Oto co robić, gdy dziecko jest rozregulowane emocjonalne. Psycholog poleca metodę „na brudno”
Napad złości w sklepie (albo innym miejscu publicznym!) potrafi wyprowadzić z równowagi nawet najbardziej cierpliwego rodzica. A gdyby można było przygotować dziecko na taką sytuację... jeszcze zanim do niej dojdzie? Psychologowie przekonują, że właśnie tak działa metoda „na brudno”.

Napad złości w sklepie, płacz przy wyłączaniu bajki czy awantura przed wyjściem do szkoły – wielu rodziców zna te sytuacje aż za dobrze. Najczęściej próbujemy reagować dopiero wtedy, gdy emocje dziecka sięgają zenitu. Psychologowie przekonują jednak, że istnieje znacznie skuteczniejszy sposób. Roboczo możemy nazwać tę metodę: „na brudno”. Na czym polega?
Rozregulowanie emocjonalne to nie „złe zachowanie”
Każde dziecko od czasu do czasu wybucha złością. Jednak jeśli napady gniewu, impulsywne reakcje czy trudności z radzeniem sobie z frustracją utrzymują się także u starszego dziecka, mogą świadczyć o problemach z samoregulacją emocjonalną.
Samoregulacja to umiejętność panowania nad emocjami i zachowaniem nawet wtedy, gdy sytuacja jest trudna. Dzięki niej dziecko potrafi poradzić sobie z rozczarowaniem, zaakceptować zmianę planów czy wytrzymać frustrację bez wybuchu.
Jak wyjaśnia psycholog kliniczny dr Matthew Rouse, jedne dzieci reagują natychmiast – ich emocje eksplodują bez ostrzeżenia. U innych napięcie narasta stopniowo, aż w końcu dochodzi do wybuchu. W obu przypadkach celem nie jest tłumienie emocji, ale nauczenie dziecka, jak przeżywać je w bezpieczny sposób.
Metoda „na brudno” uczy emocji bez presji
Większość rodziców ćwiczy... dopiero podczas kryzysu. To naturalny odruch. Dziecko zaczyna krzyczeć w sklepie, więc rodzic próbuje je uspokoić. Nie chce wyłączyć konsoli? Rozpoczyna się długa dyskusja. Problem polega na tym, że w chwili silnego pobudzenia mózg dziecka nie jest gotowy do nauki nowych umiejętności.
Dlatego psychologowie proponują zupełnie inne rozwiązanie. Eksperci nazywają ją practice runs, czyli próbami generalnymi lub treningiem „na brudno”. Zasada jest prosta: zamiast czekać na prawdziwy kryzys, ćwiczymy trudną sytuację wcześniej, kiedy dziecko jest spokojne.
Dr Rouse podaje prosty przykład. Jeśli dziecko regularnie urządza awantury podczas zakupów, nie warto ćwiczyć tego podczas dużych, stresujących zakupów przed świętami. Znacznie lepiej wybrać się do sklepu tylko na kilka minut i potraktować wizytę jak trening.
Dziecko może ćwiczyć:
- chodzenie obok rodzica,
- niesięganie po produkty z półek,
- spokojne czekanie przy kasie,
- zaakceptowanie odmowy zakupu zabawki.
Dzięki temu dziecko uczy się właściwej reakcji w spokojnych warunkach, zanim emocje przejmą kontrolę.
Trening można wykorzystać niemal wszędzie
To właśnie sprawia, że metoda jest tak ciekawa.
Jeśli problemem jest poranne wychodzenie z domu, nie trzeba czekać do poniedziałkowego poranka. Można urządzić próbę w sobotę. Najpierw ćwiczyć samo ubieranie. Potem dodawać kolejne elementy: śniadanie, mycie zębów, spakowanie plecaka.
Podobnie z wyłączaniem tabletu. Zamiast ćwiczyć wtedy, gdy dziecko od godziny gra w ulubioną grę, warto umówić się na krótką, dwu- lub trzyminutową zabawę. Następnie spokojnie poprosić o oddanie urządzenia i pochwalić dziecko za współpracę.
Dr Rouse podkreśla, że nauka samoregulacji wygląda podobnie jak nauka czytania czy jazdy na rowerze. Najpierw ćwiczy się łatwiejsze sytuacje, a dopiero później stopniowo zwiększa poziom trudności.
Nie wyręczaj, ale wspieraj
Psycholog zwraca uwagę również na jeszcze jeden błąd rodziców. Chcąc uniknąć wybuchu, często przejmują kontrolę nad sytuacją. Pomagają przy każdym zadaniu, rozwiązują każdy problem albo uspokajają dziecko, zanim zdąży ono samo spróbować poradzić sobie z emocjami.
Eksperci określają to jako „scaffolding”, czyli tworzenie dziecku bezpiecznego rusztowania. Nie chodzi o wyręczanie, ale o udzielenie dokładnie takiego wsparcia, jakiego dziecko potrzebuje na danym etapie.
Przykład? Rodzic pomaga rozwiązać pierwsze zadanie z matematyki, a kolejne dziecko wykonuje już samodzielnie. Jeśli pojawia się frustracja, może zrobić krótką przerwę, napić się wody i wrócić do pracy. Z czasem wsparcia jest coraz mniej, a odpowiedzialności po stronie dziecka – coraz więcej.
Najważniejsza wiadomość dla rodziców jest taka, że samoregulacja nie jest cechą, z którą dziecko się rodzi. To umiejętność rozwijana latami.
Dlatego zamiast skupiać się wyłącznie na gaszeniu kolejnych pożarów, warto stworzyć dziecku okazję do ćwiczeń wtedy, gdy jest spokojne. Kilka minut „na brudno” może sprawić, że podczas prawdziwego kryzysu maluch będzie wiedział, jak zareagować.
Źródło: childmind.org
Zobacz także: