Gdy dziecko wybucha złością, stosuję metodę 3-3-3. Nie muszę nawet podnosić głosu
Kiedy dziecko wpada w złość, łatwo wpaść w pułapkę podnoszenia głosu, tłumaczenia i powtarzania jak mantrę „uspokój się”. Problem w tym, że w największych emocjach maluch często nie jest gotowy na rozmowę. Właśnie wtedy warto wypróbować metodę 3-3-3, która pomaga przekierować uwagę dziecka.

Każdy rodzic zna ten moment. Dziecko czegoś chce, słyszy „nie”, nagle zaczyna krzyczeć, płakać albo z impetem rzuca przedmiotem. Im bardziej próbujemy je przekonać, że „nie ma o co się złościć”, tym większe emocje nim targają. W takiej chwili trudno oczekiwać od kilkulatka, że po prostu się uspokoi.
Dlatego, zamiast kolejny raz powtarzać „przestań krzyczeć” albo „nic się nie stało”, można spróbować metody 3-3-3. To krótkie ćwiczenie opiera się na skierowaniu uwagi dziecka na trzy obszary: wzrok, słuch i ruch.
Metoda 3-3-3 krok po kroku. Nr 1: trzy rzeczy
Kiedy dziecko jest bardzo zdenerwowane, poproś je, żeby rozejrzało się dookoła. Zadanie jest proste: ma wskazać trzy rzeczy, które widzi.
Możesz zapytać: „Co widzisz przed sobą?”. Dziecko może odpowiedzieć: „Lampę, kubek i but”. Nie chodzi o to, żeby były to jakieś konkretne przedmioty. Ważne jest samo świadome przyjrzenie się otoczeniu.
Jeśli dziecko ma trudność z odpowiedzią, można mu delikatnie pomóc: „Popatrz. Widzisz tę niebieską poduszkę? A co jest obok niej?”. Nie trzeba przy tym mówić podniesionym głosem ani prowadzić długiego wykładu.
Krok nr 2: trzy dźwięki
Drugi krok polega na skupieniu się na słuchu. Poproś dziecko, żeby na chwilę się zatrzymało i powiedziało, jakie trzy dźwięki słyszy.
Może usłyszeć samochód za oknem, szum lodówki, szczekanie psa, głos drugiego dziecka albo odgłos wody lecącej z kranu. Jeśli w pomieszczeniu jest bardzo cicho, można posłuchać przez kilka sekund i spróbować wychwycić nawet najdelikatniejsze dźwięki.
To kolejny sposób na odciągnięcie uwagi od tego, co przed chwilą wywołało wybuch złości. Zamiast skupiać się wyłącznie na konflikcie, dziecko zaczyna świadomie obserwować to, co dzieje się wokół niego.
Krok nr 3: trzy części ciała
Ostatni element metody 3-3-3 angażuje ciało. Poproś dziecko, żeby poruszyło trzema jego częściami.
Może pomachać palcami, poruszać palcami u stóp i unieść ramiona. Można też zrobić trzy ruchy ramionami, zacisnąć i rozluźnić dłonie albo poruszyć stopami.
Ważne, żeby nie zamieniać tego w kolejne polecenie wydawane zdenerwowanym tonem. Można zrobić ćwiczenie razem z dzieckiem. „Popatrz, ja ruszam palcami. A ty spróbuj poruszyć palcami u stóp”.
To nie jest magia, ale działa
Metoda 3-3-3 nie sprawi, że dziecko nigdy więcej nie wybuchnie. Nie zastępuje też rozmowy o tym, co się wydarzyło, kiedy emocje już opadną. Jej celem jest przede wszystkim pomóc dziecku przenieść uwagę na chwilę obecną i odzyskać odrobinę kontroli nad sobą.
Warto też pamiętać, że nie każde dziecko będzie chciało współpracować w samym środku napadu złości. Czasem najlepszym rozwiązaniem będzie najpierw zapewnienie mu spokoju i bezpieczeństwa, a dopiero później zaproponowanie ćwiczenia.
Najważniejsze jest więc nie samo odliczanie do trzech, ale spokojne towarzyszenie dziecku. Zamiast walczyć z jego emocjami, pomagamy mu zauważyć otoczenie, własne ciało i to, że trudna chwila w końcu minie.
Zobacz także: „Antosiu, widzę Twoją złość. Czy możemy dojść do konsensusu?”. Współcześni rodzice stali się zakładnikami własnych dzieci