Reklama

Niestety, patrząc na to, co wyprawia moja synowa z moją jedyną wnuczką, widzę, że te wartości legły w gruzach. To, co wydarzyło się podczas ostatniej mszy świętej, woła o pomstę do nieba i jest jawnym dowodem na to, do czego prowadzi tak zwane „bezstresowe wychowanie”.

Skandal podczas mszy, którego nie zapomnę do końca życia

Wzięłam moją 5-letnią wnuczkę, Amelkę, do kościoła, bo synowa jak zwykle miała coś do załatwienia. Już od progu świątyni mała była marudna. Zamiast stać spokojnie lub usiąść, kręciła się, zaglądała pod ławki i co chwilę pytała, kiedy wyjdziemy. Próbowałam ją uciszać, tłumaczyć, że jesteśmy w domu Bożym, ale ona tylko prychała. W końcu, w samym środku przeistoczenia, kiedy w kościele zapadła ta najświętsza cisza, Amelka tupnęła nogą i wykrzyczała na całe gardło: „Nienawidzę tu być! Chcę stąd wyjść! Chcę iść do Demona!”.

Ludzie, jak ja się wtedy poczułam! Myślałam, że ziemia się pode mną rozstąpi. Starsze panie w ławkach zaczęły się żegnać, proboszcz na moment zamarł, a ja stałam czerwona jak burak, nie wiedząc, gdzie podziać oczy. Oczywiście Amelka miała na myśli swojego psa, którego moja synowa w przypływie jakiejś dziwnej nowoczesności nazwała Demonem. Ale proszę sobie wyobrazić, co pomyśleli wszyscy zgromadzeni! Małe dziecko w kościele krzyczy, że chce iść do szatana. To był horror, za który winię tylko i wyłącznie moją synową.

Nowoczesne wychowanie synowej, czyli brak szacunku dla świętości

Moja synowa od zawsze miała lekki stosunek do wszystkiego. Dla niej nie ma zasad, nie ma „nie wolno”, nie ma autorytetów. Kiedy próbuję jej zwrócić uwagę, że Amelka nie zna słowa „szacunek”, słyszę tylko, że dziecko wyraża swoje emocje i że nie wolno go tłamsić. Efekt tego wyrażania emocji jest taki, że mała nie potrafi zachować powagi w żadnej sytuacji. Dla synowej pójście do kościoła to opcja, a nie obowiązek czy potrzeba duszy. Jak dziecko ma szanować mszę, skoro widzi, że matka woli w tym czasie spać albo przeglądać internet?

Najgorsze jest jednak to nieszczęsne imię psa. Kto przy zdrowych zmysłach nazywa zwierzę Demonem? Przecież to imię niesie za sobą zło, ciemność, coś strasznego. Synowa twierdzi, że to oryginalne i fajnie brzmi. Teraz mamy tego skutki − dziecko zżyło się z tym imieniem i powtarza je w najmniej odpowiednich momentach. Dla mnie to celowe działanie, żeby zrobić na złość mojej wierze i moim przekonaniom. To brak wyobraźni, który doprowadził do tego, że cała parafia teraz o nas plotkuje, a ja boję się pokazać w sklepie.

Gdzie podziała się dyscyplina i bojaźń Boża?

Zawsze powtarzałam mojemu synowi: „Wychowuj córkę w karności”, ale on jest zupełnie pod pantoflem swojej żony. Dzisiaj dzieciom pozwala się na wszystko − na krzyki, na puszczanie bajek przy obiedzie, na brak posłuszeństwa wobec starszych. Kiedy ja byłam dzieckiem, w kościele nie wolno było nawet szepnąć. Wiedzieliśmy, że to miejsce wyjątkowe. Amelka tego nie wie, bo nikt jej tego nie nauczył. Synowa uważa, że kościół to tylko budynek. Dla mnie to serce mojego życia.

Czuję się bezsilna. Kocham moją wnuczkę ponad wszystko, ale serce mi pęka, gdy widzę, jak dorasta w takim chaosie wartości. Boję się, że przez ten brak granic wyrośnie na człowieka, który niczego nie będzie szanował. Wykroczenie w kościele to tylko czubek góry lodowej. Jeśli matka nie nauczy dziecka, że są miejsca i chwile, w których trzeba się wyciszyć i pokazać pokorę, to życie nauczy je tego w bardzo bolesny sposób. Mam nadzieję, że ten wstyd, który przynieśli mi do domu, otworzy synowi oczy. Rodzina bez Boga i bez zasad to jak dom budowany na piasku − prędzej czy później się zawali.

Z poważaniem,
Zrozpaczona Babcia


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: Usłyszała, jak ojciec nazwał 5-letnią córkę. „Takie słowo do dziewczynki? Byłam wstrząśnięta”

Reklama
Reklama
Reklama
Loading...