Babcia: „Dzieci rządzą rodzicami”. Scena przy stole to dowód, że boimy się własnych dzieci
„Za moich czasów takie dziecko dawno usłyszałoby, że od stołu się nie odchodzi” – pomyślałam, patrząc na moją czteroletnią wnuczkę. I wtedy dotarło do mnie, że dziś to nie rodzice wychowują dzieci. Dziś dzieci wychowują rodziców.

Niedzielny obiad miał być jak zawsze rodzinny i spokojny. Rosół, kotlety, ziemniaki, surówka. Nic nadzwyczajnego. Ale scena przy stole sprawiła, że do dziś nie mogę ochłonąć. Moja synowa chyba naprawdę uważa, że czteroletnie dziecko może decydować o wszystkim. A potem ludzie dziwią się, że dzieci wchodzą dorosłym na głowę.
Rozgrzebała obiad i pobiegła się bawić
Moja wnuczka, Anielka, ma cztery lata. Jest bystra, wygadana i wszędzie jej pełno. Kocham ją nad życie, ale nie będę udawać, że nie widzę problemu. To dziecko już teraz jest przekonane, że cały świat kręci się wokół niej.
Przy stole dostała normalny obiad. Nawet specjalnie dla niej zrobiłam delikatniejsze kotleciki, bo wiem, że „nie lubi przypraw”. Wzięła dwa gryzy, rozmemłała ziemniaki po talerzu, chwilę pogrzebała widelcem i oznajmiła:
– Nie chcę.
I co zrobiła moja synowa? Nic. Kompletnie nic. Siedziała i patrzyła na nią jak cielę na malowane wrota, po czym spokojnym głosem powiedziała:
– Jak nie jesteś głodna, to nie jedz. Nie będziemy cię zmuszać.
Myślałam, że się przesłyszałam.
Anielka odsunęła talerz i po chwili już biegała po salonie, wyciągając zabawki. A obiad? Nietknięty. Jedzenie do wyrzucenia. Czas i praca też najwyraźniej bez znaczenia.
Kiedyś dzieci znały granice
Można mówić, że „czasy się zmieniły”, ale pewnych rzeczy nigdy nie zrozumiem. Nas uczono szacunku. Jak mama albo babcia gotowała obiad, to człowiek jadł. Może nie wszystko smakowało, może czasem siedziało się nad talerzem godzinę, ale nikt nie urządzał przedstawień.
Nie było dyskusji typu: „może nie masz dziś ochoty”. Nie było pięciu różnych dań, negocjacji i błagania, żeby dziecko łaskawie spróbowało marchewki.
Dziecko wiedziało jedno: jest obiad, trzeba zjeść. Dopiero potem był deser albo zabawa. I jakoś nikt od tego nie umarł. Wręcz przeciwnie – dzieci miały zasady, respekt wobec dorosłych i nie robiły rodzicom publicznych scen.
Dziś mam wrażenie, że rodzice panicznie boją się własnych dzieci. Boją się, że dziecko się obrazi, rozpłacze albo będzie miało „trudne emocje”. Więc ustępują we wszystkim. A dzieci doskonale to wyczuwają.
„Nie zmuszaj się” – nowe święte hasło rodziców
Najbardziej zdenerwowało mnie jednak to, z jaką pewnością moja synowa mówiła o „niezmuszaniu”. Jakby stawianie granic było czymś złym. Jakby wymaganie od dziecka podstawowego szacunku było przemocą.
Przecież czterolatek nie powinien rządzić domem. Dziecko nie ma doświadczenia ani rozsądku. Ono wybierze lody zamiast obiadu, bajki zamiast snu i zabawę zamiast obowiązków. Od tego są rodzice, żeby wyznaczać granice.
Tymczasem dziś modne jest pytanie dziecka o wszystko. Co chce zjeść, kiedy chce spać, czy ma ochotę sprzątać. Za chwilę maluchy będą decydować, czy pójdą do szkoły.
Patrzyłam na tę scenę przy stole i miałam wrażenie, że jestem w jakimś absurdzie. Czteroletnia dziewczynka dyktowała warunki całej rodzinie, a dorośli kręcili się wokół niej, żeby tylko nie była niezadowolona.
I naprawdę zaczynam wierzyć, że to nie dzieci mają dziś problem z granicami. To rodzice boją się je stawiać.
Zobacz także: Matka pozwoliła dziecku nie zjeść obiadu. Babcia nie miała litości: „To rodzicielstwo uległości”