Reklama

W zeszłym tygodniu byłam z moją córką na plaży w Międzyzdrojach. Pogoda niby dopisywała, słońce grzało, ale każdy, kto choć raz był nad naszym polskim morzem, ten wie, jak to jest. Wiatr momentami urywał głowę, a woda w Bałtyku była tak lodowata, że po zanurzeniu stóp człowiek miał ochotę natychmiast uciekać na kocyk.

Skandaliczne zachowanie rodziców nad morzem

Obok nas rozłożyła się rodzina z małym, może czteroletnim chłopcem. Na początku wszystko wyglądało normalnie, ot, kolejna rodzinka na wakacjach. Problem zaczął się, gdy matka tego malucha uznała, że czas na kąpiel. Chłopczyk podszedł do brzegu, dotknął stopą wody i natychmiast się cofnął, mocno protestując. Zaczął płakać, że woda jest za zimna i on się boi. Normalny rodzic w tym momencie odpuściłby, zaproponował zabawę w zamki z piasku albo chociaż dał dziecku czas na oswojenie się z temperaturą. Ale nie ona. Ta kobieta dostała jakiegoś szału i zaczęła ciągnąć synka za sobą w stronę fal. Maluch potykał się o piach, zanosił się od płaczu, a ona parła przed siebie. Byłam w głębokim szoku, jak można tak traktować własną pociechę, i to na oczach dziesiątek obcych ludzi.

Najgorsze były jednak słowa, które ta kobieta kierowała do chłopca. Zamiast go przytulić i uspokoić, zaczęła na niego okropnie wrzeszczeć, żeby przestał się wreszcie mazgaić, że przyszedł nad morze się hartować, a nie histeryzować z powodu odrobiny zimnej wody. Jej mąż w tym czasie stał z boku, gapił się w telefon i kompletnie nie reagował na to, co jego żona funduje jego własnemu synowi.

Reakcja świadków nie była wcale lepsza

Wokół nas zapadła absolutna cisza. Ludzie na kocach obok po prostu zamarli. Niektórzy ostentacyjnie odwracali wzrok, udając, że nagle bardzo interesuje ich horyzont albo książka, bo czuli potworne zażenowanie i nie wiedzieli, jak się zachować. Inni szeptali między sobą, posyłając kobiecie pełne potępienia spojrzenia. Widziałam, że starsze małżeństwo parę parawanów dalej zaczęło nerwowo pakować swoje rzeczy, jakby nie mogli znieść tego widoku. To było straszne, ta bezradność otoczenia i totalna znieczulica z jednej strony, a z drugiej strach przed wejściem w bezsensowną dyskusję z tą matką.

Sama poczułam, jak wzbiera we mnie gigantyczna złość i żal do tej kobiety. W końcu nie wytrzymałam. Wstałam z ręcznika, podeszłam bliżej i zapytała głośno, czy uważa, że to jest normalne zachowanie i czy nie widzi, że dziecko nie chce wchodzić do wody. Kobieta odwróciła się do mnie i warknęła, żebym pilnowała swojego nosa. Machnęła ręką, puściła zapłakanego malucha, który natychmiast uciekł na ręcznik i zwinął się w kłębek, i sama poszła pływać, jakby nigdy nic się nie stało.

Skutki przekraczania granic dziecka

Do końca dnia nie mogłam zebrać myśli. Zastanawiam się, co siedzi w głowach takich rodziców. Przecież ten chłopiec przez najbliższe lata będzie omijał każdą wodę szerokim łukiem, a plaża będzie mu się kojarzyć wyłącznie z upokorzeniem i strachem. Gdzie podziała się zwykła, ludzka empatia i wrażliwość na sygnały, które wysyła nam własne dziecko?

Drodzy rodzice, odpuśćcie te chore ambicje. Jeśli dziecko nie chce wejść do wody, to niech nie wchodzi. Świat się od tego nie zawali, a wakacje mają być przyjemnością i budowaniem bezpiecznych wspomnień, a nie szkołą przetrwania. Nie bądźmy też obojętni jako świadkowie. Czasem jedno zwrócenie uwagi, nawet jeśli skończy się chamską pyskówką, może sprawić, że taki rodzic chociaż na chwilę się zreflektuje i odpuści swojemu dziecku.

Zobacz też: Holenderskie dzieci są samodzielne, bo ich rodzice przestrzegają zasady 3R. Polacy mogliby się uczyć

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...