Reklama

Wiem, że to brzmi ostro, ale naprawdę zaczynam mieć wrażenie, że sami wychowujemy pokolenie dzieci, które bez dorosłych nie potrafią funkcjonować. Widzę to na każdym kroku – dzieci, które nie spróbują nawet założyć butów, bo ktoś zrobi to za nie szybciej.

Najgorsze zdanie, jakie słyszę, to „daj, mama zrobi”. Pada automatycznie, bez zastanowienia, nawet wtedy, gdy dziecko chce spróbować. I właśnie w tym momencie odbieramy mu coś bardzo ważnego – szansę na nauczenie się czegokolwiek.

„Szybciej” nie znaczy lepiej

Oczywiście, że dorosły zrobi wszystko szybciej i dokładniej. Szybciej zapnie kurtkę, szybciej naleje wodę, szybciej posprząta. Tylko że dziecko, które zawsze obserwuje z boku, nie nauczy się niczego – poza tym, że nie musi się starać.

A potem nagle okazuje się, że siedmiolatek nie umie zrobić sobie kanapki, a dwunastolatek nie wie, jak włączyć pralkę. I zaczyna się zdziwienie, skąd ta nieporadność. Odpowiedź jest prosta – z domu, w którym wszystko było robione za niego.

Moja córka po prostu uczestniczy w życiu

Moja 3-latka nie jest żadnym wyjątkiem ani „geniuszem”. Po prostu od początku pozwalam jej być częścią codziennych czynności. Kiedy robię pranie, wkłada ubrania i naciska przycisk. Kiedy rozładowuję zmywarkę, podaje mi rzeczy i odkłada je na miejsce.

Tak, trwa to dłużej i czasem coś się rozleje, ale widzę, jak z dnia na dzień robi się coraz bardziej samodzielna. Dla niej to nie są obowiązki, tylko naturalny element dnia – coś, co robi się razem, bez wielkiego dramatu.

To my uczymy dzieci bezradności

Najbardziej martwi mnie to, że dzieci bardzo szybko przyzwyczajają się do wyręczania. Po pewnym czasie nawet nie próbują, tylko od razu mówią „nie umiem” i czekają, aż ktoś zrobi to za nie. I trudno im się dziwić, skoro zawsze tak było.

Dwu- i trzylatki naprawdę chcą pomagać, chcą naśladować dorosłych i czują z tego ogromną dumę. Problem w tym, że my im tę możliwość odbieramy, bo wolimy mieć szybciej, czyściej i wygodniej.

To nie jest odbieranie dzieciństwa

Nie uważam, że ucząc dziecko prostych rzeczy, odbieram mu dzieciństwo. Moja córka bawi się, śmieje i ma tyle samo radości co inne dzieci. Różnica polega na tym, że oprócz tego wie też, że dom to nie hotel, a codzienne życie to coś, w czym każdy ma swój udział.

I naprawdę wierzę, że to ważniejsze niż kolejna zabawka czy kolejna bajka. Bo ja nie wychowuję dziecka na teraz, tylko na przyszłość – a patrząc na to, jak wielu rodziców wyręcza dzieci na każdym kroku, mam wrażenie, że coraz więcej osób o tym zapomina.

Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz także:

Reklama
Reklama
Reklama