Reklama

Droga Redakcjo, pewnie wiecie, że od lat w środowisku rodziców krąży jedna, nieoficjalna prawda, o której nauczyciele wolą głośno nie mówić, żeby nie wywoływać wojen na korytarzach. Klasa A to zawsze grupa pokazowa, zbieranina dzieci z tak zwanych dobrych domów, gdzie rodzice są zaangażowani, pilnują ocen, a wychowawcą zostaje najbardziej doświadczony, chwalony pedagog w całej placówce.

Tam idą dzieci znajomych królika, lokalnych biznesmenów i matek, które potrafiły wychodzić swoje ścieżki w gabinecie dyrektora jeszcze w czerwcu.

Przydział dzieci do klas pierwszych − czy litera klasy naprawdę decyduje o poziomie?

Z kolei klasy C czy D to w większości szkół grupy z przypadku, gorszy sort, do którego wrzuca się dzieci z rejonowych marginesów, maluchy z problemami wychowawczymi oraz te, których rodzice po prostu nie mieli znajomości ani siły przebicia. Nikt mi nie wmówi, że jest inaczej.

Doskonale wiem, że otoczenie rówieśnicze w pierwszych latach nauki ma gigantyczny wpływ na rozwój dziecka, a zamykanie bystrego malucha w klasie o niższych oczekiwaniach to prosta droga do zmarnowania jego potencjału.

Nie chcę, żeby moja Karolcia była ciągnięta w dół przez dzieciaki, które na lekcjach będą rozwalać dyscyplinę, podczas gdy w klasie A rówieśnicy będą ścigać się na wiedzę i rozwijać skrzydła.

Poziom nauczania w szkole podstawowej − system oświaty dzieli uczniów?

Moja koleżanka z pracy miała rok temu dokładnie to samo ze swoim synem − trafił do klasy C i przez cały rok pani wychowawczyni, zamiast realizować program, musiała uciszać i dyscyplinować trójkę agresywnych chłopców, którzy ustawiali po kątach resztę grupy.

Moja Karolcia już pyta, dlaczego jej najlepsza przyjaciółka dostała się do tej rzekomo lepszej grupy, a ona została odrzucona. Zdecydowałam więc, że pójdę prosto do gabinetu dyrektora z oficjalnym podaniem o przeniesienie małej do klasy A lub chociaż B.

Kochane mamy, czy u Was w miastach podział klas jest całkowicie sprawiedliwy i bez podtekstów? Czy spotkałyście się z sytuacją, że klasa C była tą najtrudniejszą i najbardziej zaniedbaną przez nauczycieli? Nie wiem, co teraz robić.

Pozdrawiam,

Izabela


Komentarz Redakcji: List naszej czytelniczki doskonale pokazuje, jak ogromne emocje towarzyszą rodzicom tuż przed pierwszym dzwonkiem. Strach o poziom nauczania i środowisko rówieśnicze jest w pełni zrozumiały − każda mama chce dla swojego dziecka jak najlepszego startu.

Warto jednak pamiętać, że przypisywanie ukrytych znaczeń literom klas (A, B czy C) to w zdecydowanej większości przypadków miejska legenda, która nie ma odzwierciedlenia w rzeczywistości. Współczesne szkoły publiczne dzielą dzieci obiektywnie, dbając o to, by grupy były zrównoważone.

Każda klasa realizuje dokładnie tę samą podstawę programową, a o sukcesie ucznia decyduje jego własne zaangażowanie oraz wsparcie rodziców, a nie litera w dzienniku. Zamiast ulegać korytarzowym plotkom, warto dać szansę nowej grupie i od pierwszych dni budować dobrą współpracę z wychowawcą.

Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: Co może zrobić szkoła z telefonem twojego dziecka po 1 września? 3 rzeczy, których absolutnie nie wolno nauczycielom

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...