Wysłała 10-latka po zakupy do osiedlowego sklepu. Wrócił z płaczem przez 1 rzecz. „Rośnie nam pokolenie niebieskich ptaków”
Wszystko zaczęło się bardzo zwyczajnie, gdy robiłam obiad i zorientowałam się, że w chlebaku nie ma ani jednej kromki, a do zupy potrzebuję śmietany. Wysłałam więc syna po zwykłe zakupy do naszego osiedlowego sklepu, a on wrócił z płaczem i rzucił torbą o podłogę przez jedną, absolutnie błahą rzecz, która przerosła jego możliwości.

Wydawało mi się, że w wieku dziesięciu lat chłopak jest już na tyle duży, że bez problemu poradzi sobie z prostym zadaniem na własnym osiedlu. Niestety, dzisiejsze popołudnie brutalnie zweryfikowało moje myślenie o tym, jak współczesne dzieci radzą sobie w codziennym życiu.
Wysłałam syna po zwykłe zakupy do naszego małego sklepu pod blokiem. Wrócił do domu zapłakany i zestresowany przez jedną rzecz, która dla nas, dorosłych, jest absolutną normą. Słuchałam jego opowieści i uświadomiłam sobie, jak bardzo odcinamy dzieci od realnego świata. Po tym wszystkim wiem jedno: rośnie nam pokolenie niebieskich ptaków, które wirtualną rzeczywistość mają w małym palcu, ale w prawdziwym życiu potrafią zupełnie się pogubić, gdy coś nie działa tak łatwo jak aplikacja w smartfonie.
Pierwsza samodzielna misja. Prosta lista zakupów wywołała wielki opór
Michał większość wolnego czasu spędza z telefonem w ręku lub przed komputerem, rozmawiając z kolegami z klasy. Pomyślałam, że oderwanie go od ekranu i wysłanie do małego sklepiku na dole zrobi mu dobrze. Chciałam, żeby uczył się odpowiedzialności. Dałam mu do ręki papierowy banknot pięćdziesięciozłotowy, materiałową torbę i poprosiłam, żeby przyniósł chleb, masło i śmietanę.
Mój syn od początku nie był zachwycony tym pomysłem. Wzdychał ciężko i pytał, dlaczego nie możemy zamówić tego przez internet z dostawą pod drzwi. Powiedziałam mu spokojnie, że sklep jest dosłownie sto metrów stąd, a samodzielne zakupy to żadna filozofia. Wyszedł z mieszkania z wyraźnym niezadowoleniem, a ja wróciłam do kuchni, zadowolona, że mały trening zaradności mamy za sobą. Niestety, nie miałam pojęcia, że ta prosta misja tak bardzo go przerośnie.
Koszmar papierowej gotówki. Jak brak terminala płatniczego doprowadził do łez
Nie minęło nawet dziesięć minut, gdy usłyszałam gwałtowne szarpnięcie za klamkę. Michał wpadł do przedpokoju z cichym płaczem, rzucił pustą torbę na szafkę i schował twarz w dłoniach. Był cały czerwony i roztrzęsiony. Kiedy usiadłam obok niego i zapytałam, czy ktoś go zaczepił albo zrobił mu krzywdę, okazało się, że powód tego dramatu jest zupełnie inny. Przy kasie w naszym osiedlowym sklepiku popsuł się terminal płatniczy i ekspedientka mogła przyjmować płatności wyłącznie gotówką.
Dla Michała, który od dawna widzi, że wszędzie płaci się zbliżeniowo telefonem albo zegarkiem, papierowy banknot okazał się barierą nie do przejścia. Chłopak nigdy wcześniej nie odliczał realnych pieniędzy i nie odbierał reszty. Gdy pani kasjerka wydała mu garść monet i drobne banknoty, Kamil kompletnie się pogubił. Zaczął się denerwować, monety wypadły mu z rąk na podłogę, a stojący za nim w kolejce ludzie zaczęli głośno wzdychać zniecierpliwieni. Dla dziecka wychowanego w cyfrowym świecie ta sytuacja stworzyła tak ogromną presję, że po prostu spanikował, zostawił zakupy i uciekł ze sklepu ze łzami w oczach.
Cyfrowa pułapka. Dlaczego ułatwianie wszystkiego niszczy samodzielność dzieci
Siedziałam z synem w przedpokoju, przytulałam go i czułam ogromne poczucie winy. Ta sytuacja idealnie pokazała, jak bardzo współczesne pokolenie rodziców, w imię nowoczesności, odcina dzieci od podstawowych umiejętności społecznych. Przez to, że na każdym kroku korzystamy z ułatwień, płacimy aplikacjami i unikamy tradycyjnych transakcji, nasze dzieci tracą kontakt z realnymi sytuacjami.
Dziesięciolatki potrafią bezbłędnie obsługiwać skomplikowane programy, ale zwykłe odliczenie reszty w bilonie potrafi wywołać u nich lęk i poczucie bezradności. Robimy z dzieci niebieskie ptaki, które świetnie radzą sobie w sieci, ale kompletnie nie potrafią odnaleźć się w prostych relacjach z ludźmi poza ekranem smartfona. Jeśli nie zaczniemy mądrze uczyć ich zaradności w codziennych sprawach, to wejście w dorosłość będzie dla nich ogromnym szokiem. Mam nauczkę, że czas przestać ich we wszystkim wyręczać.
Pozdrawiam całą Redakcję,
Aneta
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl