„Mam dość absurdalnych wymagań katechetów. Myślą, że rodzice mają czas z gumy”
To ma być ważna chwila w życiu mojego dziecka. Miała. Tymczasem zamieniła się w źródło frustracji, zmęczenia i nieustannego poczucia, że robimy za mało. Czy naprawdę tak powinny wyglądać przygotowania do pierwszej komunii?

Jestem mamą dziecka z trzeciej klasy szkoły podstawowej. Pracuję, mam jeszcze dwójkę młodszych dzieci i naprawdę staram się ogarniać codzienność najlepiej, jak potrafię. Ale to, co dzieje się wokół komunii, zaczyna mnie zwyczajnie przerastać.
Zaczęło się niewinnie – zebranie organizacyjne, lista rzeczy do kupienia, harmonogram spotkań. Szybko jednak okazało się, że to dopiero początek. Obowiązkowe msze w tygodniu, dodatkowe nabożeństwa, spotkania dla dzieci i osobno dla rodziców. Do tego nauka modlitw, sprawdziany, zaliczenia. Każda nieobecność musi być odrobiona, najlepiej natychmiast.
Mam wrażenie, że ktoś kompletnie zapomniał, że my – rodzice – pracujemy, mamy inne obowiązki i więcej niż jedno dziecko. Nie każdy może pozwolić sobie na wychodzenie z pracy w środku dnia albo organizowanie życia pod dyktando parafialnego grafiku.
Presja, której nikt nie nazywa
Najbardziej męczy mnie jednak nie sama liczba obowiązków, ale presja, która się z nimi wiąże. Niby nikt niczego nie narzuca wprost, ale wszyscy czujemy, że „tak trzeba”. Trzeba być na każdej mszy, trzeba się angażować, trzeba pilnować wszystkiego co do minuty.
Dzieci też to odczuwają. Moja córka, zamiast cieszyć się zbliżającą się uroczystością, zaczyna się stresować. Bo zapomniała modlitwy. Bo nie była na jednym spotkaniu. Bo ktoś powiedział, że „to bardzo ważne i nie można zawieść”.
Czy naprawdę o to chodzi? Czy pierwsza komunia nie powinna być przede wszystkim spokojnym, duchowym przeżyciem, a nie kolejnym obowiązkiem do odhaczenia?
Rodzice też mają swoje granice
Nie piszę tego, żeby kogokolwiek atakować. Rozumiem, że przygotowania wymagają zaangażowania. Ale wszystko ma swoje granice. A te – moim zdaniem – zostały dawno przekroczone.
Rodzice nie są od tego, żeby spełniać każdą kolejną prośbę bez zastanowienia. Nie jesteśmy też w stanie dostosować całego życia do jednego wydarzenia, nawet jeśli jest ważne. Zwłaszcza gdy odbywa się to kosztem naszego zdrowia, pracy i czasu dla innych dzieci.
Chciałabym, żeby ktoś w końcu powiedział głośno: to idzie za daleko. Bo jeśli przygotowania do komunii mają wyglądać w ten sposób, to trudno się dziwić, że coraz więcej rodzin, zamiast przeżywać je z radością, po prostu próbuje przetrwać ten czas.
A przecież nie o to powinno chodzić.
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz także: „Na komunię dam córce sukienkę z second-handu i upiekę szarlotkę. Mam w nosie wymysły nowobogackich rodziców”