„Mamusiu, pani mnie pominęła”. Gdy zobaczyła prezent zastępczy z przedszkola, rozpłakała się razem z synem
Ten powrót z przedszkola zapamiętam jako jeden z najgorszych dni w moim macierzyństwie, bo to, jak potraktowano moje dziecko na oficjalnym rozdawaniu upominków z okazji Dnia Dziecka, po prostu rozszarpało mi serce na kawałki.

Mój pięcioletni synek, Kubuś, od tygodni odliczał dni do tego święta, ciesząc się na wspólne gry, balony i obiecane przez panie niespodzianki, które rada rodziców zakupiła dla całej grupy. Kiedy weszłam do szatni, mój radosny zazwyczaj chłopak siedział na ławeczce ze spuszczoną główką, kurczowo trzymając w rączkach jaskraworóżowe pudełko, a gdy tylko mnie zobaczył, wtulił się we mnie mocno i wyszeptał słowa, które brzmią mi w uszach do teraz: „Mamusiu, pani mnie pominęła i dała mi zabawkę dla dziewczynek, bo dla chłopców było za mało”.
Gdy otworzyłam to pudełko i zobaczyłam ten prezent zastępczy, który miał zatkać buzię mojemu dziecku, po prostu oniemiałam z wściekłości, a chwilę później usiadłam obok niego i rozpłakałam się razem z moim małym synkiem z bezsilności wobec tak rażącej niesprawiedliwości.
Upokorzenie małego chłopca na oczach całej grupy
Wszystko wyjaśniło się, gdy Kubuś, dławiąc się łzami, opowiedział mi, jak wyglądało wręczanie upominków przez wychowawczynie na środku sali, wśród braw i radości innych dzieci. Wszystkie dziewczynki dostały piękne, zapakowane zestawy, a chłopcy otrzymywali zapowiedziane samochodziki i klocki, na które mój syn patrzył z wypiekami na twarzy.
Kiedy przyszła kolej na Kubusia, pani ze stołu wyciągnęła ostatnią rzecz, jaka jej została − wielki, różowy zestaw do robienia bransoletek z koralikami − i z obojętnym uśmiechem wcisnęła go w rączki mojego syna, mówiąc przy wszystkich, że autek było za mało, więc on dostanie to, bo przecież to też fajna zabawka.
Moje dziecko stało tam, czerwone ze wstydu, podczas gdy inni chłopcy zaczęli się podśmiewywać, że Kubuś został dziewczynką i będzie teraz nosił różowe ozdoby. Czy te dorosłe, wykształcone kobiety pracujące w edukacji przedszkolnej naprawdę nie mają w sobie ani krztyny wyobraźni i empatii, by zrozumieć, co czuje pięcioletni chłopiec w takim momencie?
To nie jest kwestia kaprysu czy tego, że dziecko jest wybredne − to jest jawne wykluczenie i pokazanie maluchowi, że dla niego zabrakło tego, co dostali wszyscy inni, bo ktoś nie potrafił poprawnie policzyć dzieci na liście. Ten prezent zastępczy był dla mojego syna symbolem porażki i odrzucenia, a panie wychowawczynie swoim zachowaniem dały rówieśnikom zielone światło do drwin z mojego dziecka.
Bezduszna reakcja personelu przedszkola na łzy dziecka
Kiedy natychmiast poszłam do sali, trzymając w ręku to nieszczęsne różowe pudełko, by żądać wyjaśnień od nauczycielki, spotkałam się z murem totalnej obojętności i bagatelizowania całego problemu. Pani zniecierpliwiona moim widokiem stwierdziła, że przesadzam, robię aferę z niczego i powinnam nauczyć syna, że zabawki nie mają płci, a koraliki świetnie rozwijają motorykę małą u każdego dziecka.
To jest bezczelna manipulacja i zasłanianie się modnymi hasłami o nowoczesnym wychowaniu, podczas gdy pod spodem kryje się zwyczajne niedbalstwo organizacyjne i lenistwo trójki klasowej oraz personelu!
Nikt nie przeprosił mojego syna, nikt nie zapytał, jak on się z tym czuje, ani nie obiecał, że zabawka zostanie wymieniona na taką, o jakiej marzył i jaką dostał każdy jego kolega z grupy. Pani opiekunka odwróciła się na pięcie, rzucając na odchodnym, że powinnam się cieszyć, że dziecko w ogóle cokolwiek dostało. Płacę składki, angażuję się w życie placówki, a moje jedyne dziecko zostaje potraktowane jak zapchajdziura, której można dać resztki ze stołu, byle tylko zgadzały się liczby.
Prezent na odczepnego. Moje dziecko czuje się gorsze
Najgorsze jest to, że ten incydent całkowicie zniszczył radość mojego syna z chodzenia do przedszkola i zasiał w jego małej głowie potężne poczucie niższości. Kubuś prosi, bym nie zawoziła go jutro do przedszkola, bo koledzy znowu będą się z niego śmiać. Ten jeden moment dorosłej bezmyślności zburzył wszystko, co budowaliśmy przez miesiące − pewność siebie mojego dziecka, jego odwagę w grupie i wiarę w to, że pani w przedszkolu to bezpieczny przewodnik, który chroni przed krzywdą.
Apeluję do wszystkich rodziców i nauczycieli − opamiętajcie się i zacznijcie patrzeć na dzieci z uwagą i szacunkiem, na jaki zasługują. Jeśli organizujecie zbiórki i kupujecie prezenty, sprawdzajcie listy sto razy, miejcie w zapasie dwa uniwersalne upominki na wypadek błędu, ale nigdy, przenigdy nie dopuszczajcie do sytuacji, w której jedno dziecko czuje się gorsze i pominięte na oczach całej grupy.
Ja tej sprawy tak nie zostawię, będę żądać oficjalnych przeprosin od dyrekcji, bo łzy mojego syna nad tym różowym pudłem to najwyższa cena, jaką przyszło nam zapłacić za brak serca ludzi, którzy mienią się pedagogami.
Maja
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz też: „Pani z przedszkola nadaje się tylko do zwolnienia. Krzyknęła na moją Julcię i biedactwo się popłakało”