To najdłuższe imię w Polsce jest piękne, ale rodzice się go boją. Od 20 lat nie nazwano tak żadnej dziewczynki
Ma 13 liter, brzmi jak z rycerskiej legendy i... nikt nie chce go nadać swojemu dziecku. Poznaj najdłuższe żeńskie imię w Polsce, które stało się językowym unikatem, ponieważ od 20 lat nie nazwano tak ani jednej dziewczynki.

Przeżyłam erę Dżesik i Brajanów, obserwowałam wielki powrót do tradycji w postaci Antosiów i Janów, a nawet zachwycałam się modą na imiona inspirowane naturą. Jednak ostatnio trafiłam na coś, co sprawiło, że niemal upuściłam filiżankę z kawą. Wśród tysięcy imion, które nadajemy naszym dzieciom, istnieje jedno, które jest rekordowe pod względem długości, brzmi jak żywcem wyjęte z rycerskiej legendy, a mimo to... nikt go nie chce.
Mowa o Krzysztosławie. To najdłuższe żeńskie imię w Polsce, które od ponad dwudziestu lat nie pojawiło się w żadnym akcie urodzenia.
Zapomniana perła polszczyzny czy językowy łamaniec?
Kiedy po raz pierwszy wypowiedziałam to imię na głos, poczułam jego niezwykły ciężar i godność. Krzysztosława to imię staropolskie, złożone z dwóch członów: Krzyszto- (odnoszącego się do Chrystusa) oraz -sława (oznaczającego sławę). To żeńska forma Krzysztofa. Choć brzmi skomplikowanie, ma w sobie pewną nieoczywistą magię i siłę, której próżno szukać w krótkich, nowoczesnych imionach. Ale bądźmy szczerzy − w dzisiejszym świecie Krzysztosława wydaje się rodzicom wyborem zbyt ekstremalnym.
Dziadkowie pewnie załamaliby ręce, myśląc o nauce podpisywania się w pierwszej klasie, a rówieśnicy na placu zabaw pewnie szybko skracaliby je do Krzyszty czy Sławki. To imię wymaga odwagi. Odwagi, by iść pod prąd modzie na minimalizm i by dać dziecku imię, które jest jak manifest − niezależne, dumne i niemożliwe do przeoczenia. Od dwudziestu lat jednak żaden rodzic w Polsce nie odważył się na ten krok. Krzysztosława stała się „imieniem widmo”, które figuruje w rejestrach, ale nie ma już swojej żywej reprezentantki wśród najmłodszego pokolenia.
Praktyczność kontra tradycja, czyli dlaczego wygrywa Maja i Zuzia
Jako mamy często kierujemy się przy wyborze po prostu wygodą. Imię ma być łatwe do wymówienia, dobrze komponować się z nazwiskiem i nie sprawiać problemów za granicą. Krzysztosława oblewa wszystkie te testy. Wyobraźcie sobie rezerwację biletów lotniczych albo próbę przedstawienia się na międzynarodowej wymianie studenckiej. „Krzysz-to-sła-wa” − to dla obcokrajowca prawdziwy tor przeszkód. I choć my, Polacy, uwielbiamy naszą historię, to w codziennym życiu wybieramy prostotę.
Jednak czy w tym dążeniu do unifikacji nie tracimy czegoś cennego? Krzysztosława to nie tylko imię, to kawałek naszej tożsamości językowej, który powoli wyparowuje. Kiedy patrzę na listę imion nadawanych w ostatnich latach, widzę Maje, Zuzanny i Laury. Są piękne, ale bywają anonimowe. Krzysztosława z kolei gwarantuje jedno: nigdy, przenigdy nie zostaniesz pomylona z nikim innym. To imię dla dziewczynki, która od progu ma zapowiadać swoją obecność, dla małej liderki, która nie boi się wyzwań. Może właśnie dlatego rodzice go unikają? Boimy się, że tak ciężkie imię przytłoczy delikatną istotę?
Czy Krzysztosława ma szansę na wielki powrót?
Patrząc na cykliczność mód, nie zdziwiłabym się, gdyby za kilka lat, gdy nasycimy się już krótkimi imionami, nastąpił zwrot ku gigantom. Widzimy już powolny powrót imion takich jak Stanisława czy Bronisława − dlaczego więc nie Krzysztosława? To imię jest jak vintage'owa sukienka z szafy prababci: na początku wydaje się dziwna, ale po odpowiednim wystylizowaniu staje się najmodniejszym elementem garderoby.
Być może gdzieś w Polsce żyje para, która szuka czegoś absolutnie unikatowego. Może ktoś, czytając ten tekst, pomyśli: „Właściwie... to brzmi dumnie”. Jeśli tak, gratuluję odwagi. Bylibyście pierwszymi rodzicami od dwóch dekad, którzy przywróciliby polszczyźnie ten trzynastoliterowy klejnot. A mała Krzysztosława? Na pewno wyrosłaby na kobietę, która wie, że jej imię, tak jak ona sama, nie ma granic. Bo w świecie pełnym kopii bycie oryginałem to wielka siła.
Zobacz też: Najkrótsze imię w Polsce ma tylko 1 literę. Rodzice przecierają oczy, że tak można nazwać dziewczynkę