Reklama

Drogie Mamy, piszę ten list w wielkich emocjach, wciąż ocierając łzy, które same płyną mi po policzkach. Moja córeczka, Amelka, ma trzy latka. Jest radosnym, choć wrażliwym dzieckiem, dla którego pójście do przedszkola było ogromnym wyzwaniem. Przez ostatnie miesiące dzielnie walczyłyśmy z porannym płaczem. Wiedziałam, że to trudne, ale panie opiekunki zapewniały mnie, że zaraz po moim wyjściu dziecko się uspokaja i świetnie bawi. Wierzyłam im. Do dzisiaj.

Kiedy weszłam do sali po obiedzie, Amelka nie podbiegła do mnie jak zwykle. Siedziała sztywno na krzesełku, kurczowo ściskając swojego pluszowego króliczka. Gdy tylko mnie zobaczyła, zaczęła zanosić się szlochem, jakiego nigdy wcześniej u niej nie słyszałam. To nie był płacz z radości, że mama już jest. To był płacz ulgi zmieszany z niedowierzaniem. Gdy tylko usiadłyśmy w samochodzie, wtuliła się we mnie i wyszeptała słowa, które sprawiły, że mnie zmroziło: „Pani powiedziała, że jak będę płakać, to ty mnie tu zostawisz i nigdy nie przyjdziesz”.

Przemoc emocjonalna w białych rękawiczkach

Słysząc to, zamarłam. Nie mogłam uwierzyć, że dorosła kobieta, pedagog, osoba, która ma budować w dzieciach poczucie własnej wartości i bezpieczeństwa, mogła użyć tak podłej broni wobec bezbronnego trzylatka. Przecież to jest najgorszy lęk każdego dziecka − lęk przed porzuceniem przez mamę. To jest fundament, na którym opiera się cały świat takiego malucha. Wyobraziłam sobie moją córeczkę, która przez kilka godzin siedziała w przedszkolu, myśląc, że każda kolejna łza oddala ją od powrotu do domu. Że ja, jej mama, mogę ją po prostu zostawić, bo źle się zachowuje.

Moim zdaniem opiekunki nie miały prawa użyć takich słów. To nie jest metoda wychowawcza, to jest czysta przemoc emocjonalna i szantaż, który zostawia ślady w psychice na lata. Jak mam teraz wytłumaczyć Amelce, że przedszkole to dobre miejsce? Jak mam sprawić, by znów mi uwierzyła, gdy rano mówię: „Kochanie, wrócę po ciebie po zupce”? Dla niej te słowa straciły znaczenie, bo pani z przedszkola zasiała ziarno zwątpienia. Wybuchłam płaczem razem z nią, tuląc ją na parkingu przed budynkiem. Czułam się winna, że zostawiłam ją w rękach kogoś tak nieczułego.

Brak empatii tam, gdzie powinna być jej najwięcej

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że kiedy następnego dnia poszłam wyjaśnić tę sytuację, spotkałam się z murem obojętności. Pani opiekunka, z lekkim uśmiechem i lekceważącym tonem, stwierdziła, że pewnie źle zrozumiałam dziecko albo że ona tylko chciała ją uspokoić, bo płacz przeszkadzał innym dzieciom w zabawie. Czy naprawdę spokój w grupie jest wart traumy jednego dziecka? Gdzie podziała się empatia, której tak bardzo uczymy nasze dzieci?

Dla mnie to nie jest tylko jedno zdanie. To jest dowód na całkowite niezrozumienie potrzeb rozwojowych dziecka. Maluch, który płacze w przedszkolu, nie robi tego na złość. On tęskni, czuje się niepewnie, potrzebuje przytulenia i zapewnienia, że mama wróci. Straszenie go porzuceniem to pójście na łatwiznę − dziecko przestaje płakać nie dlatego, że poczuło się lepiej, ale dlatego, że jest sparaliżowane strachem. To cisza okupiona ogromnym kosztem emocjonalnym.

Walka o poczucie bezpieczeństwa własnego dziecka

Nie zostawię tej sprawy. Nie mogę udawać, że nic się nie stało, bo widzę, jak Amelka zmieniła się w ciągu tego jednego dnia. Zaczęła moczyć się przez sen, budzi się z krzykiem i sprawdza, czy na pewno jestem w pokoju. Moje zaufanie do tej placówki zostało zniszczone doszczętnie. Zastanawiam się nad przeniesieniem córki do innego przedszkola, choć wiem, że kolejna zmiana to dla niej dodatkowy stres. Ale czy mogę zostawić ją tam, gdzie miłość matki jest używana jako straszak?

Piszę ten list, aby ostrzec inne mamy. Słuchajcie swoich dzieci, wierzcie w to, co Wam mówią. Czasem pod maską profesjonalnej opieki kryją się metody z poprzedniej epoki. Nasze dzieci mają prawo do płaczu, mają prawo do tęsknoty i przede wszystkim mają prawo do pewności, że mama zawsze po nie wróci, bez względu na wszystko. Nie pozwólmy nikomu niszczyć tej najpiękniejszej więzi, jaką mamy ze swoimi pociechami.

Maria


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: Podejrzała przedszkolanki na placu zabaw. Matka: „Nie mogę się pozbierać po tym, co zobaczyłam”

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...