Zobaczyła menu w przedszkolu i aż usiadła. „Za tę mamałygę płacę 500 zł miesięcznie?!”
Zgodziłam się na niemałą kwotę za dzienne wyżywienie syna, bo byłam pewna, że w tej cenie dostanie pełnowartościowe posiłki. Okazuje się, że dla dyrekcji oszczędność jest ważniejsza niż nasze dzieci.

Kochani! Mój czteroletni syn chodzi do publicznego przedszkola, w którym od tego semestru stawka żywieniowa drastycznie wzrosła. Co miesiąc z mojego konta znika równe 500 złotych na tak zwany wsad do kotła i catering. Godziłam się na to bez mrugnięcia okiem, bo na jedzeniu dla dziecka nie zamierzam oszczędzać, a inflacja dotyka przecież każdego. Dzisiaj rano postanowiłam jednak rzucić okiem na nowy, tygodniowy jadłospis, który zawisł obok szafek.
Gdy przeczytałam, co te biedne maluchy dostają do jedzenia od poniedziałku do piątku, dosłownie aż usiadłam na małej, drewnianej ławeczce i zaczęłam przecierać oczy z niedowierzania.
Parówki, biała buła i cukier − śniadanie mistrzów według przedszkola
Zawsze wydawało mi się, że śniadanie w placówce oświatowej powinno dawać dzieciom energię do zabawy i nauki. Tymczasem w poniedziałek rano na talerze dzieci trafiła... parówka drobiowa z keczupem i biały chleb z margaryną, a do picia herbata z cukrem. We wtorek wcale nie było lepiej − na liście dumnie widniały czekoladowe kulki na mleku. Gdzie są warzywa? Gdzie pieczywo pełnoziarniste, twaróg czy chociaż kawałek rzodkiewki?
Najbardziej dobił mnie jednak czwartek − w menu wpisano mortadelę w panierce. Nie mogłam uwierzyć, że w XXI wieku, przy tak ogromnej wiedzy o dietetyce dziecięcej, faszeruje się kilkulatki najtańszą, zmieloną masą mięsopodobną smażoną na głębokim tłuszczu! Przecież to jest szczyt bezczelności. Za tę mamałygę płacę 500 zł miesięcznie?! Za parówki z dyskontu i najtańsze pieczywo? Domowy budżet się kurczy, odmawiam sobie wielu rzeczy, by opłacić to przedszkole, a moje dziecko jest tam karmione jak na obozie przetrwania z poprzedniej epoki.
Obiad z proszku i budyń z paczki na deser
Gdy zaczęłam czytać dalej, sekcja obiadów wcale nie poprawiła mi humoru. Trzy razy w tygodniu bazą posiłku jest zupa ogórkowa lub pomidorowa zabielana toną śmietany, w której warzyw trzeba szukać z lupą. Na drugie danie królują kotlety mielone, w których jest więcej bułki tartej niż mięsa, oraz rozgotowane na bezkształtną masę ziemniaki, polane tłustym sosem z paczki. Moje dziecko wracało w zeszłym tygodniu z płaczem, mówiąc, że obiadek śmierdział i pani kazała mu zjeść chociaż mięsko. Teraz już rozumiem dlaczego.
Na podwieczorek, zamiast świeżych, sezonowych owoców, przedszkole serwuje dzieciom budyń waniliowy z torebki, drożdżówkę z marketu albo słodki wafelek. Kiedy zapytałam panią, dlaczego w menu nie ma jabłek, gruszek czy bananów, usłyszałam z rozbrajającą szczerością: „Proszę pani, owoce są teraz drogie, a my musimy zmieścić się w budżecie”. To na co idą moje pieniądze? Jeśli 500 złotych od każdego rodzica w trzydziestoosobowej grupie to za mało na kilka bananów i porządną pierś z kurczaka, to ktoś tu chyba nie potrafi liczyć albo bezczelnie na nas zarabia.
Czas skończyć z karmieniem dzieci śmieciowym jedzeniem
Rozmawiałam o tym z innymi rodzicami na WhatsAppie i w większości też są załamani. Niektórzy boją się odezwać. Ja się nie boję. Nie po to od pierwszych miesięcy życia dbałam o rozszerzanie diety syna, kupowałam ekologiczne warzywa i unikałam cukru, żeby teraz przedszkole niszczyło jego nawyki żywieniowe. Śmieciowe jedzenie serwowane od małego to prosta droga do otyłości, problemów z koncentracją i próchnicy.
Współczesne placówki powinny edukować, a nie iść na łatwiznę. Jeśli przedszkole nie potrafi zorganizować zdrowego cateringu, niech pozwoli rodzicom na przynoszenie własnych lunchboxów z domu. Chętnie sama wstałabym o szóstej rano, żeby przygotować synowi pełnowartościową sałatkę i naleśniki pełnoziarniste, byle tylko nie musiał jeść tej tłustej, przedszkolnej mamałygi.
Mam nadzieję, że mój list otworzy oczy wielu rodzicom, którzy bezrefleksyjnie płacą rachunki, myśląc, że wysoka cena oznacza wysoką jakość. Czas zacząć kontrolować to, co ląduje na talerzach naszych dzieci, bo to my będziemy później biegać po lekarzach.
Olga
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz też: Gdy dziecko wpada w tantrum, jak mantrę mówię to zdanie. Wystarczą 3 słowa