Karmią przedszkolaki awokado i ube. „Może wyjdę na nowobogacką, ale przynajmniej wiem, za co płacę”
Przedszkolne menu coraz rzadziej kojarzy się z zupą mleczną, parówkami z wody i biszkoptami. Czy serwowanie maluchom słupków warzyw z hummusem i tostów z awokado to rzeczywiście krok w stronę lepszego żywienia, czy może kolejny sposób, by poróżnić rodziców?

Chyba wszyscy znamy typowe „menu dla dzieci” – czy to w restauracjach, czy właśnie w przedszkolu. Nuggetsy i kotleciki z kurczaka, spaghetti, zupa pomidorowa... Na szczęście żywienie w przedszkolach coraz częściej staje się częścią filozofii placówki i elementem, którym można przyciągnąć rodziców.
W ofertach przedszkoli, nie tylko prywatnych, pojawiają się informacje o autorskich jadłospisach, opiece dietetyka, lokalnych produktach, ograniczaniu cukru i „edukacji żywieniowej”.
Ostatnio znajoma nauczycielka przedszkolna przyznała mi się, że czasem to wolałaby, żeby podać dzieciakom ten nieszczęsny makaron z truskawkami i cukrem, i mieć spokój. Spokoju nie ma, bo – jak podkreśla – rodzice prześcigają się w coraz dziwniejszych pomysłach na urozmaicenie diety przedszkolaków.
Bo czy kilkuletnie dziecko naprawdę musi znać guacamole? A może to bardziej potrzeba rodziców i uleganie instagramowej presji? Zapytałam kilku mam przedszkolaków o ich podejście.
Dni kuchni świata w przedszkolu
W nowoczesnych placówkach popularne są dziś dni tematyczne związane z kuchniami świata. W jednym miesiącu maluchy poznają greckie smaki i jedzą pitę z kurczakiem i oliwkami, innym razem zajadają się niemiecką sałatką ziemniaczaną i Apfelstrudlem na deser.
Z jednej strony brzmi to świetnie — dzieci próbują nowych smaków, uczą się otwartości i różnorodności. Z drugiej coraz więcej rodziców zastanawia się, czy przedszkola nie zaczynają przesadzać z „modnym jedzeniem”.
– Mój syn chodzi do prywatnego przedszkola z własną kuchnią i dietetyczką. Ostatnio na śniadanie były tosty z awokado, a na podwieczorek ube pancakes. Przyznam szczerze: byłam w szoku, kiedy zobaczyłam to w aplikacji. Musiałam wygooglać, co to jest to ube – mówi Alicja, mama 5-latka.
– Jednocześnie pomyślałam: przynajmniej wiem, za co płacę. Dzieci mają świeże jedzenie, dużo warzyw, poznają nowe smaki. Sama w dzieciństwie płakałam nad talerzem zupy mlecznej z kożuchem. Nie chcę, żeby moje dziecko miało takie same wspomnienia – dodaje.
To właśnie ten argument pojawia się dziś najczęściej. Wielu rodziców uważa, że nowoczesne menu to inwestycja w zdrowie dzieci i sposób na walkę z fatalnymi nawykami żywieniowymi, o które we współczesnym świecie nietrudno.
Dzieci i tak wolałyby naleśniki
Nie wszyscy jednak podchodzą do tego trendu z entuzjazmem.
– Moja córka chodzi do publicznego przedszkola i szczerze? Czasem zazdroszczę tych pięknych jadłospisów z prywatnych placówek – mówi Joanna, mama 4-latki i 8-latka.
– Może i trochę zwariowaliśmy, bo dzieci mają po cztery lata, a rodzice licytują się, kto serwuje bardziej egzotyczne jedzenie. Tylko potem większość dzieci i tak chce zjeść zwykłego naleśnika albo pomidorową. W przedszkolu u mojej Janki właśnie takie jedzenie serwują i młoda nigdy nie narzeka. Przynajmniej wiem, że nie chodzi głodna – dodaje.
Coraz częściej pojawia się też pytanie o dzielenie dzieci na podstawie zasobności portfelów ich rodziców. W końcu nowoczesna kuchnia zwykle oznacza wyższe czesne, dodatkowe opłaty i placówki dostępne głównie dla bardziej zamożnych rodzin.
„Ja też jadłam parówki i żyję”
– Widzę w internecie te wszystkie zachwyty nad przedszkolnymi menu i czasem mam wrażenie, że rodziców bardziej ekscytuje jedzenie niż same dzieci – zastanawia się Marta, mama 6-latki.
– Oczywiście, zdrowe jedzenie jest ważne, ale bez przesady. Ja jadłam w przedszkolu parówki, biały chleb i piłam kakao, z którego zdejmowałam kożuch, i naprawdę żyję. Całkiem nieźle. Dzisiaj wszystko musi być bio, fit i instagramowe. Nawet przedszkole zaczyna wyglądać jak modna restauracja, tylko gwiazdek Michelin brakuje – śmieje się.
Trudno nie zauważyć, że jedzenie stało się dziś częścią rodzicielskiej tożsamości. Dobre menu w przedszkolu bywa powodem dumy, a zdjęcia kolorowych posiłków regularnie trafiają do mediów społecznościowych i grup dla rodziców.
Tylko czy w tym wszystkim nadal chodzi o dzieci? A może bardziej o dorosłych, którzy chcą mieć poczucie, że zapewniają swoim dzieciom „najlepszy start”? Jedno jest pewne — przedszkolny obiad już dawno przestał być tylko zwykłym obiadem.
Napisz do mnie: hanna.szczesiak@burdamedia.pl
Zobacz także: „Moje dziecko poślę do leśnego przedszkola. Nie pozwolę opiekunkom kisić Mikołajka w sali”