Reklama

Zaczęło się niewinnie. Chłopiec sięgnął po kiść winogron, oderwał jedno i włożył do ust. Matka od razu powiedziała, żeby przestał, bo przecież jeszcze za nie nie zapłacili. Chwilę później zrobił to ponownie – tym razem spojrzał na nią, jakby specjalnie chciał sprawdzić, czy naprawdę mu zabroni.

„Odłóż to, jeszcze nie zapłaciliśmy”

Kobieta zorientowała się, że chłopiec je winogrona już po pierwszym owocu. Podeszła do niego i spokojnie powiedziała, żeby odłożył kiść do koszyka. Tłumaczyła mu, że najpierw trzeba za zakupy zapłacić, a dopiero potem można jeść.

Chłopiec nie wyglądał jednak na szczególnie przejętego. Oderwał następne winogrono i zjadł je na oczach matki. Ta tym razem powiedziała ostrzej: „Przestań. Mówiłam ci, że nie wolno”. Chłopiec wzruszył ramionami.

Wokół zaczęli pojawiać się ludzie. Ktoś stojący przy sąsiedniej półce spojrzał w ich stronę, starsza kobieta przechodząca z wózkiem zatrzymała wzrok na chłopcu, a matka wyraźnie zaczęła się tym wszystkim przejmować. Nie dlatego, że nie wiedziała, co zrobić. Raczej dlatego, że nagle znalazła się w sytuacji, w której jej własne dziecko postanowiło sprawdzić granice dokładnie tam, gdzie granice są dość oczywiste.

Chłopiec sięgnął po kolejne winogrono. Matka złapała go za rękę i powiedziała: „Naprawdę chcesz, żebym teraz przy wszystkich ci tłumaczyła, że nie wolno?”. I właśnie wtedy było widać, że bardziej niż na samym zachowaniu syna zależy jej już na tym, żeby sytuacja nie zrobiła się jeszcze bardziej niezręczna.

Dziecko sprawdza, jak daleko może się posunąć

Takie sytuacje są dla rodzica wyjątkowo trudne. W domu można spokojnie powiedzieć dziecku, że czegoś nie wolno, poczekać na reakcję i konsekwentnie doprowadzić sprawę do końca. W sklepie, kiedy obok stoją obcy ludzie, pojawia się dodatkowe napięcie. Rodzic zaczyna się zastanawiać, czy dziecko zaraz zrobi coś jeszcze, czy ktoś pomyśli, że nie potrafi go wychować, czy może lepiej odpuścić, żeby nie robić sceny.

Tyle że dziecko bardzo szybko może zauważyć tę różnicę. Wie, że mama jest bardziej spięta niż zwykle. Widzi, że zerka na innych ludzi. I może zacząć sprawdzać, czy zakaz rzeczywiście jest zakazem, czy tylko prośbą, którą można zignorować.

Bo w tej historii nie chodzi przecież o jedno winogrono. Nie chodzi nawet o to, czy ktoś kiedyś spróbował owocu przed zapłaceniem. Chodzi o prostą zasadę: jeśli rodzic mówi „nie”, dziecko powinno wiedzieć, że to coś znaczy.

Wstyd rodzica nie może być granicą

Najtrudniejszy moment przychodzi wtedy, gdy rodzic zaczyna bardziej przejmować się spojrzeniami innych niż samym zachowaniem dziecka. Wstyd jest naturalny. Nikt nie lubi sytuacji, w której jego dziecko zachowuje się niewłaściwie przy obcych ludziach. Ale właśnie wtedy szczególnie łatwo pomylić wychowanie z gaszeniem pożaru.

Dziecko nie potrzebuje rodzica, który za wszelką cenę będzie unikał jego złego zachowania w miejscach publicznych. Potrzebuje dorosłego, który spokojnie i konsekwentnie pokaże mu, że zasady obowiązują również wtedy, kiedy ktoś patrzy.

Może więc czasem lepiej pozwolić sobie na te kilka niezręcznych sekund, powiedzieć „nie” jeszcze raz i nie przejmować się tym, co pomyślą ludzie. Bo dla ośmiolatka ważniejsza od tego, czy mama poczuła wstyd przy półce z winogronami, jest informacja, że jej słowa naprawdę coś znaczą.

Zobacz także: Wysłała 10-latka po zakupy do osiedlowego sklepu. Wrócił z płaczem przez 1 rzecz. „Rośnie nam pokolenie niebieskich ptaków”

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...