Spojrzała na ubranie syna po zielonej szkole i zalała się łzami. „Gdzie byli nauczyciele?”
Powrót dziecka z pierwszej samodzielnej wycieczki zamiast radości może przynieść rodzicom ogromny szok i głębokie poczucie bezradności. Poznaj pełną łez i bolesnych emocji relację mamy, która po otwarciu walizki swojego syna zrozumiała, że przez kilka dni nikt z kadry pedagogicznej nie zainteresował się losem jej dziecka.

Mój syn właśnie wrócił ze swojej pierwszej w życiu zielonej szkoły, na którą czekał od wielu miesięcy z ogromną ekscytacją i spakowanym z dwutygodniowym wyprzedzeniem plecakiem. Bardzo baliśmy się tego wyjazdu, bo to jego pierwsze samodzielne wakacje bez rodziców, ale ufałam kadrze nauczycielskiej, która od lat pracuje w naszej szkole i zapewniała nas na zebraniach o pełnej, całodobowej opiece nad dziećmi.
Kiedy dzisiaj rano autokar zajechał pod szkołę, wybiegłam naprzeciw syna z uśmiechem, ale gdy tylko podszedł bliżej, uderzył mnie potworny zapach, a na widok jego wyglądu po prostu zalałam się łzami i do teraz nie mogę powstrzymać płaczu z żalu i bezsilności.
Mój mały chłopiec wrócił do domu dokładnie w tym samym ubraniu, w którym wyjechał z Warszawy cztery dni temu, w tej samej, brudnej bieliźnie, a w jego walizce wszystko leżało nietknięte, równiutko poskładane w kostkę przeze mnie przed wyjazdem. Pytam więc szanownych nauczycieli: gdzie byliście przez te wszystkie dni i jak można było dopuścić do takiego zaniedbania małego dziecka?
Koszmar powrotu z zielonej szkoły i brak higieny u dziecka
Gdy tylko przekroczyliśmy próg domu, kazałam synowi natychmiast iść do łazienki i rozebrać się do kąpieli, a to, co wtedy zobaczyłam, po prostu złamało mi serce. Jego koszulka była sztywna od potu i plam po obiadach, skarpetki niemal przykleiły się do stóp, a bielizna nie była zmieniana przez pełne cztery dni czerwcowego upału.
Syn drapał się po całym ciele, a jego włosy były tak posklejane, że musiałam myć je trzy razy, by zmyć warstwy kurzu i brudu z placu zabaw. Dziewięciolatek w tym wieku, pozostawiony całkowicie sam sobie, po prostu zapomni o przebraniu się, bo dla niego ważniejsza jest zabawa, goniący czas i zbieranie pamiątek z kolegami z pokoju.
Dlatego właśnie wysyła się dzieci z dorosłymi przewodnikami, którzy biorą za nie pełną odpowiedzialność i mają obowiązek sprawdzić wieczorem, czy każdy maluch umył zęby, wziął prysznic i założył czyste majtki. Otworzyłam walizkę syna i z przerażeniem odkryłam, że pięć kompletów ubrań, które starannie podpisałam i spakowałam w woreczki strunowe na każdy dzień, leży na swoim miejscu.
Nauczyciele na zielonej szkole mieli mnóstwo czasu na wrzucanie pięknych zdjęć na szkolnego Facebooka, gdzie pozowali uśmiechnięci na tle morza, ale żaden z nich nie raczył zajrzeć do pokoju mojego dziecka i zapytać, dlaczego od poniedziałku chodzi w tej samej, potwornie brudnej zielonej bluzie.
Rola opiekunów na wycieczce szkolnej a totalne zaniedbanie
Dla mnie zachowanie kadry to przejaw absolutnego lenistwa, bezduszności i braku podstawowej empatii, która powinna cechować każdego dobrego pedagoga. Rozumiem, że opieka nad trzydziestką dzieci poza murami szkoły to potwornie ciężka harówka i ogromna odpowiedzialność, ale dopilnowanie podstawowych potrzeb fizjologicznych i higienicznych to absolutny fundament.
Mój syn opowiedział mi wstydliwie, że wieczorami nikt do nich nie zaglądał, nauczyciele siedzieli w swoich pokojach, a dzieci po prostu kładły się spać tak, jak stały, często nawet bez ściągania butów, bo nikt od nich tego nie wymagał.
Wychowawcy całkowicie zrzucili z siebie obowiązek kontroli, uznając pewnie, że skoro dzieci są w trzeciej klasie, to są już w pełni samodzielne i sami o siebie zadbają. To jest potworna bzdura i unikanie odpowiedzialności, za którą my, rodzice, płacimy ogromne pieniądze, rezygnując często z własnych przyjemności, byle tylko dziecko zobaczyło kawałek świata.
Przez te dni mój syn mógł nabawić się poważnej infekcji skórnej, a jego poczucie komfortu i wstydu przed rówieśnikami zostało całkowicie zdeptane przez obojętność dorosłych, którzy mieli być jego bezpieczną przystanią na tym wyjeździe.
Skandaliczne tłumaczenia nauczycieli i wielki żal matki
Oczywiście natychmiast po umyciu dziecka chwyciłam za telefon i zadzwoniłam do wychowawczyni, oczekując jakichkolwiek wyjaśnień i przeprosin za tę skandaliczną sytuację. Usłyszałam jednak w słuchawce bezczelny ton kobiety, która stwierdziła, że w tym wieku dziecko powinno już wiedzieć, do czego służy czysta bielizna i ona nie będzie zaglądać dziewięciolatkom w gacie, bo to narusza ich prywatność.
Żadne moje argumenty o tym, że syn po prostu zapomniał z emocji i potrzebował zwykłego przypomnienia ze strony dorosłego, do niej nie trafiały, a na koniec usłyszałam, że jestem nadopiekuńczą matką, która robi cyrk z powodu kilku brudnych ubrań.
Ta sytuacja całkowicie zniszczyła moje zaufanie do szkoły i sprawiła, że obiecuję sobie jedno: mój syn już nigdy więcej nie pojedzie na żadną wycieczkę szkolną ani zieloną szkołę z tą kadrą.
Chcę za pośrednictwem Państwa serwisu zapytać inne mamy: czy ja naprawdę wymagam cudów? Czy oczekiwanie, że nauczyciel na wyjeździe przypilnuje, by dziecko zmieniło bieliznę i umyło się po całym dniu w upale, to jest roszczeniowość? Dla mnie to jest jawne niedopełnienie obowiązków opiekuńczych i serce mi pęka, gdy myślę, jak bardzo mój mały, bezbronny synek był tam w gruncie rzeczy potwornie samotny i zostawiony sam sobie.
Mama
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz też: To dlatego szwedzkie dzieci lubią szkołę. Polscy uczniowie nie mają szans na taki luksus