Reklama

Wyjście z dzieckiem w turystyczne, zatłoczone miejsca zawsze wymaga od nas sporej uważności i trzymania się jasnych zasad. Ostatnio znajoma wróciła z Zakopanego i opowiedziała mi o sytuacji, którą widziała tuż obok jednego ze straganów. Rozegrała się tam niesamowicie krępująca scena, która w ułamku sekundy przyciągnęła uwagę dziesiątek przechodniów. Pewien 5-latek urządził rodzicom taką awanturę, że jego mama spłonęła ze wstydu, stojąc bezradnie na środku ulicy. Doszło do tego, że ludzie stojący wokół wyciągali telefony, żeby nagrać cały ten cyrk.

Jako mama doskonale rozumiem, jak trudne bywa opanowanie dziecięcej histerii przy obcych, ale ta konkretna sytuacja idealnie pokazała, do czego prowadzi uleganie każdemu kaprysowi malucha. To świetny moment, żeby bez złośliwości przyjrzeć się temu, jak łatwo dać sobie wejść na głowę własnemu dziecku.

Wielkie emocje przy stoisku z pamiątkami. Jak plastikowy gadżet wywołał burzę

Całe to zdarzenie miało miejsce po południu, kiedy Krupówki pękały w szwach od spacerujących ludzi. Rodzina z małym chłopcem zatrzymała się przy jednym z kolorowych straganów, gdzie wystawione były plastikowe, świecące ciupagi, pluszowe gęsi i inne rzucające się w oczy pamiątki. Chłopiec od razu upatrzył sobie wielką, hałaśliwą zabawkę na baterie i zażądał, żeby tata natychmiast mu ją kupił.

Kiedy mama spokojnie wytłumaczyła synowi, że dostanie prezent pod koniec wyjazdu i teraz nie ma sensu brać kolejnego plastiku, w małego człowieka wstąpił jakiś demon. Chłopiec nie zamierzał negocjować ani słuchać logicznych argumentów dorosłych. Zaczął głośno krzyczeć, piszczeć i tupać nogami, a gdy to nie pomogło, postanowił zastosować znacznie bardziej drastyczne metody, które postawiły jego rodziców pod ścianą.

Wymuszanie na środku deptaku. Matka chciała zapaść się pod ziemię

Chłopiec bez cienia skrępowania rzucił się plackiem na brudną posadzkę, zaczął tarzać się w kurzu i z całym impetem uderzać rękami w ziemię. Na tym jednak nie koniec, bo chcąc za wszelką cenę postawić na swoim, maluch zaczął zrzucać z półek straganu oscypki, magnesy i niszczyć towar należący do sprzedawcy. Kiedy zszokowana i czerwona z zażenowania matka próbowała podnieść syna, chłopak zaczął ją bezczelnie kopać, gryźć po rękach i krzyczeć na całe Zakopane, że rodzice go biją.

Wokół rodziny w ułamku sekundy utworzyło się potężne zbiegowisko. Ludzie zatrzymywali się, szeptali między sobą, a niektórzy wyciągali telefony, żeby nagrać filmik. Sprzedawca zaczął głośno domagać się pieniędzy za zniszczone pamiątki, a bezradna mama stała tam zszokowana, nie wiedząc, czy ma uciekać, płakać, czy po prostu ulec i kupić tę nieszczęsną zabawkę dla świętego spokoju.

Pułapka ulegania fochom. Czego uczy nas publiczna lekcja z Krupówek

Ta trudna i niezwykle krępująca scena z Zakopanego to niestety klasyczny przykład na to, jak wielkim błędem bywa wychowanie bez żadnych barier i zakazów. W imię ochrony dziecka przed jakimkolwiek stresem i ze strachu przed jego krzykiem, dorośli bardzo często wolą ustąpić i spełnić każdą zachciankę. Zapominają przy tym, że mały człowiek, który nie zna słowa „nie”, uczy się terroryzować swoje otoczenie i wykorzystywać publiczną presję przeciwko własnym rodzicom.

Mądre rodzicielstwo wymaga od nas zachowania zimnej krwi, nawet gdy patrzy na nas cały tłum obcych ludzi. Uleganie histerii w sklepie czy na deptaku to najgorsza rzecz, jaką możemy zrobić, bo w ten sposób dajemy dziecku jasny komunikat, że wrzask i agresja to najskuteczniejsze narzędzia do osiągania celów. Potem może być już tylko gorzej.

Zobacz też: Wstyd na całego w miejskim aquaparku. „Moja 5-letnia córka zrobiła przy ratowniku coś, przez co do teraz się czerwienię”

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...