Reklama

Jako rodzice robimy dziś absolutnie wszystko, by ułatwić naszym pociechom start w dorosłość, chroniąc je przed stresem, zmęczeniem i jakimkolwiek dyskomfortem. Chcemy dla nich beztroskiego dzieciństwa pełnego nagród, zapominając, że prawdziwe życie rzadko kiedy przypomina bezpieczny, domowy inkubator. Ostatnio podczas powrotu z popołudniowych zakupów byłam świadkiem sytuacji, która dosłownie odebrała mi mowę i na długo zostawiła z poczuciem ogromnego niesmaku. Na osiedlowym parkingu, tuż pod oknami bloków, rozegrała się scena, która nie pozostawia żadnych złudzeń co do kierunku, w jakim zmierza współczesne wychowanie.

Postawa dwójki nastolatków i reakcja ich matki idealnie pokazały, jak w imię fałszywie pojętej miłości hodujemy roszczeniowe pokolenie, które uważa, że wszystko należy mu się bez najmniejszego wysiłku. Brak elementarnego szacunku dla pracy rzuca bardzo ponury cień na przyszłość tych młodych ludzi, a określenie „pokolenie trutni” to niestety jedyne, co przychodzi mi w tej sytuacji do głowy.

Kłopotliwa sytuacja na osiedlowym parkingu. Jak prośba o pomoc obnażyła wielkie lenistwo młodzieży

Całe to zdarzenie rozegrało się w upalne, piątkowe popołudnie, kiedy większość mieszkańców wracała z pracy, taszcząc ze sobą ciężkie zgrzewki wody i torby pełne zakupów na weekend. Pod klatkę podjechał duży, rodzinny samochód, z którego wysiadła skrajnie zmęczona kobieta oraz dwójka jej dzieci − dorastający chłopiec i dziewczyna, na oko w wieku trzynastu i piętnastu lat. Matka otworzyła bagażnik wypełniony po brzegi zakupami, po czym bardzo spokojnym, wręcz proszącym głosem poprosiła nastolatki, by pomogły jej zanieść chociaż lżejsze siatki i kartony na trzecie piętro, bo ją boli kręgosłup.

To, co wydarzyło się po chwili, po prostu mnie osłabiło. Dwoje nastolatków skrzywiło się, a syn ostentacyjnie odwrócił się od bagażnika, burcząc pod nosem, że on nie jest od dźwigania ciężarów. Dziewczyna nawet nie odwróciła wzroku od ekranu swojego smartfona − prychnęła tylko, minęła objuczoną pakunkami kobietę i zatrzasnęła z impetem drzwi od klatki, zostawiając matkę samą z pełnym bagażnikiem.

Roszczeniowość bez żadnych barier. Zwalnianie dzieci z obowiązków niszczy charakter

Najbardziej przerażająca w tym wszystkim była jednak reakcja samej kobiety, która zamiast twardo postawić granice i zmusić rozwydrzone rodzeństwo do powrotu i pomocy, tylko westchnęła ciężko pod nosem i z rezygnacją w oczach zaczęła sama targać te wielkie siatki do mieszkania. Ta matka po prostu skapitulowała przed własnymi dziećmi dla świętego spokoju, uciekając przed nieuniknionym konfliktem i dając im ciche przyzwolenie na skrajny egoizm. To dlatego współczesna młodzież dorasta w głębokim przekonaniu, że im się wszystko należy za sam fakt, że istnieją − drogie telefony, markowe ubrania, kieszonkowe i pełne wyżywienie podstawione pod nos od rana do wieczora.

Zrobiliśmy z dzieci święte krowy, które nie mają w domach absolutnie żadnego harmonogramu zadań, nie potrafią włożyć brudnego talerza do zmywarki ani zrobić prostych zakupów w dyskoncie obok. Kiedy dorosły próbuje wreszcie wyegzekwować elementarny szacunek, zderza się z murem obojętności albo agresją. To wychowanie bez wymagań sprawia, że młodzi ludzie tracą jakikolwiek kontakt z realną wartością ludzkiej pracy, wyrastając na dorosłych, którzy będą potrafili wyłącznie brać, nie dając nic w zamian.

Twarde lądowanie w dorosłości. Dlaczego brak dyscypliny w dzieciństwie grozi życiową porażką?

Patrząc na tę parkingową scenę, trudno nie dojść do smutnego wniosku, że te dzieci z takim podejściem do życia do niczego w przyszłości nie dojdą, a zderzenie z realiami dorosłego świata będzie dla nich gigantyczną katastrofą. Żaden szef w pierwszej pracy, żaden partner w związku ani żadne środowisko akademickie nie będzie bawiło się w znoszenie ich fochów i skakanie wokół ich wybujałego ego. Człowiek, który w wieku piętnastu lat nie potrafi pomóc własnej matce wnieść zakupów na piętro, nie będzie miał w sobie ani grosza empatii, lojalności i odpowiedzialności w dorosłym życiu.

Jako rodzice musimy wreszcie przestać oszukiwać się, że ułatwiając dzieciom życie na każdym kroku i usuwając im z drogi wszelkie przeszkody, robimy im przysługę. Mądre rodzicielstwo polega na stawianiu twardych wymagań, uczeniu dyscypliny i pokazywaniu, że dom to wspólnota, w której każdy ma swoje obowiązki i musi włożyć wysiłek w to, by całość dobrze funkcjonowała. Czas przestać przepraszać za to, że prosimy dzieci o pomoc − dawanie im obowiązków, pozwolenie na to, by się zmęczyły i poczuły odpowiedzialność, to jedyna droga do wychowania samodzielnych, silnych i wartościowych ludzi, którzy poradzą sobie z każdym życiowym kryzysem.

Zobacz też: „Dziecko to nie atrakcja na żądanie”. To nagranie kilkulatki z rodziny Clarke przyprawia o ciarki, dziewczynka aż zdarła sukienkę

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...