Reklama

Pierwsza Komunia Święta mojej wnusi Lenki była dla mnie ogromnym przeżyciem. To moja jedyna wnuczka, więc od tygodni żyłam tą uroczystością bardziej niż własnymi urodzinami, a w tym roku wypadają mi okrągłe, 65. Wszystko było dopięte na ostatni guzik. Pogoda dopisała, kościół pięknie przystrojony, dzieci wyglądały jak małe aniołki. A moja wnusia... aż łzy miałam w oczach, kiedy ją zobaczyłam.

Miała śliczną albę, taką skromniutką, delikatne rękawiczki i pięknie polokowane długie włoski. Skromnie, elegancko, dokładnie tak, jak powinno być w takim dniu. Nie mogłam od niej oderwać wzroku. Mój syn też stanął na wysokości zadania. Kupił nowy granatowy garnitur, bardzo elegancki. No powiem szczerze – wyglądał jak jakiś dyrektor albo gwiazdor filmowy. Byłam z niego dumna.

Ludzie patrzyli tylko na nią

I wtedy pojawiła się ona. Moja synowa.

Nie wiem, co jej przyszło do głowy. Zamiast ubrać się elegancko i stosownie do okazji, wystroiła się jak na dyskotekę w remizie. Sukienka była tak krótka, że aż wstyd było patrzeć. Widziałam, jak innym tatusiom oko skacze na bok. Do tego ten kolor – jaskrawy, wściekły róż. Wszystko się świeciło i rzucało w oczy. Jakby koniecznie chciała, żeby cała uwaga była skupiona na niej, a nie na dzieciach.

W kościele ludzie aż odwracali głowy. Widziałam te spojrzenia i szepty. Jedna kobieta siedząca za mną nachyliła się do drugiej i powiedziała: „To chyba pomyliła imprezy”. Myślałam, że spalę się ze wstydu.

Najgorsze było jednak to, że synowa zrobiła pośmiewisko także z młodszych dzieci. Bo mam jeszcze dwoje wnuczków, 3-latków, to bliźniaki. Ubrała ich w jakieś zielono-żółte kompleciki, które bardziej nadawały się na zabawę w ogródku niż na tak ważną uroczystość. Wszystko się gryzło, wyglądało krzykliwie i po prostu tandetnie.

Kiedyś ludzie mieli więcej wyczucia

Może jestem starej daty, ale uważam, że są sytuacje, w których trzeba zachować umiar i klasę. Komunia to nie pokaz mody ani okazja do zwracania na siebie uwagi. Najważniejsze powinno być dziecko i przeżycie duchowe, a nie to, kto założy najbardziej krzykliwą sukienkę.

Kiedy moje dzieci szły do komunii, każdy wiedział, jak się ubrać. Było elegancko, ale skromnie. Nikt nie próbował robić z siebie celebryty. A dziś mam wrażenie, że niektórym kompletnie pomieszały się okazje.

Najbardziej żal mi wnusi. Bo choć wyglądała przepięknie, to i tak część ludzi bardziej komentowała strój jej matki niż samą uroczystość. A przecież ten dzień miał należeć do dziecka.

„Mamie to zawsze coś nie pasuje” – usłyszałam

Po wszystkim próbowałam delikatnie zwrócić synowej uwagę. Nie chciałam awantury, tylko spokojnie powiedzieć, że mogła ubrać się trochę inaczej. Wiecie, co usłyszałam?

„Mama to zawsze zrobi z igły widły. To dzień Lenki”.

No kto jak kto, ale ja akurat wiem, że to był dzień Lenki, dlatego przyszłam w kremowej garsonce, czółenkach na delikatnym obcasiku, nawet u fryzjerki byłam się uczesać. Dla mnie to był zwyczajny brak wyczucia i szacunku do okazji, ten krzykliwy róż. Można wyglądać nowocześnie i elegancko jednocześnie, ale trzeba jeszcze wiedzieć, gdzie są pewne granice.

Jak o tym myślę, to jest mi zwyczajnie przykro. Bo zamiast wspominać piękną komunię wnuczki, pamiętam głównie wstyd i to, jak ludzie patrzyli na naszą rodzinę. Aż boję się pomyśleć, co będzie za rok, jak będziemy świętować rocznicę komunii.

Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz także: „Na komunię kupiłam wnuczce Pismo Święte. Odpowiedziała 2 słowa i aż się przeżegnałam”

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...