Reklama

Kiedy dziecko wpada w histerię, zamiast mówić „Uspokój się”, podejdź bliżej, kucnij (nawet w miejscu publicznym!) i zapytaj spokojnie: „Jak duży jest Twój gniew?”.

Metoda na złość. Zapytaj: „Jak duży jest Twój gniew?”

Dziecko patrzy na Ciebie tymi wielkimi, zapłakanymi oczami i zaczyna się zastanawiać nad Twoim pytaniem. Zaczyna analizować to, co czuje.

Czasem rozkłada rączki, żeby pokazać, jak duży jest ten gniew, który w nim siedzi i za wszelką cenę próbuje się wydostać. Innym razem mówi: „większy niż dom” albo „tak wielki jak smok”. I właśnie wtedy dzieje się coś ważnego – złość przestaje być tylko krzykiem i chaosem. Dostaje nazwę, kształt, obraz.

Dla małych dzieci emocje są przytłaczające. Nie rozumieją jeszcze, co się z nimi dzieje. Czują napięcie, frustrację, rozczarowanie, ale nie potrafią tego ubrać w słowa. Dlatego emocje wychodzą przez płacz, krzyk albo rzucanie przedmiotami.

Pytanie o wielkość gniewu pomaga dziecku zatrzymać się choć na chwilę i skierować uwagę do środka. To pierwszy krok do wyciszenia.

Dlaczego ta metoda działa lepiej niż zakazy?

Wielu rodziców reaguje automatycznie: „Przestań krzyczeć”, „Natychmiast się uspokój”, „Nie przesadzaj”. Problem w tym, że dziecko w trakcie histerii często nie kontroluje jeszcze swoich emocji.

Nakazy czy zakazy tylko zwiększają napięcie. Kiedy jednak kucamy obok i pytamy spokojnie o gniew, dziecko dostaje zupełnie inny komunikat: „Widzę, co czujesz. Chcę cię zrozumieć”. To zmienia bardzo dużo.

Psychologowie od dawna podkreślają, że samo nazywanie emocji pomaga regulować układ nerwowy. Dziecko, które potrafi określić swój stan, łatwiej wraca do równowagi. Dlatego tak dobrze działają pytania o kolor złości, jej wielkość albo miejsce w ciele, w którym ta złość się znajduje.

To nauka emocji, której większość z nas sama nigdy nie dostała.

Najważniejsze dzieje się na poziomie relacji

W tej metodzie nie chodzi tylko o pytanie. Kluczowe jest to, co dziecko widzi w naszym zachowaniu.

Kiedy rodzic podchodzi, kuca i mówi spokojnym głosem, dziecko dostaje sygnał bezpieczeństwa. A właśnie bezpieczeństwo jest czymś, czego najbardziej potrzebuje podczas emocjonalnej burzy.

Oczywiście – to nie działa jak magiczna różdżka. Nie każda histeria kończy się po minucie czy dwóch. Czasem dziecko nadal płacze, czasem potrzebuje więcej czasu albo przytulenia. Ale różnica polega na tym, że przestaje być samo ze swoimi emocjami.

I właśnie dlatego po chwili często przychodzi się przytulić.

Bo dzieci nie potrzebują rodziców, którzy natychmiast je uciszą. Potrzebują takich, którzy pokażą, że wszystkie emocje, nawet te trudne, można przeżyć razem – bez strachu i bez wstydu. I że nawet gniew wielki jak wieżowiec może zmienić się w ziarnko piasku.

Zobacz także: Te dzieci przestają się złościć i krzyczeć w 3 minuty. Wystarczy zadać 2 krótkie pytania

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...