Reklama

Mam 70 lat i może jestem już z innego pokolenia, ale pewnych rzeczy naprawdę nie umiem zrozumieć. Moja wnuczka ma dziewięć lat. Dziewięć! A w dniu komunii wyglądała, jakby szła na jakiś konkurs piękności, a nie do kościoła.

Synowa od rana latała wokół niej z pędzlami, paletkami i czymś do kręcenia włosów. Najpierw podkład, potem puder, róż na policzkach, błyszczące powieki. Na końcu jeszcze usta czymś posmarowała, żeby były bardziej różowe. Patrzyłam na to i nie wierzyłam własnym oczom.

A włosy? Tak natapirowane i pokręcone, że dziecko wyglądało jak dorosła kobieta wybierająca się na wesele. Strasznie brzydko.

Powiedziałam tylko spokojnie: „Po co to wszystko? Przecież ona jest ślicznym dzieckiem”. Ale synowa od razu się obruszyła: „Mamo, teraz wszystkie dziewczynki są malowane do komunii”. No i właśnie od tego wszystkiego robi mi się smutno.

Kiedyś dziecko wyglądało jak dziecko

Ja pamiętam komunie sprzed lat. Człowiek prasował albę, kupowało się białe rękawiczki, czasem plotło wianek. Dziewczynki miały zaróżowione policzki, ale od emocji, a nie od kosmetyków. Nikt nie latał z rozświetlaczem i doczepianymi rzęsami.

A teraz? Małe dziewczynki siedzą u fryzjerek i kosmetyczek jak dorosłe panie. Słyszę, jak matki prześcigają się, która zrobiła lepszy makijaż córce. Jedna chwali się stylistką, druga profesjonalną sesją zdjęciową. Człowiek słucha tego i zastanawia się, kiedy dzieciństwo zaczęło tak wszystkim przeszkadzać.

Najgorsze było jednak to, że moja wnuczka co chwilę pytała: „Babciu, nie rozmazało mi się?”.

Dziewięcioletnie dziecko w dniu komunii martwiło się o makijaż. Serce mi pękło.

„Teraz taka moda” – tylko czy wszystko trzeba naśladować?

Ja wiem, że świat się zmienia. Nie jestem z tych babć, co wszystko krytykują. Ale naprawdę uważam, że są jakieś granice. Dziecko nie potrzebuje mocnego makijażu, żeby pięknie wyglądać. Ono ma być dzieckiem, a nie „małą kobietką”.

Patrzyłam na wnuczkę i miałam wrażenie, że ktoś na siłę chce ją postarzyć. Zrobić z niej dorosłą, zanim zdąży nacieszyć się dzieciństwem.

Może komuś się to spodoba. Może ktoś powie, że „teraz takie czasy”. Ale mnie ten komunijny trend zwyczajnie żenuje. Bo zamiast skromności i przeżycia duchowego coraz częściej widzę sztuczne rzęsy, brokat i dzieci wystylizowane tak, że trudno poznać, ile mają lat.

Zobacz także: „Synowa wstydu mi narobiła na komunii. Przyszła ubrana jak na dyskotekę, a z dzieci zrobiła pośmiewisko”

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...