Dziecko wyprowadzało psa na osiedlu. „Załatwił na się na chodniku. Zapytałam chłopaka, czy posprząta, i naskoczyła na mnie matka”
Moja siostra Jagoda wróciła ostatnio ze spaceru z psem z historią, która długo nie dawała jej spokoju. Wystarczyło jedno proste pytanie skierowane do małego chłopca, żeby jego mama urządziła jej awanturę. Jagoda do dziś zastanawia się, dlaczego tak trudno było po prostu powiedzieć dziecku: „Posprzątaj po swoim psie”

Podczas spaceru z psem Jagoda zwróciła uwagę na zachowanie chłopca, który mógł mieć nie więcej niż 7, 8 lat. Dziecko prowadziło na smyczy psa i przez chwilę niczym szczególnym nie zwracało na siebie uwagi. Dopiero kiedy pies zatrzymał się i załatwił na chodniku, Jagoda zaczęła obserwować, co zrobi chłopiec.
Nie zrobił nic. Przystanął przy psie i udawał, że nie widzi, a potem zaczął go ciągnąć. Jagoda podeszła więc kawałek i zapytała zupełnie spokojnie:
– Posprzątasz po piesku?
Chłopiec nawet nie zdążył odpowiedzieć.
„Proszę nie zaczepiać mojego dziecka”
Nagle zza rogu wyszła jego mama. Najwyraźniej usłyszała pytanie Jagody i od razu ruszyła w ich stronę. Kobieta była bardzo zdenerwowana i zaczęła krzyczeć, że moja siostra nie ma prawa zaczepiać jej dziecka.
Jagoda próbowała wyjaśnić, że przecież nie krzyczy na chłopca i nie robi mu żadnej awantury. Zapytała tylko, czy posprząta po swoim psie, bo zwierzę załatwiło się na środku chodnika.
To jednak nie uspokoiło sytuacji. Matka chłopca miała powiedzieć Jagodzie, żeby zajęła się swoim psem, a nie cudzym dzieckiem. W emocjach nazwała nawet jej zwierzę „kundlem”, choć – jak opowiada moja siostra – sama nie miała pojęcia, dlaczego zwykłe pytanie wywołało aż taką reakcję.
– Ja sprzątam za każdym razem, a skoro pies załatwił się na środku chodnika, to jest to dla mnie oczywiste, że trzeba to sprzątnąć. A ten chłopak miał nawet woreczki przy smyczy, więc koncept chyba był mu znany – opowiada Jagoda.
Dziecko trzeba przecież tego nauczyć
Siedmiolatek nie musi jeszcze być w 100 proc. samodzielny i trudno oczekiwać, że będzie wiedział wszystko. Ale jeżeli rodzic pozwala mu samemu wyprowadzać psa, warto chyba przy okazji nauczyć go również, że po zwierzęciu trzeba posprzątać.
To nie jest przecież wiedza, z którą człowiek się rodzi. Dziecko trzeba nauczyć, że nie zostawia się papierków na ławce, nie niszczy wspólnych rzeczy i nie zostawia psiej kupy na chodniku. Czasem wystarczy jedno krótkie przypomnienie i nie ma w tym niczego upokarzającego.
Jagoda podkreśla, że gdyby chłopiec powiedział, że nie ma woreczka albo nie wie, co zrobić, nie robiłaby z tego problemu. Sama mogłaby mu nawet taki woreczek dać. Nie chodziło jej o karcenie dziecka, tylko o zwykłą reakcję na sytuację, która dotyczyła również innych mieszkańców osiedla.
Czy każda uwaga musi kończyć się awanturą?
Ta historia przypomniała mi o czymś, co coraz częściej widać w codziennych sytuacjach. Oczywiście rodzic powinien reagować, kiedy ktoś naprawdę krzywdzi jego dziecko albo traktuje je niesprawiedliwie. Trudno jednak uznać spokojne pytanie o posprzątanie po psie za atak na siedmiolatka.
Można było przecież zakończyć tę sytuację w kilkanaście sekund. Mama mogła podejść do syna i powiedzieć: „Chodź, weź woreczek i posprzątaj po piesku”. Chłopiec zrobiłby to, Jagoda poszłaby dalej ze swoim psem i prawdopodobnie nikt nie pamiętałby o całej sprawie następnego dnia.
Zamiast tego zrobiła się awantura, a dziecko zobaczyło, że kiedy ktoś zwraca uwagę na jego zachowanie, dorosły natychmiast rusza do obrony.
I chyba właśnie to najbardziej dało Jagodzie do myślenia. Nie chodzi o to, żeby obcy ludzie wychowywali nasze dzieci. Chodzi o to, żebyśmy sami nie odbierali im każdej okazji do nauczenia się odpowiedzialności za własne zachowanie.
Bo sprzątanie po psie naprawdę nie jest karą. To po prostu jedna z rzeczy, których trzeba dziecko nauczyć.