Reklama

Piszę do Państwa ten list jako nauczycielka z wieloletnim stażem, ale też jako mama. I piszę go z bezsilności, bo system, w którym funkcjonujemy, coraz bardziej rozmija się z tym, co naprawdę służy dzieciom.

Korepetycje zamiast uwagi na lekcji

W mojej klasie na 25 uczniów aż 22 chodzi na płatne korepetycje. Z matematyki, języka polskiego, angielskiego. Czasem z kilku przedmiotów naraz. I nie są to dzieci z poważnymi trudnościami, orzeczeniami czy zaległościami po długich chorobach. To zwykli uczniowie, którzy siedzą na lekcjach, ale myślami są zupełnie gdzie indziej.

Widzę, jak patrzą w zeszyt, ale nie słuchają. Widzę, jak przepisują z tablicy bez zrozumienia. A potem słyszę, że „i tak wszystko jest tłumaczone na korkach”. To boli najbardziej. Bo jeśli dziecko od początku zakłada, że szkoła jest tylko formalnością, a nauka zaczyna się dopiero po południu u prywatnego nauczyciela, to coś tu poszło bardzo nie tak.

Rola rodziców w nauce dzieci

Coraz częściej mam wrażenie, że rodzice oddali odpowiedzialność za naukę dzieci w obce ręce. Płacą i oczekują efektów. Bez rozmowy, bez sprawdzenia zeszytu, bez zapytania, czego dziecko nie rozumie. Korepetytor ma „załatwić sprawę”.

A przecież wystarczyłoby czasem 20 minut wspólnego siedzenia przy biurku. Spokojnej rozmowy, przeczytania polecenia jeszcze raz, wytłumaczenia własnymi słowami. Nie każdy rodzic musi znać się na wszystkim, ale każdy może być obok. Zainteresowanie robi ogromną różnicę. Dziecko, które czuje wsparcie w domu, zupełnie inaczej podchodzi do nauki.

lekcja
Uczniom trudniej dziś skupić się na lekcjach, zrozumieć materiał i zapamiętać podstawowe informacje, fot. AdobeStock/Goran

Większość korepetycji jest zbędna

Nie twierdzę, że korepetycje są złem. Są potrzebne w konkretnych sytuacjach. Ale dziś stały się normą, a nie wyjątkiem. I to jest problem. Większość tych płatnych lekcji byłaby po prostu niepotrzebna, gdyby dzieci uważały na lekcjach, a rodzice pomagali dzieciom w nauce w domach.

Dzieci są przemęczone. Szkoła, potem korepetycje, prace domowe, brak czasu na odpoczynek. A wystarczyłoby zwolnić tempo i wrócić do podstaw. Skupić się na tym, co dzieje się tu i teraz, w klasie. Szkoła nie jest idealna, nauczyciele też nie. Ale bez współpracy z domem nie zadziała żaden system.

Elżbieta, nauczycielka języka polskiego


Komentarz redakcji:

Z najnowszych badań CBOS wynika, że w polskich szkołach coraz częściej problemem nie są już tylko słabe oceny, ale samo przyswajanie wiedzy. Uczniom trudniej skupić się na lekcjach, zrozumieć materiał i zapamiętać podstawowe informacje. Jeszcze dekadę temu korepetycje były rozwiązaniem dla nielicznych – korzystał z nich mniej więcej co siódmy uczeń, głównie ten, który nie nadążał z bieżącymi lekcjami. Dziś skala zjawiska jest znacznie większa. Aktualne dane pokazują, że na dodatkowe, płatne zajęcia uczęszcza już co trzeci uczeń.

Okazuje się, że jeszcze kilka lat temu korepetycje były wyraźnym sygnałem, że uczeń ma poważne trudności z nauką. Trafiali na nie przede wszystkim ci, którzy mieli duże zaległości lub nie radzili sobie z konkretnymi przedmiotami, takimi jak matematyka albo język polski. Obecnie znaczenie korepetycji coraz częściej się zmienia.

Dodatkowe lekcje bywają postrzegane jako forma rozwoju, sposób na poszerzanie wiedzy, wzmacnianie mocnych stron czy inwestycja w przyszłość dziecka. Wielu rodziców wychodzi z założenia, że korepetycje zwiększą edukacyjne szanse ich dzieci, nawet jeśli na co dzień funkcjonują one w szkole bez większych problemów.

Źródło: CBOS

Zobacz też: 10 bajek, które powinny być zakazane. „Jeśli dziecko je ogląda, szkodzisz jego rozwojowi”

Reklama
Reklama
Reklama