Wielu rodziców robi to odruchowo. „To było nasze pierwsze all inclusive. Przez własne dzieci stałam się obiektem kpin”
„Dwa lata odkładaliśmy na ten wyjazd, a tu taki wstyd! Dopiero gdy zobaczyłam reakcję innych gości i usłyszałam, co powiedział kelner, zrozumiałam, że złamałam jedną z zasad, o której nikt wcześniej mi nie powiedział” – pisze nasza czytelniczka.

Pierwszy wyjazd na wakacje all inclusive potrafi zaskoczyć nie tylko bogatym bufetem, ale także zasadami, które dla stałych bywalców wydają się oczywiste. Nasza czytelniczka przekonała się o tym podczas rodzinnego wyjazdu do Egiptu. Jak sama przyznaje, chciała dobrze, a skończyło się ogromnym wstydem.
„Na ten wyjazd odkładaliśmy pieniądze przez dwa lata”
Dzień dobry, ja i mój mąż nigdy nie należeliśmy do osób, które co roku latają na egzotyczne wakacje. Mamy dwójkę dzieci – pięcioletnią córkę i siedmioletniego syna. Żeby polecieć do Egiptu, odkładaliśmy pieniądze prawie dwa lata. Dla nas to był naprawdę duży wydatek i spełnienie marzeń.
Wszystko było dla nas nowe. Ogromny hotel, kilka basenów, restauracje, przekąski, lody. Dzieci były zachwycone i co chwilę chciały coś zjeść. Raz frytki, raz owoce, raz ciastko. Myślałam, że skoro wszystko jest w cenie, to mogę po prostu zabrać coś do pokoju albo nad basen.
Nie przyszło mi do głowy, że robię coś niewłaściwego. Tamtego wieczoru siedzieliśmy przy kolacji, a córka zjadła tylko kilka kęsów. Powiedziała, że teraz nie chce, ale na pewno zgłodnieje po kąpieli. Pomyślałam, że szkoda będzie znowu iść z mokrymi dziećmi przez pół hotelu do restauracji. Wzięłam więc kilka bułeczek, trochę sera, dwa banany i zawinęłam w serwetkę.
Nie robiłam tego po to, żeby coś wynosić na zapas. Po prostu chciałam mieć coś dla dzieci później.
„Nikt wcześniej mi tego nie powiedział”
Kiedy wychodziliśmy z restauracji, podszedł do mnie kelner. Był bardzo uprzejmy. Uśmiechnął się i powiedział po angielsku, że jedzenie z restauracji powinno być spożywane na miejscu i nie można go wynosić do pokoju. Zrobiło mi się gorąco. Oddałam wszystko bez słowa.
Najgorsze było jednak to, że kilka osób siedzących przy stolikach spojrzało na mnie z takim uśmiechem, jakby właśnie zobaczyli kogoś, kto próbuje wynieść pół bufetu i kradnie w dodatku. Naprawdę miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Przez resztę wieczoru czułam się okropnie.
Dopiero następnego dnia rezydent wyjaśnił nam, że w wielu hotelach obowiązuje zasada, zgodnie z którą jedzenie z głównej restauracji powinno być spożywane właśnie tam. Chodzi między innymi o względy higieniczne, bezpieczeństwo żywności i ograniczenie marnowania jedzenia.
Przyznam szczerze, że wcześniej nie miałam o tym pojęcia. Nie chciałam nikogo oszukać. Nie wynosiłam jedzenia dla sąsiadów ani na drogę powrotną. Chciałam po prostu mieć banana i bułkę dla dzieci, kiedy zgłodnieją godzinę później.
Dzisiaj wiem, że następnym razem po prostu poszłabym z nimi do baru z przekąskami albo sprawdziła, co jest dostępne między głównymi posiłkami. Mam tylko nadzieję, że jeśli ktoś przeczyta mój list przed pierwszym wyjazdem na all inclusive, uniknie takiego wstydu.
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Komentarz redakcji
Zasady dotyczące wynoszenia jedzenia z restauracji różnią się w zależności od hotelu. W wielu obiektach jedzenie z głównego bufetu powinno być spożywane na miejscu, a personel może zwrócić uwagę gościom próbującym wynosić posiłki. Powody są różne – od kwestii higienicznych i bezpieczeństwa żywności, przez ograniczanie marnowania jedzenia, po wewnętrzny regulamin hotelu.
Jednocześnie w wielu hotelach działających w formule all inclusive przez dużą część dnia dostępne są bary z przekąskami, owocami, lodami czy napojami. Warto już pierwszego dnia zapytać obsługę lub rezydenta o godziny ich otwarcia i obowiązujące zasady. Dzięki temu łatwiej uniknąć nieporozumień i w pełni cieszyć się wakacjami.
Zobacz także:
- Z all inclusive w Turcji wróciła zawstydzona. „Dzieci chciały iść do restauracji. Spojrzeli na nas na wejściu i od razu wyprosili”
- „Chciałam odpocząć od dzieci, więc pojechaliśmy z mężem na luksusowe wczasy all inclusive w Grecji. Los z nas zakpił”
- „Na rodzinnym all inclusive w Egipcie czułam się jak gość drugiej kategorii. Dopiero inna mama z Polski zdradziła mi, dlaczego patrzą na mnie z pogardą”