Znany ksiądz: „Szkoda mi rodziców”. W maju widać, że na własne życzenie wychowujemy materialistów
Prezenty na komunię znów wywołują gorącą dyskusję. Ks. Rafał Główczyński, znany w sieci jako „Ksiądz z osiedla”, w rozmowie z Plejadą ostrzega, że drogie upominki i nastawienie na „imprezę” sprawia, że wychowujemy materialistów.

Sezon pierwszych komunii świętych dopiero się rozkręca, a już wraca temat, który w wielu domach potrafi zepsuć radość z przygotowań: prezenty i przyjęcia „na pokaz”.
Ks. Rafał Główczyński, kojarzony z programu „The Traitors. Zdrajcy”, zwrócił uwagę w rozmowie z Plejadą, że niektórym rodzicom coraz trudniej utrzymać właściwe proporcje między przeżyciem sakramentu a kosztowną oprawą.
Drogie prezenty odbierają prawdziwy sens komunii
Duchowny opisuje coraz wyraźniejsze rozwarstwienie podejścia rodziców. Z jednej strony są rodziny, które konsekwentnie trzymają się prostoty: skromniejszego stroju, symbolicznych upominków i rozmów z dzieckiem o sensie uroczystości.
Z drugiej – coraz częściej widać model, w którym najważniejsze stają się sala, menu, dekoracje i zawartość koperty. Sam sakrament schodzi na plan dalszy, traktowany jak punkt programu, który trzeba „odhaczyć”, żeby potem zaczęło się prawdziwe świętowanie.
Ks. Główczyński podkreśla, że rodzice często mają dobre intencje: chcą, by dziecko miało piękny dzień i poczuło się wyjątkowo. Problem pojawia się później, kiedy kosztowne upominki stają się dla dziecka ważniejsze niż sam sakrament.
– Co do drogich imprez i prezentów, to szkoda mi rodziców, którzy robią to z dobrych intencji, chcą dla dziecka jak najlepiej, jak najpiękniej, jak najdrożej, ale później, to często obraca się przeciwko nim – dzieciaki obdarowywane w ten sposób, szybko stają się materialistami – mówi duchowny w rozmowie z Plejadą.
– Prywatnie uważam, że drogie prezenty od najmłodszych lat nie uszczęśliwiają dzieci, tylko rozwydrzają – dodaje.
Duchowość kontra impreza
Dla rodzica to bywa szczególnie trudne, bo konsekwencje nie przychodzą od razu. Najpierw jest zachwyt, zdjęcia i zadowolenie rodziny. Dopiero z czasem może pojawić się rozczarowanie: dziecko domaga się kolejnych kosztownych rzeczy, porównuje się z rówieśnikami, a rozmowa o wartościach przegrywa z rozmową o zakupach. I wtedy zamiast poczucia, że wspieramy rozwój dziecka, zostaje wrażenie, że sami podkręciliśmy tę materialną spiralę.
W dyskusji o prezentach wraca też jeszcze jeden wątek: część niewierzących rodzin organizuje dzieciom uroczystości „na wzór” komunii w dniu, gdy rówieśnicy idą do kościoła. Ksiądz zwraca uwagę, że rozumie intencję rodziców – żeby dziecko nie czuło się wykluczone – ale taka forma – pozbawiona religijnego sensu wydarzenia – pokazuje, jak mocno sama otoczka zaczęła żyć własnym życiem.
Co zamiast drogiego prezentu na komunię?
W tym wszystkim duchowny proponuje alternatywę, która może być bliższa wielu rodzinom: prezentem może stać się wspólnie spędzony czas, najlepiej połączony z doświadczeniem ważnym także duchowo. Jako przykład wskazuje wyjazd do Częstochowy zestawiony z atrakcją przyjazną dziecku, jak wizyta w parku rozrywki.
Wspólne doświadczenie może pomóc rodzinie wrócić do sedna uroczystości: komunia jest wydarzeniem ważnym, ale nie musi być pokazem możliwości. A jeśli już inwestować – to w doświadczenie, które wzmacnia relację i zostaje w pamięci dziecka dłużej niż kolejny przedmiot.
Źródło: plejada.pl
Zobacz także: „Na komunię kupiłam wnuczce Pismo Święte. Odpowiedziała 2 słowa i aż się przeżegnałam”