Od września zaczynam robić drugie śniadania do szkoły. Czy Kids Box zdał test sześciolatka?
Od września mój syn idzie do szkoły, a ja już wiem, że wraz z pierwszym dzwonkiem zacznie się także zupełnie nowy rozdział mojego życia: codzienne wymyślanie drugiego śniadania. Dlatego kiedy dostałam do przetestowania Kids Boxy Kuchni Vikinga, pomyślałam, że tym razem testerem nie będę tylko ja. Bo w przypadku jedzenia dla dzieci recenzent jest jeden. I ma bardzo konkretne zdanie.

Do rozpoczęcia szkoły przygotowujemy się już od jakiegoś czasu - plecak, wyprawka, nowe rytuały. Jest w tym sporo ekscytacji, ale gdzieś z tyłu mojej głowy pojawia się też bardzo prozaiczne pytanie: "Co ja będę codziennie wkładać Leonowi do śniadaniówki?".
Teoretycznie odpowiedź jest prosta. Coś wartościowego, różnorodnego, najlepiej z warzywami, czymś sycącym i jeszcze czymś, co sprawi dziecku przyjemność. W praktyce dochodzi jeden dość istotny warunek: "dziecko musi chcieć to zjeść". I właśnie dlatego zainteresował mnie nowy produkt Kuchni Vikinga.
75 proc. jedzenia wraca ze szkoły. Chyba każdy rodzic zna ten widok
Według badania przeprowadzonego przez IRSM na zlecenie Kuchni Vikinga wśród 500 pracujących rodziców dzieci w wieku szkolnym aż 75 proc. z nich przyznaje, że zapakowane jedzenie przynajmniej od czasu do czasu wraca do domu niezjedzone. 62 proc. odczuwa presję czasu lub stres związany z codziennym przygotowywaniem jedzenia do szkoły, a 43 proc. stresuje przede wszystkim brak pomysłów na urozmaicenie posiłku. Jeszcze ciekawsze jest dla mnie to, że 47 proc. rodziców jako priorytet wskazuje po prostu to, żeby dziecko faktycznie zjadło przygotowany posiłek. Rozumiem ich doskonale.
Możemy przecież stworzyć najpiękniejszą śniadaniówkę świata, wyciąć ogórka w gwiazdki i przeczytać pół internetu o idealnie zbilansowanym lunchboxie. Jeśli po kilku godzinach wszystko wróci do domu w stanie nienaruszonym, sukces jest raczej dyskusyjny.
Własna śniadaniówka to był dobry początek
Razem z Kids Boxami Leon dostał specjalną śniadaniówkę. Do niej dołączone były naklejki, więc zanim jeszcze zaczęliśmy testować jedzenie, odbyło się bardzo poważne personalizowanie pudełka.

Leon wykleił je po swojemu i to jest drobiazg, ale moim zdaniem bardzo dobrze pomyślany. Sześciolatkowi dużo łatwiej sprzedać ideę "twojej własnej śniadaniówki" niż "praktycznego pojemnika na zbilansowany posiłek".
Sama śniadaniówka została zaprojektowana tak, żeby można było włożyć do niej cały Kids Box bez przekładania jedzenia do kolejnych pudełeczek. I jako osoba, która za chwilę będzie rano jednocześnie szykowała dziecko do szkoły, siebie do pracy i prawdopodobnie szukała czegoś, co pięć minut wcześniej trzymała w ręku, bardzo doceniam ten pomysł.
Co właściwie jest w Kids Boxie?
Kids Box to gotowe drugie śniadanie o wartości 500-600 kcal, opracowane przez dietetyków Kuchni Vikinga, dostępne w 9 wariantach smakowych. Bez podgrzewania, bez sztućców. Gotowe do plecaka.
Kuchnia Vikinga stworzyła zestawy wspólnie z dziećmi w wieku 7-12 lat i dietetykiem. To dzieci miały decydować, które smaki zostają w menu. Do wyboru są m.in. Pita Pif-Paf, Bajgiel Boss, Urocze Uramaki, Futomaki Furia, Wypasiony Wrap, Naleśnikowy Ninja czy CoCo Quesadillia. Już same nazwy pokazują, że ktoś tu nie próbował mówić do dzieci językiem dorosłych.

My testowaliśmy kilka różnych zestawów. Były m.in. bajgiel z dodatkami, pita z indykiem i serem, warzywa, słodkie dodatki, a także uramaki. I właśnie różnorodność okazała się dla mnie jednym z większych plusów. Bo można oczywiście zrobić dziecku kanapkę. Problem zaczyna się mniej więcej przy czwartej kanapce w tygodniu, kiedy kończą się pomysły, a szkolna śniadaniówka zaczyna przypominać "Dzień świstaka".
A teraz najważniejsze: "Czy Leon to jadł?"
Tak. Chociaż oczywiście nie wszystko podobało mu się jednakowo - i dobrze, bo nie uwierzyłabym sześciolatkowi, który zachwyca się absolutnie każdym daniem.
Jedne zestawy znikały szybciej, inne miały elementy, które wybierał w pierwszej kolejności, i takie, które zostawiał na koniec. Obserwowanie tego było zresztą dla mnie ważniejszą częścią testu niż czytanie samego menu. Bo Kids Box ma sens tylko wtedy, kiedy dziecko rzeczywiście chce po niego sięgnąć.
I tu pomysł Kuchni Vikinga trafia w coś, o czym czasami zapominamy, rozmawiając o żywieniu dzieci: idealne drugie śniadanie to nie to, które najlepiej wygląda w teorii, tylko takie, które zostaje zjedzone.
Co podoba mi się najbardziej?
Wcale nie chodzi wyłącznie o to, że ktoś przygotowuje jedzenie za mnie. Najbardziej podoba mi się zdjęcie z głowy jednej małej, ale codziennej decyzji: "Co jutro włożyć do śniadaniówki?".
Kids Box można dobrać jako dodatek do własnej diety pudełkowej Kuchni Vikinga i otrzymać w tej samej dostawie. Obecnie pojedynczy zestaw kosztuje 14,99 zł, a śniadaniówka 39,99 zł jednorazowo. Każdego dnia są inne propozycje, więc odpada nie tylko przygotowywanie drugiego śniadania, ale też monotonia kolejnej kanapki z tym samym.
I chyba właśnie to podoba mi się w tym pomyśle najbardziej. Za chwilę zaczynam zupełnie nowy etap bycia mamą dziecka szkolnego i podejrzewam, że nowych rzeczy do pamiętania szybko mi nie zabraknie. Jeśli jedną z nich mogę sobie po prostu odhaczyć, chętnie z tej możliwości skorzystam.

Ostatecznie mój test Kids Boxa sprowadzał się zresztą do bardzo prostego kryterium. Nie do tego, czy mnie podoba się skład menu, opakowanie albo pomysł na produkt, tylko czy podoba się Leonowi na tyle, żeby chciał to jeść. I ten test Kids Box zdał.
Teraz pozostaje sprawdzić go we wrześniu w najtrudniejszych możliwych warunkach: po kilku godzinach lekcji i w starciu z sześciolatkiem, który ma dookoła znacznie ciekawsze rzeczy niż własne drugie śniadanie.
Materiał powstał we współpracy z Kuchnią Vikinga.