Reklama

Droga Redakcjo. Po ostatnim weekendzie atmosfera w mojej rodzinie stała się nieprzyjemna, ale ja mam już serdecznie dość robienia ze mnie tej złej. Mój kuzyn brał ślub i razem ze swoją narzeczoną podjęli odważną, dla wielu kontrowersyjną decyzję − zorganizowali wesele w stylu „dog-friendly”, ale z wyraźną adnotacją na zaproszeniach: „impreza tylko dla dorosłych”. Kiedy otworzyłam elegancką kopertę, z moich ust wyrwał się okrzyk radości − na spersonalizowanym bileciku widniało moje nazwisko oraz imię mojego ukochanego mopsa, Hugo.

Moja siostra, mama sześcioletnich bliźniaków, dostała dokładnie takie samo zaproszenie, ale bez imion swoich dzieci, które ten wieczór musiały spędzić z opłaconą nianią. W naszej rodzinie natychmiast wybuchł skandal, a siostra zmieszała młodą parę i mnie z błotem, krzycząc, że to szczyt bezczelności, by stawiać psa ponad rodzinę.

Mój pies na salonach, czyli dlaczego wesele z mopsem to czysta kultura

Moja siostra nie potrafi zrozumieć jednej, podstawowej rzeczy − mój mops Hugo w miejscu publicznym zachowuje się o niebo lepiej niż jej rozwydrzone bliźniaki. Hugo jest psem wychowanym, przeszedł szkolenie, jest spokojny, nie szczeka bez powodu i potrafi grzecznie leżeć na swoim kocyku. Na weselu miał swój elegancki kącik, przygotowany przez parę młodą, gdzie stały miski z wodą i czekały psie przekąski. Przez całą noc nikomu nie przeszkadzał, wzbudzał jedynie zachwyt gości, którzy chętnie robili sobie z nim zdjęcia.

A jak wyglądałyby urodziny czy wesele z udziałem moich siostrzeńców? Znam ten scenariusz na pamięć z innych uroczystości. Płacz podczas przysięgi w kościele, bieganie między kelnerami niosącymi gorący rosół, wkładanie palców do tortu weselnego i wieczne marudzenie, że głośno, że nudno, że bolą nóżki. Pod koniec imprezy rodzice są wykończeni, dzieci wściekłe, a goście zniesmaczeni, bo parkiet zamienia się w plac zabaw. Mój pies nikomu nie zepsuł zabawy, nie zniszczył sukni panny młodej ani nie urządził sceny zazdrości przy stole. Był idealnym, kulturalnym gościem.

Dzieci na weselu to męczarnia dla nich i dla dorosłych

Uważam, że trend na wesela bez dzieci to nie jest żadna moda na nienawiść do maluchów, ale zwykły zdrowy rozsądek i szacunek do własnych pieniędzy. Para młoda płaci ogromne sumy za talerzyk, za DJ-a, za sterylny, elegancki klimat. Mają pełne prawo chcieć, aby ich goście bawili się, rozmawiali na dorosłe tematy i nie musieli co chwilę uważać, żeby nie nadeptać na raczkującego pod stołem brzdąca. Wesele z huczną muzyką do czwartej rano to po prostu nie jest miejsce dla małych dzieci.

Moja siostra uważa, że niania to dla niej potworny koszt i obraza majestatu rodziny. Ale czy to nie jest egoizm? Chciała zabrać dzieci w miejsce, gdzie dorośli chcą zrzucić maski idealnych rodziców i po prostu zaszaleć. Dzięki temu, że bliźniaki zostały w domu, inni goście mogli odetchnąć. Ktoś, kto nie ma dzieci lub świadomie zostawia je w domu, nie chce spędzać wieczoru na słuchaniu cudzych wrzasków. Trend „no kids” to zbawienie, a dopuszczenie psów na salę pokazuje tylko, że zwierzęta potrafią dostosować się do dorosłych zasad znacznie szybciej niż bezstresowo wychowywane kilkulatki.

Warto stawiać na własny komfort i nie ulegać presji oburzonych matek

Popieram decyzję kuzyna i będę jej bronić do upadłego, nawet jeśli siostra nie będzie się do mnie odzywać przez kolejne miesiące. Czas skończyć z tą wszechobecną świętością dzieci, które rzekomo muszą być wpuszczane wszędzie − od eleganckich restauracji, przez hotele spa, aż po nocne wesela. Mój mops Hugo dał wszystkim lekcję elegancji, a ja mogłam świętować miłość bliskich bez poczucia obrzydzenia, bo ktoś obok przewija niemowlę na krześle bankietowym.

Młode pary, nie bójcie się stawiać na swój komfort! To Wasz dzień, Wasze pieniądze i Wasze wspomnienia. Jeśli wolicie widzieć na swojej imprezie merdające ogony zamiast biegających z krzykiem kilkulatków, macie do tego pełne prawo. Rodzice muszą wreszcie zrozumieć, że świat nie kręci się wokół ich wózków, a posiadanie dzieci nie daje darmowej wejściówki na każdą dorosłą imprezę w tym kraju.

Wiki


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: „Kuzynka zaprosiła mnie na wesele bez dzieci. I tak pójdę z Antosiem, od jednego dziecka nie zbiednieje”

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...