Reklama

Piszę do Państwa, ponieważ wczoraj po południu została przekroczona ostatnia granica mojej cierpliwości. Zdecydowaliśmy się z mężem na drogie, prywatne przedszkole, bo oboje pracujemy na pełen etat. Co miesiąc przelewam na konto tej placówki gigantyczne pieniądze i byłam pewna, że moja 3-letnia Nadia otrzyma opiekę na najwyższym poziomie.

Niestety, wczoraj w szatni przeżyłam potworny szok, gdy moja córeczka podbiegła do mnie z płaczem, ledwo powłócząc nóżkami. Natychmiast poczułam okropny zapach, a gdy zajrzałam pod ubranie, zalałam się łzami z żalu i bezsilności. Dziecko od wielu godzin chodziło w przepełnionej, brudnej pielusze.

Chcę za pośrednictwem Państwa portalu powiedzieć opiekunkom: płacę i wymagam, a moim świętym prawem jest odbieranie czystego, zadbanego dziecka.

Prywatna placówka i brutalna rzeczywistość za wielkie pieniądze

Kiedy podpisywałam umowę, dyrektorka zapewniała mnie, że higiena i dobrostan dzieci stoją na pierwszym miejscu, a panie zmieniają pieluszki regularnie co dwie godziny. Rzeczywistość brutalnie obnaża tę marketingową fikcję, za którą rodzice płacą fortunę. Nadia po powrocie do domu była rozdrażniona i marudna. Po skórze było widać, że nikt nie zajrzał do jej pieluszki przez całe popołudnie.

Dla mnie to jest absolutne niedopełnienie podstawowych obowiązków i zwyczajne lenistwo kobiet, które wolą rozmawiać o wakacjach, niż zająć się dziećmi. W prywatnej firmie, gdzie czesne wynosi prawie połowę mojej pensji, takie sytuacje są skandaliczne. Nie mam zamiaru tolerować traktowania mojego dziecka jak uciążliwego balastu, który ma po prostu przesiedzieć osiem godzin na dywanie i nie zawracać nikomu głowy.

Brak kontroli nad higieną w przedszkolu

Najbardziej przeraża mnie fakt, jak kadra przedszkolna próbuje odwracać kota ogonem i robić z poszkodowanych rodziców potworów. Gdy natychmiast zażądałam wyjaśnień od wychowawczyni, usłyszałam w odpowiedzi chłodny, wręcz bezczelny ton. Pani z wielkim fochem oznajmiła, że dzieci w tym wieku powinny już zgłaszać swoje potrzeby, a ona ma pod opieką piętnaścioro innych maluchów i nie zamierza co chwilę sprawdzać każdego.

To jest bzdura i unikanie odpowiedzialności za zdrowie małego człowieka, który nie potrafi jeszcze sam zmienić sobie ubrania ani zawalczyć o swoje prawa. Trzylatek zaangażowany w zabawę często zapomina o całym świecie lub po prostu wstydzi się podejść do surowej pani i powiedzieć o swoim problemie. Zadaniem pedagoga jest posiadanie czujności i empatii, by sprawdzić stan czystości dziecka przed wyjściem na plac zabaw czy przed powrotem rodziców.

Nie zamierzam milczeć

Dzisiaj rano złożyłam oficjalną, pisemną skargę i zażądałam wyciągnięcia konsekwencji dyscyplinarnych wobec personelu. Natrafiłam jednak na mur − dyrektorka próbowała bagatelizować problem, twierdząc, że odparzenia u maluchów o tej porze roku to normalna sprawa. Ja jednak nie zamierzam milczeć i nie pozwolę na to, by ktokolwiek niszczył zdrowie mojego dziecka w imię świętego spokoju przedszkolanek.

Apeluję do wszystkich mam, które oddają swoje największe skarby do placówek: stawiajcie twarde warunki. Przestańmy dawać przyzwolenie na to, by traktowano nasze dzieci jak przedmioty, które mają tylko grzecznie siedzieć i nie generować pracy personelowi. Mamy pełne prawo wymagać absolutnej czystości, za którą płacimy ciężko zarobionymi pieniędzmi.

Pola


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: Spóźniła się do przedszkola 40 minut. Opiekunka nie wytrzymała: „Rodzice robią z nas darmowe nianie”

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...