„Zarabiamy 18 tys. zł i 800 plus nie wystarcza”. Rodzice chcą więcej pieniędzy od państwa
„800 plus to już za mało” – twierdzi prof. Julian Auleytner, pomysłodawca programu 500 plus. Zdaniem ekonomisty rodziny powinny dostawać co najmniej 1000 zł na dziecko. Dla jednych to konieczne wsparcie, dla innych – kolejny krok do „rozdawnictwa”.

W obecnej formie program 800 plus działa od 1 stycznia 2024 roku. Jedyna zmiana w wysokości świadczenia to podwyżka z 500 do 800 zł. Poza tą jednorazową zmianą kwota świadczenia nie jest waloryzowana. To znaczy, że choć na konto wciąż wpływa 800 zł, realnie można za nie kupić coraz mniej.
Według prof. Juliana Auleytnera, ekonomisty i pomysłodawcy programu 500 plus, obecna realna wartość świadczenia to już tylko ok. 739 zł. W rozmowie z „Faktem” ekspert zasugerował, że państwo powinno wypłacać rodzinom co najmniej 1000 zł na dziecko, a najlepiej dokładnie 1080 zł. Tyle dziś wynosi minimum egzystencji dla dziecka w rodzinie z dwojgiem dzieci.
Profesor przekonuje, że wysokość świadczenia nie powinna zależeć od politycznej decyzji tuż przed wyborami, ale być automatycznie powiązana z kosztami życia. W 2016 roku 500 plus stanowiło 106 proc. minimum egzystencji. Po latach, mimo podwyżki do 800 zł, świadczenie pokrywa już tylko 78 proc. tej kwoty.
„Za 800 zł nie da się dziś utrzymać dziecka”
Rodzice nie mają wątpliwości, że pieniądze z programu nie wystarczają już na tyle, co kilka lat temu. Wystarczy spojrzeć na ceny jedzenia, ubrań, zajęć dodatkowych czy rachunków.
– Kiedyś za 500 plus mogłam kupić córce buty, kurtkę i jeszcze zostało na zajęcia. Dziś 800 zł znika w kilka dni. Same zakupy spożywcze kosztują nas dużo więcej niż rok temu – mówi mama dwójki dzieci.
Najbardziej odczuwają to rodziny wielodzietne. Dla nich 800 plus jest realnym wsparciem, ale coraz częściej tylko częściowo pokrywa wydatki. Bo choć w teorii więcej dzieci to więcej pieniędzy, w praktyce koszty życia znacząco rosną.
– Mam trójkę dzieci i nie wyobrażam sobie, żeby tego świadczenia nie było. Ale prawda jest taka, że ono już nie daje takiego poczucia bezpieczeństwa jak kiedyś. Wszystko podrożało: obiady w szkole, buty, nawet zwykłe zeszyty – mówi mama z Poznania.
To właśnie na takie sytuacje powołuje się prof. Auleytner. Jego zdaniem świadczenie powinno być traktowane nie jako „prezent od państwa”, ale inwestycja w dzieci. Profesor uważa, że dziecko jest przyszłym podatnikiem, więc państwo powinno zagwarantować mu minimum potrzebne do życia.
1000 plus dla wszystkich czy tylko dla najbiedniejszych?
Wraz z pomysłem podwyżki wróciła też stara dyskusja: czy pieniądze powinny dostawać wszyscy, czy tylko rodziny o niskich dochodach. Coraz więcej osób uważa, że bogaci rodzice nie potrzebują 800 plus, a państwo powinno pomagać tylko tym, którzy naprawdę mają problem z utrzymaniem dzieci.
Prof. Auleytner się z tym nie zgadza. Podkreśla, że wszystkie dzieci mają takie same prawa, niezależnie od tego, ile zarabiają ich rodzice. Dlatego – jego zdaniem – świadczenie powinno nadal być powszechne. Dotyczy to także dzieci cudzoziemców, jeśli ich rodzice pracują i płacą podatki w Polsce.
– Razem z mężem zarabiamy około 18 tys. zł miesięcznie na rękę, mamy dwoje dzieci. Ktoś powie, że przy takich zarobkach 800 plus nie robi różnicy. A jednak, kiedy płacimy za przedszkole prywatne, angielski, basen, ubrania, wizyty u lekarza i zwykłe zakupy, widzę, jak szybko te pieniądze znikają. Nie uważam, że żyjemy skromnie, ale też nie mam poczucia, że 800 zł dziś naprawdę wystarcza na potrzeby dziecka – mówi mama 4- i 6-latka.
Na razie rząd nie zapowiedział prac nad „1000 plus”. Sam prof. Auleytner przyznaje jednak, że temat może wrócić przed wyborami w 2027 roku. Jego zdaniem to nie kwestia tego, czy świadczenie wzrośnie, ale kiedy politycy uznają, że 800 zł przestało wystarczać.
Zobacz także: 800 plus to za mało: kiedy wejdzie 1000 plus? Ekonomista: „To minimum egzystencji”