Reklama

Ostatnio podczas powrotu z wieczornego spaceru byłam świadkiem sytuacji, która dosłownie odebrała mi mowę i na długo zostawiła z poczuciem niepokoju. Na naszej klatce schodowej rozegrała się scena, która nie pozostawia żadnych złudzeń co do kierunku, w jakim zmierza współczesne wychowanie bez żadnych barier.

Postawa 15-letniego syna sąsiada i jego całkowita bezradność wobec najprostszego problemu technicznego po prostu przeraża i pokazuje bolesną prawdę. W imię źle pojętej miłości hodujemy pokolenie ciepłych kluch, które uważa, że wszystko powinno dziać się samo lub za kliknięciem jednego przycisku na ekranie telefonu.

Ta historia to doskonały punkt wyjścia do dyskusji o tym, jak wielką krzywdę wyrządzamy nastolatkom, odcinając ich od normalnych, życiowych wyzwań i domowych obowiązków.

Zwykła awaria w bloku. Jak zgaśnięcie światła unieruchomiło młodego człowieka

Całe to kłopotliwe i dające do myślenia zdarzenie miało miejsce w deszczowy wieczór, kiedy na naszym piętrze po prostu spaliła się zwykła żarówka, przez co cały korytarz utonął w półmroku. Jedyne światło wpadało z małego okna na półpiętrze. W tym samym momencie windą wjechał syn sąsiadów, dorastający, postawny chłopak ze słuchawkami na uszach.

Widząc, że nad jego drzwiami jest ciemno, chłopak nie potrafił trafić kluczem do zamka. Zamiast włączyć latarkę w telefonie, który trzymał w dłoni, albo podejść do włącznika światła kilka metrów dalej, chłopak po prostu usiadł na schodach i zaczął grzebać w telefonie.

Wyniosłam z domu nową żarówkę i spokojnie powiedziałam mu, że wystarczy odkręcić klosz i wkręcić nową, co zajmie dosłownie pół minuty. Był wyższy ode mnie, więc wydało mi się naturalne, że to zrobi. Ale reakcja tego 15-latka po prostu zwaliła mnie z nóg.

Całkowity brak podstawowej wiedzy. Proste zadanie przerosło nastolatka

Chłopak popatrzył na mnie z jakimś takim zniechęceniem, schował ręce do kieszeni i oświadczył, że on nie zamierza się brudzić, bo to nie jest jego robota. Dodał, że od takich rzeczy jest administracja budynku, a nie lokatorzy, i on nie będzie ryzykował, że coś zepsuje, skoro nikt mu za to nie płaci.

Traf chciał, że po chwili na to samo piętro wjechał sąsiad, który od razu wziął nową żarówkę i poprosił chłopaka, żeby chociaż poświecił mu telefonem. On jednak wolał w tym czasie przeglądać internet i fukać pod nosem, że to najgorszy blok na świecie.

Konsekwencje cieplarnianego wychowania. Jak ułatwianie wszystkiego niszczy przyszłość młodzieży

Ta scena z klatki schodowej to niestety kolejny przykry dowód na to, jak bardzo współczesne pokolenie rodziców potrafi zatracić granicę między mądrą opieką a kompletnym wyręczaniem dzieci. W imię chronienia młodzieży przed jakimkolwiek wysiłkiem, usuwamy im spod nóg wszelkie przeszkody. Dzisiejsze nastolatki potrafią montować filmiki i grać w sieci, ale zderzenie ze śrubką, cieknącym kranem czy koniecznością przygotowania prostego posiłku wywołuje u nich natychmiastową rezygnację.

Zrobiliśmy z dzieci święte krowy, które nie mają w domach absolutnie żadnego harmonogramu obowiązków. Człowiek, który w wieku piętnastu lat nie ma pojęcia o podstawowych domowych czynnościach i woli czekać na wycieraczce, aż ktoś inny rozwiąże za niego problem, w dorosłym życiu zderzy się z realiami w sposób absolutnie katastrofalny. Czas zacząć wymagać od dzieci zaradności, bo fizyczna praca i radzenie sobie z drobnymi awariami to jedyna przepustka do bycia samodzielnym człowiekiem.

Zobacz też: Po urlopie na kempingu wiem jedno, ci młodzi przepadną w dorosłości. Scena na pomoście nie zostawia żadnych złudzeń

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...