„Mój 5-latek na weselu nie dostał posiłku. Państwo młodzi uznali, że będzie wyjadać od rodziców”
Spakowaliśmy eleganckie stroje, kupiliśmy piękny prezent i ruszyliśmy świętować miłość w luksusowym hotelu, a na miejscu okazało się, że mój pięcioletni syn został potraktowany jak powietrze i nie dostał nawet własnego widelca.

Nigdy bym nie pomyślała, że w dzisiejszych czasach, gdy tyle mówi się o kulturze i gościnności, para młoda może posunąć się do tak drastycznych oszczędności kosztem najmłodszych uczestników imprezy. Mój mały Antoś był oficjalnie zaproszony, jego imię widniało na ozdobnej winietce przy stole, ale gdy kelnerzy zaczęli roznosić gorący rosół, przed moim dzieckiem postawiono jedynie pustą serwetkę.
Kiedy zdezorientowana zapytałam obsługę, czy to jakaś pomyłka, panna młoda podeszła do nas i z rozbrajającym uśmiechem rzuciła, że przecież pięciolatek i tak nie zje całej porcji, więc na pewno chętnie będzie wyjadać smakołyki z talerzy rodziców. Zamurowało mnie. Patrzyłam na mojego głodnego synka, który ze smutkiem przyglądał się parującym półmiskom, zastanawiając się, dlaczego on nie dostał swojego jedzenia.
Upokorzenie przy weselnym stole i oszczędzanie na dzieciach
To był dopiero początek naszego koszmaru, bo całe popołudnie i wieczór upłynęły nam na dzieleniu każdego kęsa mięsa i ziemniaków na trzy części, żeby Antoś nie siedział głodny. Czy to jest normalne, że na wystawnym przyjęciu, gdzie stoły uginają się od drogich trunków i wymyślnych dekoracji, żałuje się dziecku małego kotleta z piersi kurczaka i odrobiny purée? Para młoda uznała, że skoro przedszkolak je mało, to nie ma sensu zamawiać dla niego tak zwanego menu dziecięcego, które w większości restauracji kosztuje przecież połowę normalnej stawki.
Poczułam się wtedy strasznie upokorzona jako matka, bo musiałam oddawać synowi swoją porcję obiadu, a sama dojadać zimne resztki, żeby moje dziecko nie biegało głodne po sali. Goście siedzący obok nas patrzyli z wyraźnym niesmakiem na tę sytuację, szeptali między sobą, a ja miałam ochotę po prostu zapakować rzeczy i wrócić do domu. Oszczędzanie na jedzeniu dla zaproszonych gości, a zwłaszcza dla małych dzieci, to szczyt niegościnności i brak elementarnych zasad dobrego wychowania, o których młodzi najwyraźniej zapomnieli w pogoni za drogą suknią i luksusowym samochodem do ślubu.
Antoś myślał, że zrobił coś źle
Najgorsze w tym wszystkim były emocje mojego syna, który doskonale rozumiał, że został pominięty i potraktowany gorzej niż dorośli. Dziecko w wieku pięciu lat chce czuć się ważne, chce mieć swoje miejsce przy stole, swój własny talerzyk i sztućce, bo to uczy je kultury zachowania przy posiłku i daje poczucie przynależności do grupy. Antoś pytał mnie szeptem, czy zrobił coś złego i czy ciocia jest na niego obrażona, skoro nie dostał frytek.
Musiałam dwoić się i troić, żeby obrócić całą sytuację w żart, ale w środku wszystko we mnie krzyczało z wściekłości na tak potworny brak wrażliwości. Wyjadanie z talerza mamy czy taty jest dobre na rodzinnym pikniku, a nie na eleganckim bankiecie, gdzie każdy gość powinien czuć się dopieszczony i mile widziany. Przez tę chciwość organizatorów mój syn zapamięta to wesele nie jako radosny taniec i zabawę z balonami, ale jako moment, w którym musiał prosić o kęsy jedzenia z cudzego talerza.
Nowa moda na wesela bez szacunku dla rodzin
Zauważyłam, że wśród młodych par panuje teraz jakaś chora moda na traktowanie rodzin z dziećmi jak zła koniecznego, które tylko psuje idealny obrazek imprezy. Jeśli para młoda nie chce dzieci na weselu, niech napisze wprost na zaproszeniach, że organizuje imprezę tylko dla dorosłych − wtedy rodzic ma wybór, czy szuka niani, czy zostaje w domu. Ale zapraszanie malucha po to, by potem żałować mu jedzenia i zmuszać do podjadania z talerzy rodziców, to jest czysta bezczelność i brak szacunku dla gości, którzy przecież nie przychodzą z pustymi rękami.
Włożyliśmy do koperty sporą sumę, chcąc wesprzeć młodych na nowej drodze życia, a w zamian dostaliśmy lekcję skąpstwa, która zepsuła nam całą radość ze świętowania.
Apeluję do Redakcji i do wszystkich przyszłych par młodych: jeśli zapraszacie dzieci, traktujcie je jak pełnoprawnych gości. Szacunek do drugiego człowieka poznaje się po tym, jak traktuje się najsłabszych i najmniejszych, a na tym weselu ten test został oblany na całej linii.
Kasia
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz też: Podsłuchała, jak dziecko zwraca się do matki. Babcia: „Ja nigdy nie dałabym sobie tak wejść na głowę”