Reklama

Szanowna Redakcjo. Pamiętam swoją komunię jak dziś − biała sukienka po kuzynce, zapach bzu w kościele i ten skromny obrazek z Jezusem, który do dziś wisi nad moim łóżkiem. Nikt nie pytał o koperty, nikt nie licytował się na wielkość przyjęcia, liczył się tylko ten wielki gość, który miał zamieszkać w moim sercu.

Dzisiaj, patrząc na przygotowania mojego syna i synowej, mam wrażenie, że przygotowują małe wesele, a nie sakrament. Rozmowy przy obiedzie kręcą się wokół cateringu, koloru balonów i listy prezentów, na której widnieją najnowsze telefony, laptopy i quady. Mój wnuczek, zamiast uczyć się modlitwy, przegląda katalogi z grami.

Czy koperta z pieniędzmi to jedyny dowód miłości?

Wiem, że rodzina może na nas krzywo patrzeć, pewnie usłyszymy za plecami, że dziadkowie poskąpili. Ale czy naprawdę miłość babci i dziadka mierzy się grubością koperty? My z dziadkiem Stasiem nie jesteśmy majętni, mamy swoje skromne emerytury, ale stać by nas było, żeby dołożyć się do tego szaleństwa. Tylko że my po prostu nie chcemy. Chcemy pokazać naszemu ukochanemu wnukowi, że są wartości, których nie da się kupić w żadnym sklepie z elektroniką.

Wybraliśmy dla niego piękny modlitewnik w skórzanej oprawie, z dużą czcionką, żeby mógł z niego korzystać przez lata. Do tego dołożymy srebrny medalik, który poświęci nasz proboszcz. Chcemy, żeby to była pamiątka na całe życie, coś, co wyciągnie z szuflady za dwadzieścia lat i poczuje nasze wsparcie, a nie sprzęt, który za dwa lata wyląduje na śmietniku.

Od spełniania zachcianek są rodzice, a dziadkowie od wiary

Rozmawiałam o tym z synem i widziałam w jego oczach zawód. Powiedział, że wszyscy dają gotówkę, bo młody zbiera na jakiś drogi komputer. Odpowiedziałam mu wtedy spokojnie: synu, ty jesteś ojcem i ty masz prawo, a nawet obowiązek, spełniać zachcianki swojego dziecka, jeśli uważasz to za stosowne. My, jako dziadkowie, czujemy się odpowiedzialni za coś innego − za przekazanie tradycji, za naukę pokory i za pokazanie, że ten dzień to nie jest kolejna okazja do zarobku.

Nie chcę, żeby mój wnuk kojarzył Pana Jezusa z nowym modelem smartfona. Jeśli rodzice chcą mu go kupić − proszę bardzo, niech kupują, ciężko pracują, to ich wola. Ale my zostaniemy przy swoim, bo uważamy, że rola dziadków to bycie drogowskazem, a nie bankomatem.

Trudna lekcja pokory w świecie pełnym luksusu

Boję się tylko jednego − że mały Antoś poczuje się zawiedziony, gdy przy innych gościach otworzy nasze skromne pudełeczko. To boli najbardziej, bo kochamy go nad życie i nie chcemy jego smutku. Ale czy nie większą krzywdą byłoby utwierdzanie go w przekonaniu, że wszystko ma swoją cenę? Chcemy mu wytłumaczyć, że ten modlitewnik to taka mała mapa, która pomoże mu nie zgubić się w życiu. Może dzisiaj tego nie zrozumie, może rzuci prezent w kąt, goniąc za kopertami od chrzestnych.

Wierzę jednak głęboko, że ziarno, które teraz zasiejemy, kiedyś wykiełkuje. Bo ostatecznie, kiedy przyjdą w życiu trudne chwile, żaden komputer mu nie pomoże, a szczera modlitwa, której nauczy go babcia, może dać mu siłę. Dlatego prosimy o zrozumienie − nie dajemy pieniędzy nie z chciwości, ale z wielkiej troski o duszę naszego wnuka.

Babcia i Dziadek


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: „Zabieram synowi pieniądze z komunii. Wydałam 10 tys. na imprezę, należy mi się zwrot”

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...