„Córka nie znosi leżakować, a przedszkolanki ją zmuszają. Dobrze wiem, co wtedy robią”
Czuję, jak narasta we mnie wściekłość za każdym razem, gdy rano odprowadzam moją czteroletnią córeczkę do przedszkola. To, co dzieje się w naszej placówce pod płaszczem „odpoczynku”, woła o pomstę do nieba i nie mogę dłużej o tym milczeć.

Moja Zuzia to żywe srebro, dziecko pełne energii, które od drugiego roku życia nie sypia w dzień, a tymczasem w przedszkolu codziennie przechodzi przez emocjonalną katorgę.
Leżakowanie pod przymusem − czy to jeszcze opieka, czy już tresura?
Wyobraźcie sobie Państwo dziecko, które przez półtorej godziny musi leżeć bez ruchu na twardym leżaku, w przyciemnionej sali, patrząc się w sufit. Zuzia wraca do domu i opowiada mi z płaczem, że pani nie pozwala nawet drgnąć nogą. Jeśli dziecko choćby szeptem spróbuje zagadać do kolegi, jest natychmiast uciszane i dyscyplinowane. Dla mnie to nie jest żadna regeneracja, to jest zwykła tresura i łamanie dziecięcej psychiki.
Najgorsze jest to, że nikt nie bierze pod uwagę indywidualnych potrzeb dziecka. Każdy maluch jest inny − jeden potrzebuje drzemki, inny chce w tym czasie porysować albo pooglądać książeczkę. Ale nie w naszym przedszkolu! Tutaj panuje system „wszyscy do łóżek”. Próby rozmowy z wychowawczyniami kończą się ścianą. Słyszę tylko, że taki jest program i że dzieci muszą odpocząć. Ale czyje to jest pragnienie? Dziecka, które ma ochotę biegać, czy może kogoś, kto chce mieć chwilę świętego spokoju?
Dobrze wiem, co przedszkolanki robią w czasie ciszy poobiedniej
Nie dajmy się oszukać − ten cały odpoczynek to jeden wielki prezent dla personelu. Dobrze wiem, co wtedy robią panie przedszkolanki, kiedy dwudziestka dzieci leży w bezruchu, udając, że śpi. To jest ten magiczny czas na ciepłą kawę, na plotki w kanciapie i na scrollowanie Facebooka. Przecież to idealny układ: dzieci spacyfikowane, cisza na korytarzu, można odpocząć od wrzasków.
Boli mnie to, że za moje pieniądze i za podatki nas wszystkich moje dziecko jest zmuszane do nudy i cierpienia, tylko po to, żeby panie miały przerwę. Gdyby te kobiety miały w sobie odrobinę powołania, to zorganizowałyby dla dzieci nieśpiących jakąś cichą zabawę w innym kącie sali. Można przecież czytać bajki, układać puzzle, cokolwiek!
Ale to wymagałoby wysiłku, zaangażowania i pilnowania grupy. Łatwiej jest po prostu zgasić światło i kazać wszystkim zamknąć oczy. To jest pójście na łatwiznę kosztem emocji naszych dzieci, które czują się uwięzione na tych swoich leżaczkach.
Skutki leżakowania widać gołym okiem
Efekty tego są fatalne. Zuzia stała się nerwowa, rano symuluje ból brzucha, żeby tylko nie iść do przedszkola, a wieczorami nie może zasnąć do 22:00, bo przez pół dnia była zmuszana do bezczynności. Przedszkolanki chyba nie rozumieją, że rozbijają nam cały domowy rytm dnia. To jest brak szacunku do rodzica i do biologii dziecka.
Uważam, że czas z tym skończyć. Przedszkole powinno być miejscem, w którym dziecko czuje się bezpiecznie i gdzie szanuje się jego potrzeby. Przymusowe leżakowanie to relikt poprzedniej epoki, który służy wyłącznie wygodzie personelu. Jeśli panie chcą pić kawę w spokoju, to niech znajdą sobie inną pracę, a nie traktują naszych dzieci jak przeszkody w plotkowaniu.
Mam nadzieję, że inne mamy, które mają podobne doświadczenia, też zaczną głośno o tym mówić. Nasze dzieci to nie są lalki, które można odłożyć na półkę, kiedy dorośli mają ochotę na przerwę.
Z poważaniem,
Ewelina S.
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz też: „Myślałam, że nauczą moją Tosię siadania na nocnik. Niestety przedszkolanki sobie nie radzą”