Czy na maturę można wnieść wodę? Jeden błąd i skończy się unieważnieniem egzaminu
Matura 2026 startuje 4 maja, a CKE przypomina zasady dotyczące wnoszenia na salę przedmiotów typu chusteczki higieniczne czy smartfon. Lepiej sprawdź listę zakazów i przekaż ją dziecku, bo wniesienie elektroniki albo „amuletu na szczęście” mogą skończyć się unieważnieniem.

Obowiązkowe dla każdego maturzysty są dokument tożsamości i czarny długopis, a dozwolone bywają m.in. woda w przezroczystej butelce bez etykiety, a także chusteczki.
Przy wejściu liczy się szczegół: dokument, czarny tusz i szybka kontrola
W dniu egzaminu napięcie i tak bywa duże, dlatego warto ograniczyć ryzyko już na starcie. Przed wejściem na salę odbywa się kontrola wnoszonych rzeczy oraz identyfikacja zdającego na podstawie dokumentu tożsamości. W wytycznych jako pewny zestaw pojawiają się dowód osobisty albo paszport.
Na każdym egzaminie przydaje się też najprostsza zasada: czarny długopis lub pióro z czarnym tuszem. Dla spokoju dobrze mieć co najmniej dwa sprawdzone egzemplarze. Wprost wskazywane są też rzeczy, które mogą stanowić problem: niebieski atrament jest niedozwolony, podobnie jak ołówek oraz długopisy ścieralne.
Na maturę trzeba zabrać:
- dokument tożsamości,
- długopis z czarnym atramentem.
Woda tak, ale na określonych warunkach: butelka bez etykiety i na podłodze
Dozwolona jest woda, ale w formie, która nie budzi wątpliwości komisji. Chodzi o przezroczystą butelkę bez etykiety. Podczas pisania butelka powinna stać na podłodze obok krzesła albo stołu, żeby ograniczyć ryzyko zalania arkusza.
Na egzaminie dopuszczane są chusteczki higieniczne, przy czym komisja może sprawdzić ich opakowanie przed wejściem na salę. W praktyce najbezpieczniej sprawdzają się pojedyncze chusteczki, bez żadnych dodatkowych papierków czy opakowań. Do tego dochodzi klasyczny zegarek na rękę, o ile nie jest to smartwatch.
Osobna sprawa to zdający z dostosowaniami oraz osoby z orzeczeniami lub z problemami zdrowotnymi: wytyczne dopuszczają korzystanie z dodatkowych materiałów i przyborów w takich sytuacjach. Jeśli uczeń ma zalecone leki lub sprzęt medyczny, może je mieć przy sobie na egzaminie.
Lista przedmiotów zależy od egzaminu: tu najczęściej pojawiają się „pewniaki”
Poza zestawem podstawowym CKE przewiduje przybory zależne od przedmiotu. To jeden z tych momentów, w których warto dzień wcześniej sprawdzić, co dotyczy konkretnego arkusza, a nie pakować wszystkiego „na wszelki wypadek”.
Najczęściej wskazywane przykłady to:
- matematyka: linijka, cyrkiel, kalkulator prosty,
- geografia: linijka, kalkulator prosty, lupa,
- biologia: linijka, kalkulator prosty,
- fizyka i chemia: linijka, kalkulator naukowy,
- informatyka i wiedza o społeczeństwie: kalkulator prosty,
- historia i historia sztuki: lupa,
- historia muzyki: odtwarzacz płyt CD ze słuchawkami i dodatkowymi bateriami oraz lupa.
Warto pamiętać też o zasadzie porządku: na salę trafia wyłącznie to, co jest dozwolone. Dodatkowe przedmioty mogą zwrócić uwagę komisji i dołożyć stresu.
Tego lepiej nie brać nawet do kieszeni: elektronika i „szczęśliwe” gadżety na czarnej liście
Lista zakazów jest krótka, ale konsekwencje mogą być poważne. Na salę nie wolno wnosić urządzeń elektronicznych: telefonów komórkowych, smartwatchy oraz odtwarzaczy mp3 i mp4. Co ważne, nie chodzi o to, czy urządzenie jest wyłączone. W wytycznych podkreślane jest, że nie powinno się go mieć przy sobie, nawet wyłączonego.
Zakazane są też:
- maskotki i amulety „na szczęście”,
- jedzenie,
- napoje inne niż woda.
Jeśli ktoś planuje wcześniej skończyć egzamin, powinien pamiętać o organizacyjnych ograniczeniach: nie można opuścić sali wcześniej niż godzinę po rozpoczęciu egzaminu. Wyjście do łazienki jest możliwe wyłącznie w uzasadnionej sytuacji i pod nadzorem komisji.
Dla wielu rodziców to drobiazgi, ale dla maturzysty w dniu egzaminu robią różnicę: spakowana dzień wcześniej „mała lista” (dokument, dwa czarne długopisy, woda bez etykiety) często działa lepiej niż nerwowe sprawdzanie kieszeni pod salą.
Zobacz także: Czy to koniec obowiązkowej matmy na maturze? Wszystko zależy od decyzji premiera