„To moje dziecko i moja sprawa”. Matka nie zamierza spowiadać się z nieobecności w szkole
Nowe przepisy oświatowe, które wejdą w życie wraz z nowym rokiem szkolnym, już teraz budzą ogromne kontrowersje wśród rodziców. Poznaj pełne buntu i emocji stanowisko mamy, która uważa, że zmuszanie do ujawniania powodów absencji dziecka to jawne naruszenie prywatności rodziny.

Droga Redakcjo! Piszę do Państwa, ponieważ zaledwie kilka dni temu na zebraniu podsumowującym rok szkolny w klasie mojego syna usłyszałam informację, która dosłownie zagotowała we mnie krew. Wychowawczyni z pełną powagą zapowiedziała nam, że od września prawdopodobnie wejdą w życie nowe, o wiele bardziej rygorystyczne zasady dotyczące usprawiedliwiania nieobecności uczniów w szkole podstawowej.
Do tej pory sprawa była prosta i opierała się na wzajemnym zaufaniu: pisałam w systemie Librus krótką wiadomość, że proszę o usprawiedliwienie syna w danym dniu z przyczyn osobistych, podpisując się jako rodzic. Od nowego roku szkolnego takie ogólne formułki mają jednak przestać przechodzić, a system wymusi na nas szczegółowe podanie konkretnego powodu, dla którego dziecko nie pojawiło się na lekcjach. Dla mnie to jest jawne przekroczenie wszelkich dopuszczalnych granic oraz traktowanie dorosłych, odpowiedzialnych ludzi jak niesfornych nastolatków.
Chcę powiedzieć to głośno i z pełnym przekonaniem: to moje dziecko i moja sprawa, a szkoła nie jest instytucją śledczą, przed którą mam obowiązek spowiadać się z każdego kroku i intymnego szczegółu z życia naszej rodziny.
Nowe zasady usprawiedliwiania nieobecności to jawna inwigilacja
Moje oburzenie wynika z faktu, że szkoła coraz mocniej próbuje wchodzić buciorami w sferę, która powinna być absolutnie nietykalna i chroniona prawnie. Dlaczego obcy ludzie, jakimi w gruncie rzeczy są nauczyciele, mają wiedzieć, czy mój syn opuścił lekcje, bo jechaliśmy na pogrzeb w odległej części kraju, czy po prostu mieliśmy ważną wizytę u specjalisty, o której nie chcę rozpowiadać? Żyjemy w czasach, kiedy na każdym kroku mówi się o ochronie danych wrażliwych i prawie do prywatności, a tymczasem system oświaty próbuje zmusić mnie do publicznego obnażania naszych domowych problemów czy planów.
Uważam, że jeśli jako prawny opiekun podejmuję decyzję, że moje dziecko w poniedziałek nie idzie do szkoły, to biorę za to pełną odpowiedzialność i nikt nie ma prawa żądać ode mnie raportu z tej decyzji. To ja odpowiadam za jego edukację, ja nadrabiam z nim zaległości w domu i ja dbam o to, by miał dobre oceny na koniec semestru. Zmuszanie matek i ojców do pisania wypracowań o tym, czy powodem absencji była rewolucja żołądkowa, kryzys emocjonalny czy po prostu chęć spędzenia jednego dnia razem po ciężkim tygodniu, to zwyczajne upokorzenie. Szkoła powinna skupić się na poziomie nauczania, który pozostawia dziś wiele do życzenia, a nie na tworzeniu kolejnych barier biurokratycznych, które mają na celu jedynie kontrolowanie i zastraszanie rodziców.
Rodzic w szkole też ma prawa
Wielu pedagogów twierdzi, że te nowe, restrykcyjne przepisy są wprowadzane po to, by walczyć z wagarami oraz samowolnym przedłużaniem wakacji czy weekendów przez zamożniejszych rodziców. Może i są tacy, którzy nadużywają systemu, ale dlaczego z powodu marginesu ma cierpieć cała reszta uczciwych, dbających o swoje dzieci ludzi? Dla mnie prawo rodzica do decydowania o losie swojego niepełnoletniego dziecka stoi o wiele wyżej niż jakikolwiek wewnętrzny regulamin placówki edukacyjnej, który od września zmieni nasze życie w ciągły stres i tłumaczenie się.
Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której nauczyciel będzie oceniał, czy powód, który wpisałam w Librusie, jest wystarczająco dobry, by zaszczycić mojego syna usprawiedliwieniem. Co się stanie, jeśli wpiszę, że syn był po prostu skrajnie zmęczony po maratonie sprawdzianów i pozwoliłam mu odespać, a szkoła uzna to za kaprys i wpisze mu godziny nieusprawiedliwione, co automatycznie obniży jego ocenę z zachowania? To jest mechanizm czystego szantażu emocjonalnego i urzędniczej bezduszności, który niszczy i tak już niezwykle napięte relacje na linii rodzice a grono pedagogiczne w naszym kraju.
Będę walczyć o godność rodziny
Chcę zadeklarować wprost na łamach Państwa portalu, że od września nie zamierzam podporządkować się tym nowym, absurdalnym wymogom i będę konsekwentnie bojkotować te przepisy. Jeśli system zmusi mnie do wpisania powodu, będę konsekwentnie wpisywać jedną i tę samą regułkę: przyczyny osobiste znane rodzicom, i niech dyrekcja robi z tym, co chce, łącznie z nasyłaniem na mnie kuratora oświaty. Nie dam się zastraszyć i nie pozwolę na to, by ktokolwiek łamał moją godność oraz suwerenność mojej rodziny w imię chorych, biurokratycznych procedur.
Apeluję do wszystkich mam i ojców, którzy czują podobny bunt przed nadchodzącym rokiem szkolnym: nie bądźmy bierni i nie zgadzajmy się potulnie na każdą bzdurę, którą serwuje nam system. Nasze dzieci to nie są numery w dzienniku należące do państwa, to są nasi synowie i córki, i to my mamy wyłączne prawo decydować, kiedy i z jakiego powodu zostają w domu.
Ewelina
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz też: „Wakacje z dziećmi to nie odpoczynek, to katorga”. Rodzice drżą ze strachu przed urlopem