Reklama

Według japońskiej ekspertki parentingowej Lisy Katayamy dzieci można nauczyć życzliwości bez moralizowania, kar i niekończących się kłótni o zabawki. W Japonii ogromną rolę odgrywa słowo „douzo”, które można przetłumaczyć jako „proszę, częstuj się” albo „proszę, weź”.

Jednak jego znaczenie jest znacznie głębsze. To mały codzienny rytuał, który uczy dzieci hojności, uważności i szacunku do innych. W polskich domach podobnej zasady praktycznie się nie stosuje – a szkoda, bo mogłaby zmienić wiele rodzinnych konfliktów.

Jedno słowo, które uczy więcej niż setki kazań

Lisa Katayama tłumaczy, że „douzo” nie jest zwykłym zwrotem grzecznościowym. To sposób myślenia, który pokazuje dziecku, że dawanie innym może sprawiać przyjemność. W japońskiej kulturze ogromne znaczenie ma świadomość, że nie zawsze trzeba trzymać wszystko dla siebie.

Dziecko słyszy „douzo” od najmłodszych lat – podczas wspólnych posiłków, zabawy czy codziennych sytuacji w domu. Rodzice pokazują, że oddanie komuś zabawki, ostatniego ciasteczka albo miejsca przy stole nie oznacza straty. Wręcz przeciwnie – daje poczucie bycia częścią wspólnoty.

Dobrze wiemy, jak to wygląda w innych częściach świata. Wielu rodziców zna tę scenę aż za dobrze: dwoje dzieci walczy o tę samą zabawkę, a dorosły próbuje szybko zakończyć konflikt. Najczęściej kończy się to rozkazem: „Oddaj teraz koledze” albo „Masz się podzielić”.

Katayama zwraca uwagę, że taki sposób nie buduje w dziecku empatii. Dziecko dzieli się dlatego, że musi, a nie dlatego, że rozumie sens tego gestu. W efekcie często czuje frustrację, złość albo poczucie niesprawiedliwości.

Japońskie podejście wygląda inaczej. Zamiast zmuszać dziecko do oddania czegoś, rodzice zachęcają je do świadomego gestu „douzo”. Chodzi o to, by dziecko samo odkryło, że miło jest sprawić komuś przyjemność.

„Douzo” uczy dzieci samokontroli i empatii

Najcenniejsze w tej zasadzie jest to, że rozwija ona kilka ważnych umiejętności jednocześnie. Dziecko uczy się zauważać potrzeby innych ludzi, ćwiczy cierpliwość i odkrywa, że nie musi mieć wszystkiego natychmiast.

To szczególnie ważne dziś, gdy dzieci dorastają w świecie natychmiastowej gratyfikacji. Kliknięcie, zakup, bajka, przekąska – wszystko jest dostępne od razu. Umiejętność rezygnacji z czegoś dla drugiego człowieka staje się coraz rzadsza.

Katayama proponuje prosty sposób na wprowadzenie tej zasady do domu. Gdy dzieci kłócą się o zabawkę, zamiast wydawać polecenia, warto spokojnie powiedzieć: „Może spróbujesz powiedzieć douzo?”. Bez presji, bez zawstydzania i bez oceniania.

Dzięki temu dziecko zaczyna kojarzyć dzielenie się z pozytywnym doświadczeniem, a nie z przymusem.

Japoński sekret wychowania nie polega na surowości

Wiele osób myśli, że japońskie dzieci są grzeczne, wręcz posłuszne i uległe, bo wychowuje się je bardzo restrykcyjnie. Tymczasem filozofia, o której mówi Lisa Katayama, opiera się przede wszystkim na codziennych małych nawykach i modelowaniu zachowań.

„Douzo” jest tego świetnym przykładem. Jedno krótkie słowo staje się lekcją empatii, kultury i szacunku wobec innych ludzi. Bez krzyku, bez kar i bez niekończących się wykładów.

Polscy rodzice rzadko stosują podobne podejście, bo sami wychowali się w kulturze rywalizacji i ciągłego udowadniania swojej wartości. A przecież czasem najważniejszą lekcją dla dziecka może być pokazanie mu, że oddanie czegoś drugiej osobie wcale nie oznacza przegranej.

Źródło: www.independent.co.uk

Zobacz także: Japońskie dzieci nie grymaszą i szanują innych. Ich rodzice przestrzegają tych 5 zasad

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...