Chciała, by syn się wyróżniał, więc dała mu nowoczesne imię. Na szkolnym korytarzu wytykają go palcami
Każdy rodzic chce, żeby jego dziecko było wyjątkowe. Czasem ta potrzeba znajduje odzwierciedlenie również w wyborze imienia – zamiast kolejnego Antka czy Franka pojawia się coś znacznie bardziej nietypowego. Tylko czy oryginalne imię nie staje się z czasem ciężarem?

Rodzice coraz częściej szukają dla dzieci imion, których nie ma w każdej szkolnej klasie. Jan, Antoni czy Jakub? Owszem, ładne, ale przecież takich chłopców może być kilku w jednym przedszkolu czy klasie. Dlatego pojawiają się pomysły na imiona bardziej oryginalne, zagraniczne albo zapisane w nietypowy sposób.
Jednym z takich przykładów jest Dżastin.
Dżastin wśród Stasiów i Antków
Usłyszałam niedawno historię mamy, która zdecydowała się właśnie na takie imię dla swojego syna. Chciała, żeby chłopiec miał imię nowoczesne, nietuzinkowe i takie, którego nie będzie nosiło pięciu innych chłopców w jego grupie. Z czasem okazało się jednak, że oryginalność ma też drugą stronę. W gronie Stasiów, Jasiów, Franków, Nikosiów i Antków jej syn z imieniem Dżastin wyraźnie odstaje od grupy.
Dżastin nie jest internetowym wymysłem ani żartem z rodziców szukających „oryginalnego imienia”. Taka forma rzeczywiście występuje w rejestrze PESEL. Według danych dotyczących osób żyjących, opublikowanych na podstawie rejestru PESEL, imię to nosi w Polsce kilkadziesiąt osób.
Samo imię jest związane z angielskim Justin, którego polskim odpowiednikiem jest Justyn. Dżastin jest natomiast zapisem fonetycznym, który ma odzwierciedlać angielską wymowę. Właśnie ta pisownia może być dla dziecka największym problemem.
Wyobraźmy sobie zwyczajną sytuację w szkole. Nauczyciel odczytuje listę obecności. „Dżastin?”. Kilka głów odwraca się w stronę chłopca. Ktoś zaczyna powtarzać imię z przesadnie angielskim akcentem. Ktoś inny pyta, czy jego rodzice są fanami Justina Biebera.
Imię, które miało być wyjątkowe, staje się pretekstem do przykrych komentarzy.
Rada Języka Polskiego ostrzegała przed takimi imionami
Co ciekawe, problem nietypowych, fonetycznie zapisanych imion nie jest nowy. Rada Języka Polskiego od lat zwraca uwagę, że przy nadawaniu dzieciom nowych imion warto brać pod uwagę to, jak będą one funkcjonowały w polskim języku.
W zaleceniach dla urzędów stanu cywilnego RJP wskazuje m.in., że przy imionach, których moda może szybko przeminąć, lepiej zachować oryginalną pisownię. Rada zwraca uwagę także na to, że dziecko będzie później musiało funkcjonować ze swoim imieniem w szkole, dokumentach i innych oficjalnych sytuacjach.zasobu polskich imion.
Dżastin jest jednak innym przypadkiem – ta forma faktycznie znalazła się w rejestrze osób żyjących.
„Miało być światowo, wyszło pretensjonalnie”
Dla części rodziców zagranicznie brzmiące imię ma być sposobem na wyróżnienie dziecka. Problem pojawia się wtedy, gdy oryginalność zaczyna dominować nad praktycznością.
Dżastin może przecież przez całe życie tłumaczyć: „Nie Justyn. Dżastin. Przez DŻ”. W szkole nauczyciel może zapisać imię inaczej, kolega może je przekręcić, a w przyszłości pracownik banku czy urzędu może upewniać się, czy na pewno tak brzmi oficjalna forma.
Do tego dochodzi jeszcze jedno. Imię nadane dziecku w wieku kilku tygodni będzie mu towarzyszyć również wtedy, gdy przestanie być uroczym przedszkolakiem. Dżastin może dobrze brzmieć w wyobrażeniu rodziców o nowoczesnym niemowlęciu. Gorzej, gdy trzeba sobie wyobrazić trzydziestoletniego Dżastina Kowalskiego podpisującego umowę w banku albo czterdziestoletniego Dżastina przedstawiającego się na rozmowie o pracę.
Przy wyborze imienia warto zadać sobie proste pytanie: czy chcemy, żeby nasze dziecko było wyjątkowe dzięki swojemu imieniu, czy żeby całe życie musiało tłumaczyć, skąd się ono wzięło?
Oryginalność może być zaletą, ale czasami granica między „nietypowe” a „przekombinowane” jest naprawdę cienka.
Zobacz także: