Ciocia z przedszkola odmówiła przewijania dziecka na dyżurze wakacyjnym. „Dzidzie zostawia się w domu”
Pierwsze trzy dni miały być tylko formalnością. 3,5-letni syn naszej czytelniczki od roku chodzi do przedszkola, dobrze się w nim czuje i bez problemu zostaje z nauczycielkami. Problem pojawił się dopiero podczas wakacyjnego dyżuru w innej placówce. Mama twierdzi, że usłyszała słowa, których do dziś nie potrafi zrozumieć.

Dyżury wakacyjne organizowane są po to, by zapewnić opiekę dzieciom wtedy, gdy ich macierzyste przedszkole jest zamknięte. Dla wielu maluchów oznacza to nowe miejsce, nowe sale i nowych nauczycieli. Tak było również w przypadku chłopca, którego historia trafiła do naszej redakcji.
„U nas pieluchomajtki nigdy nie były problemem”
Dzień dobry,
piszę do Państwa, bo do dziś nie mogę uwierzyć w to, co usłyszałam.
Mój synek ma trzy i pół roku. Chodzi do przedszkola od września. Jest pogodnym dzieckiem, uwielbia chodzić do swojej grupy, nie płacze przy rozstaniu. Nadal jednak nosi pieluchomajtki. Jesteśmy w trakcie odpieluchowania, robi postępy, ale jeszcze zdarzają mu się wpadki.
W jego przedszkolu nigdy nie było z tym problemu. Panie wiedzą, na jakim etapie jest, pomagają mu w razie potrzeby i nikt nie robi z tego wielkiej sprawy.
W lipcu nasze przedszkole było zamknięte, więc zapisaliśmy syna na dyżur wakacyjny do innej placówki.
„Usłyszałam: »Dzidzie zostawia się w domu«”
Już pierwszego dnia jedna z pań zapytała mnie, czy synek nadal nosi pieluchomajtki. Odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
Wtedy usłyszałam, że podczas dyżuru będzie z tym problem, bo panie nie będą go przewijać. A na koniec padło zdanie, którego chyba długo nie zapomnę: „Dzidzie zostawia się w domu”.
Stałam jak wryta. Przez chwilę nawet nie wiedziałam, co odpowiedzieć.
Przecież nie przyprowadziłam do przedszkola niemowlęcia. Mój syn ma trzy i pół roku, bawi się z rówieśnikami, je samodzielnie, uczestniczy we wszystkich zajęciach. Po prostu jeszcze nie zakończył treningu czystości.
Nie oczekuję od nauczycielek niczego nadzwyczajnego. Nie proszę, żeby co pół godziny sprawdzały pieluchę. Chodzi wyłącznie o pomoc wtedy, kiedy naprawdę jest taka potrzeba.
Zamiast tego poczułam się tak, jakby moje dziecko było problemem.
„Wróciłam do domu z poczuciem, że ktoś zawstydził moje dziecko”
Najbardziej boli mnie nie sama sytuacja, ale sposób, w jaki została przedstawiona.
Mój syn wszystko słyszał. Od tamtego dnia kilka razy zapytał mnie, czy jest „dzidziusiem”. Naprawdę ścisnęło mnie w gardle.
Mam świadomość, że dyżury wakacyjne są trudniejsze. Dzieci są z różnych przedszkoli, grupy są liczniejsze, nauczycielki nie znają wszystkich maluchów, a pracy jest bardzo dużo.
Ale czy to usprawiedliwia takie słowa? Przecież właśnie po to istnieją dyżury, żeby rodzice mogli normalnie pracować, kiedy ich przedszkole jest zamknięte.
Nie wiem, czy przesadzam. Wiem tylko, że wyszłam z tej rozmowy z poczuciem, że moje dziecko zostało ocenione nie przez to, jakie jest, ale przez to, że nadal nosi pieluchomajtki.
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Komentarz redakcji
Jeśli opisana sytuacja rzeczywiście wyglądała tak, jak relacjonuje nasza czytelniczka, trudno ją zaakceptować. Dyżur wakacyjny nie jest „innym rodzajem” przedszkola. To nadal realizacja opieki przedszkolnej – tyle że w placówce wyznaczonej do pełnienia dyżuru. Przedszkola publiczne funkcjonują przez cały rok szkolny, a wakacyjne dyżury organizowane są po to, by zapewnić dzieciom opiekę w czasie przerw w pracy innych placówek.
Równie ważna jest kwestia pieluch. Sam fakt, że dziecko korzysta z pieluchomajtek, nie może być podstawą do odmowy objęcia go opieką. Czynności higieniczne, takie jak pomoc przy zmianie pieluchy czy skorzystaniu z toalety, są elementem opieki nad dzieckiem. W praktyce często wykonuje je pomoc nauczyciela lub inny pracownik przedszkola, ale obowiązek zapewnienia dziecku niezbędnej opieki spoczywa na placówce.
Warto też pamiętać, że dzieci rozwijają się w różnym tempie. Dla jednych trzy i pół roku to moment pełnej samodzielności, dla innych – etap, na którym trening czystości wciąż trwa. Powinno to spotykać się przede wszystkim ze wsparciem, a nie z zawstydzaniem.
Zobacz także: „Do pań w przedszkolu: płacę i wymagam! Nie mam zamiaru odbierać dziecka z brudną pieluchą”