W Polsce to imię to wstyd dla dziecka. Rodzice myślą, że kojarzy się z włoskim amantem
Choć wydawało się, że era egzotycznych imion rodem z amerykańskich seriali odeszła w zapomnienie wraz z modą na tradycyjne imiona naszych dziadków, statystyki mówią co innego. Rodzice w Polsce znów zaczynają szukać inspiracji na wielkim ekranie, a efekty tych poszukiwań potrafią odebrać mowę nawet najbardziej doświadczonym urzędnikom stanu cywilnego.

Przeżyliśmy falę Brajanów, widzieliśmy wysyp Dżesik, a potem z ulgą przyjęliśmy zwrot ku Antosiom i Zofiom. Czy to już trwały powrót do klasyki? Pewnie nie, zwłaszcza że na horyzoncie pojawiło się nowe imię, które ma szansę zdetronizować legendarnych już przedstawicieli imion kojarzonych z pewną... specyficzną fantazją rodziców. Poznajcie imię, które brzmi jak zaproszenie na casting do włoskiego filmu, ale w polskich realiach budzi głównie uśmiech politowania − Deniro.
Pamiętacie tę fascynację Robertem De Niro? To ikona, legenda, aktor, którego talentu nikt nie podważy. Jednak czy przeniesienie nazwiska wielkiego gwiazdora na grunt polskiego imienia pierwszego to na pewno dobry pomysł? Dane za 2024 rok wskazywały, że w Polsce żyje 15 osób o tym imieniu. Mogłoby się wydawać, że to margines, ciekawostka statystyczna. A może jednak nowy trend?
Między Hollywood a urzędem stanu cywilnego
Wybór imienia to dla wielu rodziców pierwsza poważna walka o tożsamość ich dziecka. Chcą, by było unikatowe, silne, kojarzyło się z sukcesem. Ale czy Deniro Nowak to rzeczywiście bilet do lepszego świata? Psychologia imion jest bezlitosna − to, jak się nazywamy, rzutuje na to, jak postrzegają nas inni, zwłaszcza w dzieciństwie i na początku drogi zawodowej.
Problem polega na tym, że Deniro w Polsce nie kojarzy się z elegancją, lecz z próbą zaczarowania rzeczywistości za pomocą zagranicznie brzmiącego słowa. To ten sam mechanizm, który dekadę temu pchnął tysiące rodziców w stronę Brajanów. To pragnienie niezwykłości, które często kończy się efektem odwrotnym do zamierzonego. Włoski amant w głowie rodziców w rzeczywistości szkolnej może stać się obiektem drwin, a dla postronnych − symbolem tego, co uważamy za żenujące i wstydliwe. Czy naprawdę chcemy fundować naszym dzieciom taką emocjonalną huśtawkę już na starcie?
Urzędnicy mają teraz nieco więcej swobody w akceptowaniu nietypowych imion, ale Deniro wciąż jest na granicy. Z jednej strony − imię nie jest wprost ośmieszające. Z drugiej − polskie przepisy sugerują, by imiona nie były tożsame z nazwiskami, o ile nie jest to uzasadnione tradycją rodzinną. A umówmy się, ilu Denirów w Polsce ma faktycznie włoskie korzenie?
Dlaczego wciąż uciekamy od tradycji?
Zastanawiam się, co kieruje rodzicami, że zamiast przebierać w bogactwie polskich imion − od tych zapomnianych po te na nowo odkryte − szukają czegoś tak skrajnie obcego. Może to przesyt Nikodemami i Aleksandrami, którzy wciąż królują w rankingach? Rozumiem potrzebę wyróżnienia się, ale czy cena nie jest zbyt wysoka? Deniro brzmi dumnie na czerwonym dywanie w Cannes, ale wykrzyczane na placu zabaw w Radomiu czy Sosnowcu nabiera zupełnie innej barwy.
Jedni widzą w nim powiew nowoczesności i odwagę, inni − brak wyczucia smaku. Prawda, jak zwykle, leży gdzieś pośrodku.
Najbardziej uderza mnie to, że Deniro nie jest jedynym podobnym wyborem. W rejestrach obok niego pojawiają się tacy „koledzy” jak Szon, Dżon czy nawet Ozzy. To pokazuje, że popkultura często wygrywa z tradycją, a ekrany naszych smartfonów stają się nową Biblią imion. Czy za dwadzieścia lat będziemy mieli pokolenie dorosłych, którzy będą musieli tłumaczyć, że ich tata po prostu bardzo lubił „Ojca Chrzestnego”?
Nowy Brajan czy chwilowa moda?
Czy Deniro faktycznie stanie się nowym Brajanem? Istnieje takie ryzyko. Brajanizm stał się w Polsce terminem określającym tendencję do nadawania imion o obcym brzmieniu w nadziei na podniesienie statusu społecznego rodziny. Deniro idealnie wpisuje się w ten schemat. Ma w sobie ten specyficzny blask, który w połączeniu z typowo polskim nazwiskiem tworzy mieszankę wybuchową.
Warto jednak pamiętać, że moda bywa kapryśna. To, co dziś wydaje się żenujące, za dziesięć lat może stać się akceptowalną normą, a za dwadzieścia − szczytem retro-mody (choć w przypadku Deniro szczerze w to wątpię). Na razie jednak radziłabym rodzicom trzy razy się zastanowić.
Imię to prezent na całe życie, a nie gadżet, który można wymienić, gdy wyjdzie z mody. Zanim wpiszecie w formularz te sześć liter, zamknijcie oczy i wyobraźcie sobie dorosłego mężczyznę, który przedstawia się tak na ważnym spotkaniu biznesowym. Jeśli nadal czujecie, że to jest to − cóż, odwagi. Ale nie zdziwcie się, jeśli ludzie zareagują na to z lekkim przymrużeniem oka.
Świat się zmienia, granice zacierają, a nasze imiona stają się coraz bardziej globalne. Ale czy w tej pogoni za Hollywood nie gubimy czegoś ważnego? Może warto czasem zamiast do bazy imion, zajrzeć do własnego drzewa genealogicznego. Bo choć Deniro brzmi jak włoski amant, to w Polsce wciąż brzmi jak... no właśnie, jak Deniro. I to chyba wystarczy za cały komentarz.
Zobacz też: Najkrótsze imię w Polsce ma tylko 1 literę. Rodzice przecierają oczy, że tak można nazwać dziewczynkę