Reklama

Moja Julcia to niezwykle wrażliwe, eteryczne dziecko, które w domu otaczamy samą miłością i nigdy, przenigdy nie podnosimy przy niej głosu. Od kilku dni moja córka budzi się w nocy z płaczem, a rano kurczowo trzyma się futryny drzwi, błagając, bym nie oddawała jej tej złej pani.

Wszystko zaczęło się od incydentu, o którym Julcia opowiedziała mi, dławiąc się łzami: podobno pani z przedszkola wrzasnęła na nią przy wszystkich dzieciach, bo moja córeczka nie chciała sprzątać klocków w tej samej minucie, co reszta grupy. Moje maleństwo tak się wystraszyło tego huku i agresji, że aż się popłakało, a ta kobieta, zamiast ją przytulić i przeprosić, kazała jej usiąść na krześle i przemyśleć swoje zachowanie. Skandal!

Krzyk w przedszkolu to nie jest metoda wychowawcza

Nie zgadzam się na nazywanie krzyku „zaprowadzaniem dyscypliny” − dla mnie to jest czysta przemoc emocjonalna stosowana wobec bezbronnej istoty. Julcia ma cztery lata, ona dopiero uczy się świata, a przedszkole powinno być dla niej bezpieczną przystanią, a nie miejscem, gdzie musi drżeć przed humorem sfrustrowanej nauczycielki. Jeśli ta pani nie ma cierpliwości do dzieci, jeśli przeszkadza jej, że dziecko ma swój rytm i czasem potrzebuje minuty więcej na skończenie zabawy, to znaczy, że absolutnie minęła się z powołaniem i nadaje się tylko do zwolnienia.

Nie po to płacę wysokie czesne, żeby moje dziecko wracało do domu zestresowane. Krzyk jest dowodem na pedagogiczną bezradność, a nie na autorytet, i żadna kobieta nie ma prawa wylewać swoich frustracji na moją córkę.

Dlaczego nauczycielki przedszkola zapominają o empatii?

Kiedy poszłam wyjaśnić tę sprawę, spotkałam się z lodowatym murem i próbą zrobienia ze mnie przewrażliwionej mamuśki. Pani przedszkolanka z wyższością stwierdziła, że tylko stanowczo zwróciła uwagę, bo Julcia ignorowała polecenia. Ale ja znam swoje dziecko! Julcia nie ignoruje, ona po prostu głęboko przeżywa to, co robi, i nagłe, agresywne wtargnięcie w jej świat jest dla niej jak fizyczny cios.

Ta pani nie ma w sobie ani krztyny empatii, nie rozumie, że każde dziecko jest inne i wymaga indywidualnego podejścia, a nie traktowania jak żołnierza w koszarach. Widziałam w jej oczach to zniecierpliwienie i brak miłości do dzieci − ona tam jest tylko dla etatu, a nasze dzieci są dla niej tylko kolejnymi numerkami na liście. Jak taka osoba może w ogóle pracować w oświacie?

Skutki krzyku nauczycielki: trauma u dziecka i strach przed grupą

Najgorsze jest to, że cały ten incydent zniszczył zaufanie Julci do dorosłych i do rówieśników. Moja córka, która wcześniej chętnie bawiła się z dziećmi, teraz wycofuje się i boi się odezwać, żeby znowu ktoś na nią nie krzyknął. Ten jeden moment agresji ze strony nauczycielki zburzył wszystko, co budowaliśmy przez lata − poczucie własnej wartości i bezpieczeństwa mojej córki.

Uważam, że dyrekcja powinna natychmiast zareagować, bo krzyk w przedszkolu to wierzchołek góry lodowej − skoro ta pani potrafi tak wrzasnąć przy innych, to co dzieje się, gdy nikt nie patrzy? Nie spocznę, dopóki ta kobieta nie poniesie konsekwencji, bo dzisiaj ofiarą jest moja Julcia, a jutro może być inne, równie wrażliwe dziecko.

Aneta K.


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: Toksyczna matka zawsze robi tę 1 rzecz, gdy targają nią emocje. Tak wykoleja dziecko

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...