przecież wesele to rodzinne wydarzenie. Rodzina to także dzieci.

„Jak jesteś matką, to dziecko zawsze jest na pierwszym miejscu”

Najbardziej zirytowało mnie to, że kuzynka nawet nie próbowała znaleźć kompromisu. Po prostu zaznaczyła na zaproszeniu, że wesele jest „tylko dla dorosłych”. Bez pytania, bez rozmowy, bez zastanowienia się, czy ktoś może mieć problem z opieką. Podkreśliła to też kilka razy, jak przyjechali wręczyć nam zaproszenie. Z takim jakimś niesmakiem patrzyła na Antosia.

Mam wrażenie, że bezdzietni kompletnie nie rozumieją rzeczywistości rodziców małych dzieci. Dla nich wszystko jest proste: „Wynajmij opiekunkę”. Tylko że ja nie zostawię 3-latka z pierwszą lepszą studentką tylko po to, żeby ktoś mógł spokojnie tańczyć do disco polo.

Poza tym nie rozumiem, dlaczego rodzice mają się zawsze poświęcać dla wygody innych. To ja mam stresować się przez całe wesele, czy moje dziecko zasnęło, czy nie płacze, czy ktoś sobie radzi? A potem jeszcze udawać, że świetnie się bawię?

Nie. Jeśli mam przyjść, to z Antosiem. I szczerze mówiąc, nie zamierzam już nikogo pytać o zgodę. Gdyby chodziło o piątkę dzieci, może jeszcze bym zrozumiała problem. Ale jedno spokojne dziecko? Bez przesady.

„Obrazi się? Trudno”

Mąż uważa, że przesadzam i że powinniśmy uszanować zasady kuzynki. On i jego rodzina są właśnie tacy poprawni do bólu. Tylko że mnie coraz bardziej denerwuje to podejście, że rodzice mają być niewidzialni razem ze swoimi dziećmi. Najpierw słyszymy, że dzieci są najważniejsze, a później nagle okazuje się, że najlepiej, żeby nie było ich widać na rodzinnych uroczystościach.

Wiem, że część rodziny będzie komentować. Że „jak można”, że „to brak kultury”. Ale szczerze? Nie obchodzi mnie to. Antoś jest częścią naszej rodziny i nie zamierzam udawać, że go nie mam tylko dlatego, że komuś psuje wizję idealnego wesela.

A jeśli kuzynka się obrazi? Cóż, trudno. Może kiedyś sama zostanie matką i zrozumie, że dziecka nie da się po prostu odstawić na bok, kiedy jest niewygodne.

Komentarz redakcji

Nie zgadzamy się z takim podejściem. Zaproszenie na wesele bez dzieci to decyzja pary młodej, którą goście powinni uszanować. Nie chodzi wyłącznie o pieniądze czy dodatkowy talerzyk, ale o komfort wszystkich uczestników i atmosferę wydarzenia.

Wesele nie zawsze jest miejscem odpowiednim dla małych dzieci. Gorące półmiski noszone przez obsługę, potłuczone szkło, butelki na stołach czy bardzo głośna muzyka mogą być dla maluchów zwyczajnie męczące, a nawet potencjalnie niebezpieczne.

Warto też pamiętać, że para młoda ma prawo zorganizować uroczystość według własnej wizji. Część osób decyduje się na wesele bez dzieci, bo chce, by goście mogli swobodnie się bawić, nie martwiąc się o opiekę nad pociechami. Inni chcą uniknąć płaczu podczas ceremonii, biegania między stolikami czy sytuacji, w której rodzice są skupieni wyłącznie na dzieciach, zamiast uczestniczyć w wydarzeniu.

Uszanowanie granic i próśb gospodarzy to po prostu wyraz kultury i szacunku.

Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz także: Babcia: „Dzieci rządzą rodzicami”. Scena przy stole to dowód, że boimy się własnych dzieci

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...