Przez cały rok żyliśmy nadzieją, że w te wakacje w końcu uda nam się zabrać dzieci na prawdziwe all inclusive, pokazać im błękitne morze i zjeść kolację pod palmami bez liczenia każdego grosza. Mąż ciężko pracuje, bierze nadgodziny, cieszył się z każdej premii, a ja starałam się oszczędzać, na czym się da, żeby odłożyć na ten jeden tydzień luksusu. Jednak kiedy przyszło do płacenia, okazało się, że nasze oszczędności i ta niby dobra pensja to w dzisiejszych czasach jedynie marny żart, który nie starczy nawet na zaliczkę w przyzwoitym biurze podróży.

WIDEO…

player placeholder

Czuję ogromny wstyd i upokorzenie, że będąc ludźmi pracującymi, musimy wybierać między sypiącą się dyktą nad jeziorem a brakiem jakiegokolwiek wyjazdu.

Marzenia o Grecji brutalnie zweryfikowane przez biura podróży

Kiedy weszłam na stronę biura podróży i wpisałam naszą czteroosobową rodzinę, system wypluł kwoty, które sprawiły, że krew odpłynęła mi z twarzy. Tydzień na Krecie w hotelu średniej klasy to wydatek rzędu 16-18 tysięcy złotych, a przecież trzeba doliczyć jeszcze wydatki na miejscu. Skąd my mamy wziąć takie pieniądze, skoro 8 tysięcy pensji męża ledwo starcza na ratę kredytu, rachunki, benzynę i coraz droższe jedzenie dla dzieci? Nawet gdybyśmy przez pół roku nie kupili sobie ani jednej koszulki, to i tak by nie wystarczyło.

Zobacz także:

Dla kogo są te wycieczki, skoro polska klasa średnia, do której niby należymy, nie może sobie na nie pozwolić bez brania pożyczki? Patrzyłam na te zdjęcia błękitnej wody i czułam, jak serce mi pęka, bo wiem, że moje dzieci znów będą oglądać takie widoki tylko na ekranie tabletu. System finansowy nas po prostu pożarł i wypluł, zostawiając z poczuciem, że mimo starań, wciąż jesteśmy na dnie. Grecja stała się dla nas symbolem statusu, do którego nigdy nie dociągniemy, a pensja, która kiedyś wydawała się solidna, dziś ledwo starcza na przeżycie od pierwszego do pierwszego w mieście.

Powrót do przeszłości, czyli wakacje w ośrodku z dykty

Zamiast all inclusive, zaczęłam szukać czegokolwiek, co nie zrujnuje nas do reszty, i tak wylądowałam na stronach starych ośrodków wypoczynkowych, które pamiętają pewnie jeszcze młodość moich rodziców. Znalazłam domek nad jeziorem, w którym meblościanka prosi o litość, a zapach wilgoci bije nawet ze zdjęć, ale na to nas przynajmniej stać bez konieczności głodowania przez resztę roku. To jest upokarzające, że w 2026 roku szczytem moich możliwości finansowych jest miejsce, gdzie standard zatrzymał się w latach osiemdziesiątych.

Pojedziemy tam, będziemy gotować słoiki przywiezione z domu, bo wyjście do restauracji z dwójką dzieci to koszt rzędu trzystu złotych za jeden obiad. Będziemy siedzieć na tych skrzypiących tapczanach i udawać przed dziećmi, że to wielka przygoda, a ja w środku będę płakać nad naszym losem. Dlaczego w kraju, w którym tyle mówi się o wspieraniu rodzin, wakacje stały się towarem luksusowym dostępnym tylko dla garstki wybranych? Dlaczego człowiek, który zarabia 8 tysięcy, musi czuć się jak żebrak, wybierając między noclegiem w skansenie a siedzeniem w bloku?

Poczucie porażki i rozczarowanie polską rzeczywistością

Najgorsze w tym wszystkim jest widzieć zawód w oczach męża, który czuje się winny, że jego praca nie zapewnia nam godnego wypoczynku. On widzi, że inne rodziny wrzucają zdjęcia z egzotycznych plaż i pyta mnie, co robimy nie tak, skoro u nas ledwo starcza na polskie pojezierze. To niszczy naszą relację i sprawia, że zaczynamy nienawidzić tego systemu, który premiuje tylko najbogatszych. Jesteśmy pokoleniem, które miało mieć wszystko, a kończymy w domkach z dykty, licząc każdą złotówkę wydaną na loda dla dziecka.

Piszę to, żeby inne matki wiedziały, że nie są same w tym upokorzeniu. Wiele z nas płacze po nocach nad kalkulatorem, czując, że zawiodły swoje dzieci, bo nie stać ich na słońce i basen. Polska rzeczywistość stała się okrutna dla rodzin − albo masz ogromne pieniądze, albo musisz zadowolić się resztkami z pańskiego stołu w postaci starych domków wypoczynkowych. Mam nadzieję, że kiedyś to się zmieni, ale na razie pakuję te nasze słoiki i szykuję się na wakacje, których szczerze nienawidzę jeszcze zanim się zaczęły.

Olga


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: To imię dla dziewczynki królowało w PRL. Dziś to obciach nazwać tak córkę