Reklama

Do Sephory weszłam dosłownie na chwilę – powąchać perfumy, o których mówiła mi mama. Miałam tam spędzić nie więcej niż 2 minuty, ale jedna scena zatrzymała mnie na dłużej.

Dzieci Sephory w natarciu

Przy jednym ze stoisk stały trzy dziewczynki. Wyglądały na 10, 11 lat, ale równie dobrze mogły mieć 8 albo i 15. Były w szale testowania produktów, chociaż testowaniem bym tego nie nazwała. Jedna wyciskała na dłoń podkład, jeden, drugi, trzeci. Druga mieszała to wszystko palcem na dłoni koleżanki, zastanawiając się, czy ten odcień będzie jej pasował. Trzecia przeglądała się w lusterku, nakładając na usta kolejne pomadki. Ścierała je dostępnymi dla klientów chusteczkami, które później lądowały na podłodze.

– Daj jeszcze tą. Ta będzie miała fajny kolor – mówiła, wskazując kolejną szminkę na półce.

W tym samym czasie na ręce drugiej koleżanki zaczęły trafiać swatche cieni z kosztującej kilkaset złotych paletki.

To nie wyglądało jak sprawdzanie kosmetyków przed zakupem. Dziewczynki bardziej przypominały dzieci robiące doświadczenie z chemii niż klientki drogerii.

Kilka kroków dalej stała kobieta. Zerkała w ich stronę, potem rozglądała się po sklepie. Przez większość czasu wpatrywała się w telefon. Po chwili zniecierpliwiona krzyknęła:

– Długo jeszcze?

– Zaraz, mamo, już kończymy – usłyszała w odpowiedzi.

A dziewczynki zaczęły dobierać się do kolejnej półki, tym razem z pielęgnacją twarzy znanej koreańskiej marki. Czy to są te słynne Sephora Kids?

Pokolenie Sephora: kiedy dorośli zaczną wyznaczać granice?

Termin Sephora Kids narodził się w mediach społecznościowych, głównie na TikToku. Określa dzieci – najczęściej w wieku od około 8 do 13 lat – które fascynują się pielęgnacją skóry i luksusowymi kosmetykami sprzedawanymi w drogeriach takich jak Sephora.

Moda na Sephora Kids zaczęła się od fascynacji pielęgnacją skóry i kosmetycznymi nowinkami. Dziś coraz częściej mówi się jednak o zupełnie innym problemie – niszczeniu testerów, marnowaniu produktów i traktowaniu drogerii jak miejsca do nagrywania filmów na TikToka.

To już nie tylko kwestia wydawania pieniędzy rodziców na kosmetyki, których dzieci nie potrzebują. Coraz częściej cierpią na tym także pracownicy sklepów, którzy muszą sprzątać zniszczone stoiska, oraz inni klienci, którzy nie mają możliwości normalnie przetestować produktów.

Patrząc na to, co zobaczyłam w Sephorze, trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że największym problemem nie są wcale dzieci. Problemem są dorośli, którzy nawet stojąc obok, udają, że nie widzą.

Zobacz także: Nawet 9-latki boją się starości. „Córka prosiła, bym kupiła jej krem anti-aging, bo wszystkie koleżanki takich używają”

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...