Reklama

Pogoda była piękna, szlak dość wymagający, więc po kilku godzinach marszu marzyliśmy tylko o tym, żeby usiąść w schroniskowej jadalni, zjeść ciepłą zupę i odpocząć przed zejściem w dolinę.

Godziny marszu pod górę, a w schronisku zamiast dumy potężny foch

Kiedy weszliśmy do środka, w kolejce po jedzenie stał już spory tłum zmęczonych, ale uśmiechniętych turystów. Tuż przed nami stało małżeństwo z synem, na oko dziesięcioletnim chłopcem w drogich, markowych butach i z najnowszym telefonem w ręku. Chłopiec przez całą drogę w ogonku ostentacyjnie wzdychał, kopał w drewniane krzesła i przewracał oczami z taką miną, jakby ktoś zafundował mu tam najgorszą karę świata.

Jego rodzice biegali wokół niego, wachlowali go mapą, podawali napoje i bez przerwy przepraszali, że musiał przejść te kilka kilometrów na własnych nogach. Chłopak nawet nie schował smartfona, tylko co chwilę fukał pod nosem, że to miejsce jest obskurne, śmierdzi tu starym drewnem i nie rozumie, po co w ogóle go tu ciągnęli, skoro w hotelu w Zakopanem ma basen i konsolę. Kulminacja tego wszystkiego nastąpiła jednak bezpośrednio przy okienku, w momencie składania zamówienia na obiad.

Szokujące słowa przy okienku z jedzeniem. Nastolatek bez żenady zmieszał z błotem rodziców

Gdy przyszła ich kolej, zmęczona mama zapytała syna, na co ma ochotę, proponując tradycyjną pomidorową lub pierogi, które w tym miejscu są zawsze świeże i pyszne. Chłopiec spojrzał na tablicę z menu, potem na panią wydającą posiłki i z pogardą w głosie wymamrotał, że nie będzie jadł tego chłamu dla biedaków, bo tu nie ma ani burgerów, ani nuggetsów, a on żąda, żeby ojciec zamówił mu jedzenie przez aplikację.

Kiedy tata próbował mu spokojnie i po cichu wytłumaczyć, że jesteśmy wysoko w górach, w środku Tatrzańskiego Parku Narodowego i żaden kurier tu nie dojedzie, chłopak dostał jakiegoś napadu. Rzucił plecakiem o ziemię i wrzasnął prosto w twarz swojemu ojcu, że jest beznadziejny, a ta cała wycieczka to najgorszy dzień w jego życiu i od teraz rodzice mają go nosić, bo on nie zrobi ani jednego kroku. Ludzie w kolejce zamarli, a mnie po prostu zatkało z oburzenia na ten potworny brak szacunku i elementarnej empatii wobec zmęczonych rodziców.

Hodowanie życiowej bezradności. Uleganie zachciankom niszczy charakter dzieci

Najbardziej uderzające i smutne w tej całej sytuacji było zachowanie dorosłych, którzy zamiast twardo postawić granice, zawstydzić się i wyciągnąć konsekwencje wobec tak bezczelnego zachowania, zaczęli potulnie przepraszać syna. Ojciec natychmiast podniósł plecak z ziemi, zaczął prosić chłopca, żeby się nie denerwował, i obiecał, że jeśli tylko zejdą na dół, kupi mu najdroższy zestaw w fast foodzie i pozwoli grać na komputerze do późnej nocy, byle tylko młody przestał krzyczeć.

To jest właśnie ten największy grzech współczesnego wychowania, o którym musimy zacząć głośno mówić. Rodzice ze strachu przed konfliktem i fochem dorastającego dziecka robią z siebie służbę, ułatwiają im wszystko na każdym kroku i usuwają z drogi wszelkie przeszkody. W ten sposób wychowujemy ludzi całkowicie nieprzystosowanych do dorosłego życia, którzy uważają, że cały świat ma obowiązek skakać wokół ich wybujałego ego. Jeśli ten chłopak w wieku dziesięciu lat potrafi tak publicznie upokorzyć własnych rodziców i gardzi ich wysiłkiem, to w przyszłości zderzenie z realiami rynku pracy czy pierwszym związkiem partnerskim będzie dla niego życiową katastrofą. Czas przestać przepraszać dzieci za to, że wymagamy od nich normalnego zachowania i szacunku dla ludzkiej pracy.

Pozdrawiam całą redakcję,

Edyta


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: Matka zrobiła dym na środku sklepu z zabawkami. „Zdarła folię i otworzyła klocki, bo Oliwierek musiał sprawdzić, czy mu się spodobają”

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...