Reklama

Mój Antoś ma dziewięć lat, jest wrażliwym dzieckiem i nigdy wcześniej nie wyjeżdżał bez nas na tak długo. Telefon w jego plecaku to nie jest dla nas zabawka czy gadżet do grania, ale jedyna nitka łącząca go z domem, która daje mu poczucie, że mama jest zawsze obok, choćby wirtualnie. Gdy usłyszałam, że ma oddać aparat do depozytu i dostanie go tylko na dziesięć minut dziennie, serce mi zamarło.

Skąd ja będę wiedzieć, że mój Antoś jest bezpieczny, jeśli nie będę mogła do niego zadzwonić w każdej chwili? Czy nauczyciele naprawdę myślą, że grupa dzieciaków i dwóch opiekunów to wystarczająca gwarancja, że nic złego się nie stanie?

Kołysanka przez telefon to nasz święty rytuał przed snem

Najbardziej boję się wieczorów, bo Antoś od urodzenia nie zasypia inaczej, jak przy mojej kołysance. Mamy taki swój rytuał − nieważne, gdzie jestem, zawsze do niego dzwonię przed snem, śpiewam mu cichutko do ucha jego ulubioną piosenkę o chmurkach, a on wtedy spokojnie zamyka oczka. Planowałam, że podczas tej zielonej szkoły będziemy robić tak samo, żeby nie czuł się samotny w obcym miejscu, w ciemnym pokoju z kolegami.

Teraz szkoła mi to odbiera, twierdząc, że dzieci mają się integrować, a nie wisieć na telefonach. Czy oni nie rozumieją, że dla dziewięciolatka taka nagła rozłąka bez usłyszenia głosu matki może być wielkim stresem? Przecież on się tam zapłacze, a ja w domu oszaleję z niepokoju, wiedząc, że mój synek leży tam sam, wystraszony, bez mojej opieki.

Jak mam zadbać o dziecko bez smartfona?

Kolejna sprawa, która spędza mi sen z powiek, to jedzenie Antosia. On jest niejadkiem i ma bardzo delikatny żołądek, często muszę mu przypominać, żeby pił wodę albo żeby nie jadł pewnych rzeczy, które mu szkodzą. Przez telefon mogłabym go kontrolować, pytać, co zjadł na obiad, przypominać o przebraniu skarpetek, gdyby przemoczył nogi na spacerze. Nauczycielka nie dopilnuje wszystkiego, ona ma pod opieką trzydzieścioro dzieci! Co, jeśli Antoś źle się poczuje w środku nocy? Zanim on pójdzie do pokoju pani, zanim ona uzna, że to coś poważnego...

Mając telefon, mógłby do mnie wysłać chociaż krótką wiadomość, a ja bym od razu wiedziała, co robić. Szkoła mówi, że kontakt będzie przez wychowawcę, ale przecież ja nie będę dzwonić do pani nauczycielki pięć razy dziennie z pytaniem, czy synek zjadł zupę! To upokarzające dla mnie i irytujące dla niej.

Lokalizacja GPS dałaby mi spokój ducha

Nie wspomnę już o tym, że telefon Antosia ma włączoną lokalizację GPS. To dla mnie podstawa bezpieczeństwa w dzisiejszych czasach. Chciałam widzieć na mapie, czy faktycznie są w lesie na spacerze, czy już wrócili do ośrodka. Świat jest pełen niebezpieczeństw, a ja dzięki tej aplikacji mogłabym spać spokojniej. Teraz, zabierając mu telefon, szkoła odbiera mi jedyne narzędzie, które pozwalało mi kontrolować sytuację. Czuję się, jakby ktoś mi związał ręce i zakleił oczy. Dyrekcja twierdzi, że kiedyś wyjeżdżało się bez telefonów i było dobrze, ale kiedyś nie było tylu zagrożeń i mieliśmy inne standardy opieki!

Dlaczego mamy się cofać do średniowiecza, skoro technologia może nas wspierać? Boję się, że ta wycieczka zamiast radosnych wspomnień przyniesie nam tylko ból. Antoś już teraz dopytuje, jak to będzie wieczorem bez kołysanki, a ja widzę strach w jego oczach. Czy naprawdę dobrostan emocjonalny dziecka jest mniej ważny niż jakieś szkolne regulaminy?

Redakcjo, pomóżcie, bo mam ochotę po prostu wypisać go z tego wyjazdu, żeby nie musiał przechodzić przez to piekło samotności bez kontaktu z własną matką.

Anna


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: Toksyczna matka zawsze robi tę 1 rzecz, gdy targają nią emocje. Tak wykoleja dziecko

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...