Nowy rok szkolny dobije rodziców. „Aż 187 dni laby od nauki. Mam się zwolnić z pracy?”
Nowy harmonogram roku szkolnego przynosi aż 187 dni wolnych od nauki, co dla tysięcy pracujących rodziców oznacza prawdziwą katastrofę logistyczną. Przeczytaj pełen emocji list matki, która podliczyła wszystkie zaplanowane przerwy w edukacji i pyta ministerstwo, jak ma pogodzić etat w pracy z całodobową opieką nad dziećmi bez brania kredytu na prywatne półkolonie.

Usiadłam wczoraj wieczorem przy biurku z czerwonym pisakiem, zaczęłam skrupulatnie zakreślać w kalendarzu wszystkie zaplanowane wakacje, ferie, przerwy świąteczne oraz przedłużone weekendy i wyszło mi, że nasze dzieci będą miały aż 187 dni laby od nauki.
To jest jakaś totalna abstrakcja, która kompletnie ignoruje realia, w jakich muszą żyć i zarabiać na chleb współcześni pracujący rodzice w tym kraju. Jako matka dwójki dzieci w wieku wczesnoszkolnym czuję się potraktowana przez system jak pionek i bez dłuższego zastanawiania pytam urzędników: czy ja mam się zwolnić z pracy, żeby przez ponad pół roku służyć za całodobową animatorkę i darmową nianię? Żaden normalny pracodawca na etacie nie da mi przecież tylu dni wolnego, a koszty prywatnej opieki w okresach bezszkolnych po prostu zwalają z nóg i doprowadzają nasz domowy budżet do całkowitej ruiny.
Kalendarz szkolny to kpina z realiów rynku pracy
Kiedy patrzę na te liczby, zastanawiam się, czy osoby układające ten harmonogram w ogóle kiedykolwiek pracowały w normalnej firmie, gdzie urlop wypoczynkowy wynosi zaledwie dwadzieścia sześć dni w roku. Nowy rok szkolny funduje nam przecież tradycyjne dwa miesiące wakacji letnich, potem zimową przerwę świąteczną, dwa tygodnie ferii, kolejną długą przerwę na Wielkanoc, czerwcowe i majowe długie weekendy, a do tego dochodzą jeszcze dni dyrektorskie, kiedy szkoła jest zamknięta na cztery spusty z powodu egzaminów starszych roczników.
Zwykły, uczciwie pracujący człowiek nie ma najmniejszych szans, by legalnie i bez kombinowania pokryć ten potężny deficyt opieki nad dziećmi za pomocą swojego kodeksowego urlopu. Razem z mężem musimy brać wolne na zmianę, co w praktyce oznacza, że od trzech lat nie spędziliśmy ani jednego wspólnego dnia na odpoczynku jako małżeństwo, bo wiecznie mijamy się w drzwiach jak obcy ludzie. Szkoła w Polsce przestała być instytucją wspierającą rodzinę, a stała się logistycznym koszmarem, przez który każda pracująca matka żyje w permanentnym stresie.
Koszty półkolonii i opieki w dni wolne rujnują budżet
Druga fala załamania przyszła, gdy zaczęłam dzwonić i sprawdzać ceny zorganizowanych form opieki, takich jak półkolonie czy osiedlowe klubiki, które rzekomo mają ratować rodziców w czasie tych wiecznych przerw w nauce. Za pięć dni pobytu dziecka w placówce od godziny ósmej do szesnastej prywatne firmy żądają teraz kwot, które przyprawiają o zawrót głowy i sprawiają, że człowiek zaczyna zarabiać jedynie na opłacenie opieki nad własnym potomstwem.
Przy dwójce dzieci jeden tydzień takich ferii zimowych czy letnich to wydatek rzędu kilku tysięcy złotych, a przecież musimy jeszcze zapłacić czynsz, ratę kredytu hipotecznego i zrobić coraz droższe zakupy spożywcze. Państwo polskie z jednej strony zachęca kobiety do aktywności zawodowej i powrotu na rynek pracy, a z drugiej strony bezczelnie rzuca nam kłody pod nogi w postaci 187 dni, kiedy system edukacji po prostu umywa ręce od opieki nad uczniami.
Szkoła musi dostosować się do współczesnego życia rodzin
Proszę Redakcję o wywołanie głośnej i odważnej dyskusji na temat konieczności gruntownej reformy organizacji roku szkolnego, ponieważ obecny system to archaiczny relikt przeszłości, który kompletnie nie pasuje do współczesnego świata. Dlaczego budynki szkolne, świetlice, boiska i sale gimnastyczne stoją puste i bezużyteczne przez tyle miesięcy w roku, skoro mogłyby służyć jako bezpieczne miejsca bezpłatnych dyżurów opiekuńczych dla dzieci pracujących rodziców?
Dzieci wcale nie potrzebują tylu dni wolnego, bo po każdym dłuższym rozbracie z klasą wracają do ławek rozkojarzone, przebodźcowane i z wielkimi zaległościami, które potem i tak my, rodzice, musimy nadrabiać z nimi po nocach w domach.
Mam nadzieję, że ktoś w końcu pomyśli o nas − zmęczonych, zagonionych i bezradnych rodzicach, którzy chcą po prostu uczciwie pracować, nie martwiąc się przy tym o to, co zrobić w tym czasie z dziećmi.
Karolina
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz też: Toksyczna matka zawsze robi te 3 rzeczy. Z zewnątrz wygląda na troskliwą mamusię