Reklama

Szanowna Redakcjo! Piszę do Was te słowa wieczorem, siedząc przed namiotem na jednym z kempingów na Mazurach i patrząc na dogasające ognisko. Wokół panuje cisza, komary trochę dają się we znaki, a ja wciąż jestem przybita po tym, co zobaczyłam zaledwie kilka godzin temu nad samym brzegiem jeziora.

Wszystko zaczęło się bardzo niewinnie, gdy słońce zaczęło powoli schodzić w dół, a woda w jeziorze była idealnie spokojna.

Wakacyjny relaks nad wodą. Jak proste zadanie przerosło dorastające rodzeństwo

Na kempingu obok naszego namiotu rozbiła się rodzina z dwójką dzieci − chłopcem i dziewczyną, na oko w wieku trzynastu i piętnastu lat. Rodzice tych nastolatków, zmęczeni rozbijaniem obozowiska, poprosili swoje pociechy o zrobienie jednej, banalne prostej rzeczy: mieli pójść na pobliski pomost, przywiązać mocno do barierki małą łódkę wiosłową i przynieść z niej do namiotu kapoki oraz plastikowe wiosła. Chodziło o to, żeby sprzęt nie odpłynął w nocy i był bezpieczny na brzegu.

Dzieciaki ruszyły w stronę wody z fochem na twarzach, ostentacyjnie wzdychając i nie odrywając oczu od ekranów swoich smartfonów. Obserwowaliśmy ich z lekkim uśmiechem, myśląc, że to po prostu klasyczny, nastoletni bunt przeciwko pomocy rodzicom. Jednak to, co wydarzyło się na samym pomoście, w ułamku sekundy zamieniło ten uroczy, wakacyjny obrazek w festiwal kompletnej bezradności życiowej młodego pokolenia.

Totalna kapitulacja przy linie. Szokujące słowa nastolatka o braku instrukcji

Gdy rodzeństwo dotarło na koniec pomostu, okazało się, że zawiązanie prostego supła na drewnianym palu całkowicie przekracza ich możliwości intelektualne i manualne. Piętnastolatek chwycił grubą linę, zakręcił nią dwa razy wokół barierki i zaczął krzyczeć na całe jezioro, że sznur jest za twardy, brudzi mu ręce i on nie wie, jak ma to zrobić. Jego siostra zamiast mu pomóc, usiadła na deskach, zaczęła nagrywać jego niezdarność na telefon i fukać, że ona nie zamierza dotykać mokrej liny.

Najbardziej przerażające słowa padły jednak w momencie, gdy chłopak rzucił sznur do wody i wrzasnął prosto w stronę namiotu swoich rodziców, że on nic więcej nie zrobi, bo nie umie i ma instrukcji. Nastolatek krzyczał, że ma prawo do odpoczynku, a nie do pracy fizycznej, i jeśli ojciec zaraz nie przyjdzie i sam nie zawiąże tej łódki, to on po prostu wrzuci kluczyki od auta do jeziora. Ludzie na kempingu zamarli z wrażenia, a mnie po prostu zatkało na tę skrajną bezczelność.

Hodowanie niezaradnego pokolenia. Dlaczego ułatwianie wszystkiego dzieciom niszczy ich samodzielność?

Najbardziej smutne w tym wszystkim było zachowanie samych rodziców, którzy zamiast twardo postawić granice i zmusić dzieciaki do wykonania zadania, posłusznie zbiegli na pomost. Ojciec z rezygnacją w oczach sam chwycił za linę, przywiązał łódź i zabrał ciężkie wiosła. Ludzie, czy wy nie widzicie, że w ten sposób wychowujemy pokolenie dzieciaków ze szkła, które potrafią bezbłędnie obsługiwać najnowsze aplikacje, ale zderzenie ze sznurkiem, sypiącym się piaskiem czy koniecznością rozpalenia grilla wywołuje u nich potężną frustrację i napad paniki?

Jeśli nie zaczniemy w naszych domach twardo wymagać od młodzieży samodzielności, odporności na trudności i szacunku dla ludzkiej pracy, to te dzieci zginą w dorosłym życiu przy pierwszym lepszym problemie z cieknącym kranem czy wymianą koła w aucie. Dawanie im obowiązków to nie jest kara, ale najważniejszy bilet do bycia zaradnym człowiekiem.

Lucyna


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: Zmroziło mnie na plaży w Rowach. Słowa, jakie ten 7-latek rzucił w stronę płaczącej matki, spędzają mi sen z powiek

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...