Prezenty z komunii trafiły do lombardu. „Przynajmniej część przyjęcia musi się zwrócić, a syn łańcuszka nie potrzebuje”
Pieniądze z komunii zwykle trafiają do rodziców „na przechowanie” i tam już zostają. A komunijne pamiątki?

Po publikacji teksu Pamiątki z komunii wylądowały w śmieciach. „Naprawdę myśleli, że zagracę sobie mieszkanie?” do naszej redakcji napisała mama, której syn przystąpił w tym roku do Pierwszej Komunii Świętej. Kobieta opisała, jak wyglądały przygotowania do uroczystości i co zamierza zrobić z częścią prezentów otrzymanych przez syna. Jej słowa mogą zaskakiwać, a niektórych nawet oburzyć.
„Nie rozumiem, skąd ten szok”
Mam wrażenie, że ludzie uwielbiają się oburzać dla samego oburzania. Wystarczy powiedzieć głośno coś, co nieco odbiera od normy, a zaraz wszyscy robią wielkie oczy. Tak właśnie było, gdy wspomniałam znajomym, że część prezentów komunijnych mojego syna trafi do lombardu, który prowadzi szwagier.
Od razu usłyszałam, że jestem wyrachowana, że odbieram dziecku pamiątki i że zachowuję się jak z marginesu. Tylko że nikt nie spojrzy na sprawę rozsądnie. Organizacja komunii kosztowała nas fortunę. Sala, jedzenie, tort, fotograf, ubranie, dekoracje – wszystko kosztuje. Rachunki same się nie zapłacą.
Nie wiem, skąd wzięło się przekonanie, że rodzice mają wydać kilka tysięcy, a potem jeszcze udawać, że pieniądze i prezenty od gości nie mają żadnego znaczenia. Dla mnie mają. I nie zamierzam tego ukrywać.
„Syn nie potrzebuje pięciu pamiątek”
Największe emocje wzbudził złoty łańcuszek z krzyżykiem. Tylko powiedzcie mi szczerze: po co dziewięcioletniemu chłopcu taki prezent? Mój syn założył go raz, w dniu komunii, a później wrzucił do szuflady. Jestem niemal pewna, że za kilka miesięcy nawet nie będzie pamiętał, że go dostał.
Podobnie jest z innymi rzeczami. Kilka religijnych pamiątek, eleganckie albumy i wielki zestaw encyklopedii dla młodzieży. Kto dziś korzysta z encyklopedii? Wszystko jest w internecie. Książki tylko zajmują miejsce na półce i zbierają kurz.
Dlaczego mam przechowywać przez lata rzeczy, których nikt nie używa? Tylko po to, żeby ciotka albo chrzestna mogła mieć poczucie, że jej prezent stoi nietknięty w domu? To trochę absurdalne.
Jeżeli ktoś daje prezent, powinien się liczyć z tym, że obdarowany zrobi z nim to, co uzna za stosowne. Sprzeda, odda albo schowa do szafy. Taki jest sens prezentu.
„Przynajmniej część przyjęcia się zwróci”
Nie będę udawać świętej. Pieniądze ze sprzedaży tych rzeczy przeznaczymy na domowe wydatki. Uważam, że to całkowicie normalne. Komunia kosztowała nas naprawdę dużo i dobrze, jeśli chociaż część tych kosztów uda się odzyskać.
Najbardziej śmieszy mnie jednak argument, że okradam własne dziecko. Syn dostał też pieniądze i część z nich zostanie odłożona na rodzinne wakacje. Nie zostaje więc z niczym. Po prostu nie widzę sensu trzymania przedmiotów, które są dla niego całkowicie bezużyteczne.
Mam wrażenie, że wielu ludzi żyje jeszcze w czasach, gdy każda komunijna pamiątka była skarbem przechowywanym przez całe życie. Dzisiaj świat wygląda inaczej. Dzieci mają inne potrzeby, a rodzice muszą liczyć pieniądze.
Można mnie za to krytykować, ale ja nie zamierzam udawać, że złoty łańcuszek czy komplet encyklopedii są ważniejsze niż zdrowy rozsądek. Jeśli dzięki ich sprzedaży odzyskam choć część pieniędzy wydanych na przyjęcie, to nie mam z tym najmniejszego problemu.
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz także: Ten komunijny zwyczaj z czasów PRL był oznaką miłości do dziecka. Dziś to hańba dla rodziców