Wstyd w pijalni wód w słynnym uzdrowisku. „Ludzie nie mogli uwierzyć, na co rodzice pozwalają 3-letniej córce”
Zawsze wydawało mi się, że uzdrowiska takie jak Krynica-Zdrój to oazy świętego spokoju, do których człowiek ucieka, żeby naładować baterie, pospacerować po deptaku i w kulturalnych warunkach podreperować zdrowie. Sama jestem mamą dwójki dzieci, więc doskonale wiem, że podróżowanie z nimi to nie rurki z kremem i trzeba mieć oczy dookoła głowy. Rozumiem pot, łzy i nagłe zwroty akcji, ale to, co zobaczyłam podczas ostatniego weekendu w pijalni wód, po prostu zwaliło mnie z nóg. Do teraz czuję wstyd za to, jak niektórzy współcześni rodzice interpretują wolność i bezstresowe wychowanie. Przekroczono granicę, do której absolutnie nikt o zdrowych zmysłach nie powinien się nawet zbliżać.

Wszystko zaczęło się bardzo niewinnie. Weszliśmy do pijalni, w środku panował ten specyficzny, elegancki klimat. Ludzie w ciszy sączyli wodę leczniczą ze szklanych pijałek, starsze panie rozmawiały półgłosem, a wokół rozchodziła się kojąca muzyka. Obok nas usiadło młode małżeństwo z córeczką, na oko trzyletnią. Dziewczynka od początku była dość żywiołowa, biegała między stolikami, ale umówmy się, to wciąż tylko dziecko. Prawdziwy dramat zaczął się w momencie, gdy mała nagle zastygła i głośno zakomunikowała, że natychmiast musi zrobić siku.
Kultura osobista w miejscach publicznych a dzieci
Każdy rodzic, który przechodził etap odpieluchowania, wie, że tu liczy się każda sekunda. Spodziewałam się, że matka albo ojciec porwą małą na ręce i popędzą do toalety, która w pijalni jest przecież świetnie oznaczona i ogólnodostępna.
To, co wydarzyło się sekundę później, sprawiło, że wszystkim obecnym w pijalni dosłownie opadły szczęki. Matka dziewczynki bez cienia żenady wyciągnęła z wielkiej torby podręcznej plastikowy, rozkładany nocnik turystyczny. Zamiast wziąć małą na bok, pójść do łazienki czy chociaż wyjść na zewnątrz w ustronne miejsce, rozłożyła ten gadżet na samym środku eleganckiej sali, tuż obok stolików, przy których ludzie pili wodę. Ojciec jak gdyby nigdy nic posadził ją na tym plastiku, prosto przed oczami kilkudziesięciu zszokowanych kuracjuszy.
Konflikt pokoleń w polskim uzdrowisku
W tym momencie w pijalni zapadła taka cisza, że słychać było dosłownie szum kranu z wodą Jan. Starsze panie, które siedziały przy stoliku obok, aż zamarły z pijałkami w dłoniach. Widziałam ich miny, to było totalne niedowierzanie wymieszane z niesmakiem. Ludzie zaczęli ostentacyjnie odwracać wzrok, niektórzy zaczęli nerwowo chrząkać. Najgorsza w tym wszystkim była absolutna obojętność rodziców. Oni zachowywali się tak, jakby korzystanie z nocnika przez ich córkę na środku zabytkowego obiektu uzdrowiskowego było najbardziej naturalną rzeczą na świecie. Matka z uśmiechem podawała małej chrupki, a ojciec scrollował telefon.
Jedna ze starszych, eleganckich kuracjuszek nie wytrzymała. Podeszła do tej pary i bardzo cicho, ale stanowczo zwróciła uwagę, że pijalnia wód to nie jest publiczna toaleta i takie rzeczy powinno się załatwiać w łazience, szanując innych ludzi, którzy tutaj odpoczywają. Reakcja matki dziewczynki była podręcznikowym przykładem totalnego braku wychowania. Naskoczyła na tę starszą kobietę, że to jest małe dziecko, a jak się starszej pani nie podoba, to może wyjść.
Granice bezstresowego wychowania i komfort innych
Jako matka czułam, jak oblewa mnie gorący pot ze wstydu za tamtych rodziców. To nie jest żadna wygoda ani nowoczesne rodzicielstwo, to jest po prostu zwyczajne chamstwo i brak podstawowych manier. Kupując rozkładany nocnik, dostajemy genialne narzędzie na sytuacje awaryjne w lesie, w samochodzie na autostradzie czy na dzikiej plaży, a nie glejt na załatwianie potrzeb fizjologicznych dziecka w kawiarniach, restauracjach czy pijalniach wód. Ucząc dziecko, że może siusiać w każdym miejscu, bez względu na obecność innych ludzi, wychowujemy kogoś, kto w przyszłości nie będzie szanował żadnych barier społecznych.
To wydarzenie zepsuło nam cały wieczór. Pijalnia wód w Krynicy straciła dla mnie swój urok, a w głowie została mi tylko ta żenująca scena. Mam wrażenie, że jako rodzice zaczynamy mocno błądzić. Chcemy, żeby świat był wyrozumiały dla naszych dzieci, ale sami nie dajemy światu ani odrobiny szacunku. Jeśli nie zaczniemy stawiać granic sobie i swoim maluchom w miejscach publicznych, to niedługo nikt nie będzie chciał nas nigdzie wpuszczać. I wcale się temu nie dziwię.
Zobacz też: Podrzucanie dzieci znajomym w wakacje. „Wyprosiłam córkę sąsiadki, bo pchała się nawet na kolację”